Miłość złe humory ma

Szósta rano. Łódź Fabryczna, peron trzeci. Częściowo przepalony neon mruga na niebiesko. Pociąg czeka. Kraków Główny.
Oeza, pomyślałam. A tak fajnie było.

Nie wiem, o co chodzi z tą aferą pociągową. Przewozy Regionalne – jak w zegarku. Inna rzecz, że dwustu kilometrów nie powinno się pokonywać w cztery i pół godziny, słysząc od konduktora, że to i tak najcieplejszy przedział i marząc o ogromnym kubku mocnej kawy…
Szczęśliwie powrót tym razem rozkoszny, z dworca prosto do Dymu, tam już dziewczyny, piwo, same grzechy. Telefon wyłączony na dobre – wąskie grono wtajemniczonych wie, jak się ze mną kontaktować na urlopie.
– No, jak było, jak było, w teatrze byłaś?
A byłam.
Według Agafii przerysowane, przekolorowane, jak z dziwnego snu. Bardzo przyjemny ten sen na początku, zabawny. Tylko że z każdą minutą coraz więcej w nim koszmaru. Romantyczna komedia o swatach zmienia się w horror o przymusie bycia z kimś. Bo przecież trzeba do ołtarza pójść. Bo ta biała sukienka od tak dawna czeka. Licznik bije. Lepszego nie znajdziesz.
Tak sobie myślę, że wielu ludziom takie przedstawienie Gogola może się bardzo nie podobać. Bo zobaczą w tym własne małżeństwo zawarte dla świętego spokoju, własną samotność, własne dziwactwa. To jest taki teatr, po którym człowiek odwleka powrót do domu i spojrzenie w lustro, snuje się ulicami, może by się czegoś napił.
Miłośnicy teatru na koturnach też mogą sobie lepiej pójść na poranek z lekturą szkolną, bo tu jest totalne pomieszanie – pokaz mody, musical, pastisz bridżytdżonsów różnej maści, groteskowy kryminał, porażające ostatnie minuty przy odwróconej tyłem scenografii, a wszystko bardzo wysmakowane plastycznie.

Nie ma w tym spektaklu normalnego faceta. Wszyscy absztyfikanci to, z przeproszeniem, debile. Dziwaki jakieś. Obleśne dość (ot, Sambor Czarnota w roli nieokrzesanego mydłka z przetłuszczoną plerezą, wpieprzającego kabanosy). Grubasy, onaniści i niespełnione samce alfa. A jedyny, dla którego biedna Agafia traci głowę, jest żonaty, choć – jakże życiowo – nie przejmuje się tym zbytnio. Jak na ironię, tylko ona, ta czterdziestolatka ciągle do wzięcia, pulchna trochę, z rozmazanym makijażem, kocha. Pozostali niekoniecznie.
Traktują ją jak kawał mięsa. Niemal w zęby zaglądają.
Przyznaję jednak – jako, bądź co bądź, panna na wydaniu – że strasznie bym chciała takiego Poradnicę (bo nie, w tej wersji nie ma swatki Fiekły). Wyjąwszy upiorne swaty – cudo. Opowie o witaminach, pocieszy, posłodzi, uratuje od chlania w samotności, nazwie kochaniem, nawet w depilacji pomoże. Oczywiście to czytelna drwina z książkowo-filmowej mazi, w której u boku singielki obowiązkowo tkwi przyjaciel gej. Ten jest niemożebnie przegięty. Wystylizowany na lalkę. Utrefione ślicznie loki, modny płaszczyk, lśniąca papierośnica, głupawa, ale wdzięczna paplanina o zabiegach urodowych.
Ja byłam nim zachwycona, ale na przykład państwo w rzędzie za mną – głęboko zdegustowani. Trochę mnie ich foch zdumiał, bo to owszem, było przerysowane, ale nie wulgarne, dość taktownie zagrane.

Dla mnie to spektakl z mnóstwem aktorskich wiśni na torcie.
I och, Tomasz Schuchardt objaśniający publiczności szkodliwe skutki masturbacji. Fantastyczny jest ten chłopak. A jak śpiewa po rosyjsku…
(Tę piosenkę, gdyby kto był ciekaw).

