You don’t mean nothing at all to me

Człowiek na chwilę wyjeżdża, a tu mu Szkieletora rozbierają. Koniec świata.
Może jeśli wyjadę dalej, to zaczną budować metro?

Na jakiś czas mam niewątpliwie dość Ryanaira, w każdym razie na trzeźwo. Można nabawić się nerwowego tiku na brzmienie słowa ‚zdrapka’.
Za to oczywiście plany na przyszły rok już się kręcą. I nie będzie żadnych miast, bo jednak troszkę mnie męczy stanie w ludzkich korkach. Będą dzikie pola i płaskowyże. Z jednym być może wyjątkiem, bo wyczytałam, że w marcu w Londynie premiera Sweeney Todd z Imeldą Staunton. A to chętnie bym zobaczyła.
Ponadto chciałabym sobie polatać (tylko niżej i wolniej), stęskniłam się jak diabli. To bowiem jedna z tych spraw, których nie da się po prostu spróbować i odłożyć. Zupełnie jak z górami. Człowiek nabawia się trwałej obsesji.
A jeszcze natchnął mnie tekst o ski-touringu w ostatnim NPM – nęci mnie to, odkąd po raz pierwszy o tym usłyszałam. Chętnie zapisałabym się na kurs, ale na szczęście zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze zbyt cienki ze mnie narciarz i najpierw trzeba mi paru sezonów szorowania tyłkiem po stoku. Co najlepiej podsumował pan i władca, pokazując mi swoje nowe dechy z dyskretnym komentarzem:
– Ale ty sobie lepiej takich nie kupuj…
Tak czy inaczej, głowa pęka od wizji. Gorzej, gdy człowiek bierze się za obliczanie kosztów. Oczy wyskoczyły mi z orbit na widok cennika w schronisku w Apeninach, podkreślam – schronisku, nie hotelu. Jeśli za parę miesięcy przeczytają państwo w gazetach o kobiecie, która napadła z klamką na bank, proszę słać paczki na Montelupich. Będę wdzięczna za solone orzeszki i earl grey. I coś do czytania, ale żeby było grube.

Świat ciągle podsuwa rarytasy, których chciałoby się spróbować. Ciągle jeździ się palcem po mapie z tym samym podnieceniem i głodem. Czasami wolałabym nosić w sobie mniej tej ciekawości, bo wiem, że nie zrobię, nie zobaczę wszystkiego, ale…
Uświadamiam sobie coraz mocniej, że nie mam czasu na bycie smutną. Szkoda godzin na ciągnięcie nosem po ziemi i rozmyślanie, co się nie udało, co głupio odpuściłam. To aż nazbyt skuteczny hamulec.
Za późno na hamowanie. Tyłek w troki i do roboty.

Przeczytane w drodze „Gustaw i ja” bardzo mnie wzruszyło. Cudna taka miłość wbrew wszystkiemu – upływowi czasu, ludzkiemu gadaniu, polityce. Czysta, trochę staroświecka w epoce, w której związki sprowadzają się do umiejętnej gry drugim człowiekiem.
Podejrzewam zresztą, że sama bym się w Holoubku zakochała, gdybym urodziła się nieco wcześniej.
Horoskop pisze, żeby dać Rybie spokój do środy. Ależ proszę bardzo. Osobiście uważam tylko, że do mężczyzn spod tego znaku powinni dołączać instrukcję obsługi. Pewnie sprowadzałaby się do jednego zdania – ‚nie próbuj zrozumieć, nalej sobie lepiej wina, zapal papierosa, wyjdź na długi spacer, kup sobie jakieś nowe buty, cokolwiek, tylko wrzuć na luz’. Kiedyś czytałam, że doskonałym partnerem dla zodiakalnych Ryb jest Byk, bo tylko on ma dość cierpliwości, żeby znieść wszystkie te dziwactwa. Zaśmiałam się gorzko.
A teraz przepraszam, idę sobie zrobić bardzo gorące grzane piwo. Wyłączyłam ogrzewanie przed wyjazdem i efekt jest aż za bardzo odczuwalny.

Advertisements

7 thoughts on “You don’t mean nothing at all to me

    • ja tak szczerze nienawidzę tego obwieszonego reklamami żelazobetonu, że będę zachwycona, gdy zniknie. wszystko lepsze niż ta paskuda. nawet wielki pomnik Wandy rzucającej się do Wisły.

      • to było ironicznie 😉

        aczkolwiek ten zalinkowany projekt jako żywo mi przypomina urbanistyczne koncepcje firmy JW, czyli niesławną warszawską Łucką. a fe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s