Starting from a man in the mirror

Odgwizdane.
Koniec podtrzymywania tylko niezbędnych funkcji życiowych za pomocą niezdrowego paliwa. Koniec abstynencji. Koniec nerwowego splatania palców w kieszeni, przygryzania warg, przerażenia, że kurwa nie zdam, nie umiem, nie rozumiem, nie nadaję się, to wszystko nie moja bajka, ja to mogę pisać reportaże o małych miasteczkach gdzieś na kontynencie, mogę łazić po górach i zawsze znajdę drogę, mogę flirtować z młodszym kolegą po fachu, znam się nieźle na błyszczykach i na moich płytach, ale nie każcie mi być odprasowaną i certyfikowaną.
Aż nagle przychodzi moment, gdy to wszystko staje się jasne. Kaszka z mleczkiem. Zakuwane przepisy napisane urzędackim, okrągłym językiem układają się w spójną całość, nawet pasują do rzeczywistości. Trybiki w mojej głowie powoli ruszają. Już bez obaw, z wiarą we własne siły i – jak na ironię – ogromną ciekawością tematu.

Na do widzenia słyszę w Czyimś Głosie uznanie, na które naprawdę ciężko pracowałam. Mam poczucie, że dobrze się spisałam. Że odwaliłam kawał roboty. Zmęczona jestem, ziewam dyskretnie, marzę o leniwym obiedzie i solidnym drinku, ale jednak unoszę się lekko nad ziemię.
Ja to trochę lubię wypruwać sobie żyły. Lubię wiedzieć, że mam tyle i tyle kosmicznych wymagań postawionych przed moim blondyńskim łbem.
Muszę tylko czuć, że robię to PO COŚ. I że oto pokonuję kolejne z moich samoograniczeń.

– A pani to ma duży talent aktorski – dodaje Czyjś Głos z uśmiechem, z błyskiem w piwnym oku, już zupełnie off the record.
Wiem.
Nie ma pan pojęcia, ile razy mi to dupę uratowało.
I najmocniej wiążę się z ludźmi, którzy sami chowają się za maskami. Łatwo ich rozpoznaję. Mam taki specjalny kieszonkowy radar na tych, którzy lubią sobie uteatrzyć życie codzienne.

To oko piwne właściwie ładne miał. I ujmujący baryton. Stwierdzam tylko suche fakty.
I pachniał dobrze. Poczucie humoru bardzo smaczne.
Och, zamknij się.

Wyszłam cała zadowolona, a rzeczywistość już sobie na mnie ząbki ostrzyła.
Otworzyłam skrzynkę pocztową i od razu zamknęłam. Spojrzałam na listę nieodebranych połączeń w telefonie i zamknęłam jeszcze prędzej niż od razu. Czekałam pół godziny na jeżdżący co 10 minut autobus – słodka radość piątkowych popołudni w Krakowie – po czym zgubiłam się na Rondzie Kocmyrzowskim (poszaleli z tymi rondami w Nowej Hucie, co winkiel rondo, w Katowicach mamy jedno, za to duże i też jest dobrze) i gdyby nie lokalna przyjaciółka, która w porę spostrzegła błąkające się w kółko dziewczę w czerni i z wielką torbą, to bym tam do tej pory latała. Spędziłam piekielnie nudne dwa kwadranse, orbitując na orbitreku i zastanawiając się, dlaczego w fitnessowej lodówce, wypełnionej po brzegi napojami izotonicznymi i kosmicznie drogą wodą mineralną, na dolnej półce leży margaryna.
Jeśli ktoś z państwa wie…

Reklamy

8 thoughts on “Starting from a man in the mirror

  1. Rondo Kocmyrzowskie to jeszcze nie do końca Nowa Huta 🙂 Znajduje się właściwie na pograniczu dzielnic: Bieńczyce i Nowa Huta.
    A w samej Hucie nie ma zbyt wielu rond. To jedno można by podpiąć (chociaż rondem faktycznie jest od niedawna – wcześniej przez ponad 20 lat było skrzyżowaniem, gdzie nie było ruchu okrężnego) pod Nową Hutę. Do tego powiedzmy Rondo Czyżyńskie, małe rondko obok Carrefoura Czyżyny (chociaż te oba administracyjnie to też inne dzielnice) oraz jak ktoś się uprze Plac Centralny (ale to też bardziej skrzyżowanie).

    Rond nie jest więc dużo (jak na nasze miasto, gdzie na każdym skwerze wyrasta nowe), chociaż te które są powodują czasami leciutki chaos, szczególnie wśród kierowców spoza Krakowa. Myślę, że „nasi” są przyzwyczajeni (ja na pewno jestem) i jednak doceniają bardziej takie ronda, niż jakieś wymyślne skrzyżowania.

    Pozdrawiam 🙂

  2. … wiesz, ja za to wiele rzeczy robię w odwrotnej kolejności 😛 więc najpierw zapewne zajęłabym się oceną Pana, a w następnej kolejności przedstawiła swoją wiedzę 🙂 … zastanawia mnie natomiast to jak wzięłaś Nielata za mojego brata?

      • no przecież piszę, że ja wiele rzeczy od innej niż normalna strony robię – jak widać również czytam 😛 – acz nie do końca jeszcze meandry mojego własnego mózgu poznałam i nie wiem zupełnie jak to się stało, że komentarz Mor odczytałam jako twój (??!!) przepraszam 🙂 a muzyczne trędy jutro zgłębiać będziemy, o ile rzeczony Nielat nie zwieje do dziadków ewakuując się przed widmem podręcznika z chemii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s