Wiecie, czemu lubię chodzić do teatru sama? Bo gdy zapalają się światła, nikt nie pyta:
– No i jak, no i co? Podobało ci się? Ale co myślisz, powiedz?
Halo, moment. Moment.
Muszę sobie przetrawić. Im mocniej mnie uderzyło, tym dłużej milczę. Dopasowuję przed chwilą widziane obrazki, usłyszane słowa do historii z własnego życia i jeśli pasują, oj, wtedy dopiero zaczynają się refleksje. Nawet refluksy czasem.

Wieczorem proste uroki sieciowego hotelu, gorący prysznic, zimne piwo, szorstkie pieszczoty wykrochmalonej pościeli na skórze.
Przed snem obejrzałam w Canal Plus niesamowity film dokumentalny – Young @ Heart – o chórze staruszków. Jeśli ktoś z państwa nie widział, oto poruszająca próbka. Paniom sugeruję, żeby najpierw zmyły makijaż…
Mam nadzieję, że w hotelu mają narzędzia do spierania wodoodpornego tuszu z białych poszewek.
Podejrzewam, że nieprzypadkowo emitowali ten film właśnie tego dnia.
Smutno mi trochę było wczoraj, bo w radiu od rana piali o Dniu Babci, wszystkie łódzkie cukiernie oklejone stosownymi reklamami (‚kup babci ciacho’), a ja pierwszy raz nie miałam do kogo zadzwonić z życzeniami. Ciągle mam jej numer w telefonie. Wiem, że wkurzyłaby się za mazgajstwo, więc kupiłam trzy pączki sowicie oblane lukrem i wszystkie zjadłam.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. To, że podczas minionych 36 godzin zdarzyła mi się niebagatelna liczba wzruszeń, nie oznacza, że kiepsko zaczęłam weekend. Przeciwnie. Zachwyt.

Reklamy

7 thoughts on “Miłość złe humory ma

  1. o. duży punkt – bo ja też lubię oglądać sam i nie lubię pytań „jak się podobało?” jezcze na napisach, ale jakoś przez iks lat niezauważyłem związku tych dwóch spraw.
    z dniem babci i dziadka mam niestety od 3 lat już spokój, natomiast pikawa mnie stawa 23 czerwca, z nigdy nie do końca uświadomienia, że jestem po drugiej stronie życzeń już tylko. i takie to uskrzydlające, że jest ktoś nowy kto czci ;-), a beznadziejnie bezpowrotnie smutne, że mój adresat permenentnie poza zasięgiem.

  2. ja uwielbiam, gdy pada pytanie „jak się podobało?”. zwłaszcza, jeśli mi się nie podobało i od razu mogę się wyżyć 😀
    a jeśli się podobało, to te emocje są wtedy takie świeże, czyste, jak niezerwane kwiateczki 🙂
    sama się jednak nie narzucam z tym pytaniem np. mojemu facetowi, bo wiem, że on sobie właśnie wszystko musi przemyśleć, podumać, zastanowić się. to chyba łatwo da się wyczuć, czy towarzysząca osoba chce gadać, czy woli się pogrążyć we własnych myślach po seansie. pozostaje współczuć nietaktownych „współoglądaczy”

  3. co do pączków… to ja też, wczoraj, ogromne 3! 🙂

    jeszcze chwila i też pobiegnę do teatru…ciągnie mnie!

    i ten jedyny, ale żonaty… ech życie

    • Ano, moja przyjaciółka po usłyszeniu recenzji, że wszyscy kandydaci do ręki bohaterki to niestrawne indywidua kierujące się niskimi pobudkami, a obiekt jej westchnień żonaty i do tego też jest raczej rzewnym lowelasem z niezłą gadką – stwierdziła refleksyjnie: ‚jak w życiu’ 🙂

  4. tez po raz pierwszy nie miałam do kogo zadzwonic.
    poszłam do knajpy na to konto z kumpelą.

    Twoje recenzje są takie, że mam ochotę na teatr. o 6:36 rano 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.