Chryzantema i miecz

Pamiętacie taki film Lost In Translation?
Jeden z moich ulubionych.
To taki film, w którym właściwie nic szczególnego się nie dzieje. Nie ma szaleńczego romansu, pościgów samochodowych, nikt się nie ślizga na skórce od banana. Bohaterowie są dojmująco samotni i cierpią na bezsenność w szklanej wieży nad potężnym, oszalałym miastem.
I zaprzyjaźniają się.
Nigdy nie byłam ciekawa, co on jej mówi w ostatniej scenie. Cieszę się, że tego nie słychać, że zostaje między nimi dwojgiem.

Odkąd pamiętam, chciałam polecieć do Japonii. Ćwiczyłam jujutsu, więc wiadomo – zen i te sprawy. Hanami. Kioto. Fudżi. Chciałam, ale któregoś dnia odłożyłam na później. Ceny biletów na koniec świata były wyższe od mojej pensji, poza tym bałam się sama. Śniło mi się kiedyś, że dostałam bilet w prezencie i gdy dotarłam na miejsce, byłam przerażona, bo nie umiałam przeczytać żadnego napisu w kana. Błąkałam się po lotnisku jak analfabetka.
Marzenie odłożyłam na niższą półkę, ale nigdy o nim nie zapomniałam. Pomyślałam, że kiedyś na pewno nadarzy się okazja, a wtedy nie będę się zastanawiać. Nadal kupowałam wszystkie książki o Japonii i ustawiałam je starannie jedna przy drugiej.

Od pewnego czasu – odkąd troszkę stanęłam finansowo na nogi – chodził mi po głowie wyjazd do Azji, niezbyt długi, ot, żeby liznąć i zobaczyć, czy mi się spodoba. Ponieważ jednak góry mają bezwzględne pierwszeństwo, planowanie dalszych podróży nie spędzało mi snu z powiek.
Dwie godziny temu robiłam porządki w skrzynce pocztowej, wywalając nieprzeczytane newslettery linii lotniczych (kiedyś się pozapisywałam i od tamtej pory bez przerwy czegoś ode mnie chcą), i WTEM.
Zastanawiałam się, i owszem. Pchać się samej tak daleko, 9 tysięcy kilometrów od mojego Podgórza? A czy mnie tam będzie stać na hotel? I jak ja ten hotel znajdę, skoro nie umiem czytać ichnich znaczków? A co powiedzą znajomi, a rodzina? A jak coś mi się stanie po drodze?
Chuj z tym – brzmiała druga myśl i kliknęłam ‚rezerwuj’.

Wygląda na to, że ostatniego dnia maja nasza bohaterka postawi stopę rozmiar 37 na tokijskim chodniku.
Tak, też jest zaskoczona.
Nie mówcie nikomu, ale przez kwadrans w samej bieliźnie bujała się po całym mieszkaniu.
Bilet śmiesznie tani, choć nie bez przyczyny – wylatuję z Rzymu, a wracam do Londynu (świetnie się składa, zatrzymam się na jeden dzień, dawno nie byłam). Przesiadka w Moskwie. Coś mi się zdaje, że jak wrócę, przez przynajmniej rok będę upierać się przy podróżowaniu pieszo lub konno, a najlepiej w lektyce, albo i całkowicie odmówię ruszania się z kanapy…

Dlatego właśnie nie zgadzam się z opinią, że marzenia tylko budzą frustrację. Że człowiek nie powinien chcieć czegoś, co wydaje się poza zasięgiem. Jak najbardziej powinien. Przegrywa, gdy odpuszcza, ale jeśli zostawia sobie margines nadziei, to często na te marzenia powolutku i nie całkiem świadomie pracuje. I nagle, po paru lub więcej latach zdumiewa się – ‚o rany, przecież ja właśnie robię to, na czym tak mi zależało’.

Tak sobie myślę, że spełniające się marzenie łatwo przeoczyć, bo zwykle nadchodzi po cichu w środku szarego, biurowego dnia albo zaskakuje nas w kapciach i rozwleczonej piżamie. Nie zapowiada przybycia, nie zaprasza na czerwony dywan z kieliszkiem szampana.
Nie wygląda jak w nastoletnich snach. Książę nie cwałuje na białym koniu, tylko tramwajem podjeżdża. Ale to ciągle książę. (A koń jest trudny w utrzymaniu).

Reklamy

31 thoughts on “Chryzantema i miecz

  1. Dziewczyno! Uwielbiam Cię za tę decyzję! ja dokładnie tak samo zrobiłam z Nowym Yorkiem, bilet sam się kliknął 😉 Super, czekam na relację!

  2. Będzie relacja 🙂
    Krótko tam będę, a że w czerwcu, to na Fudżi się nie wdrapię (ponoć można tylko w lipcu i sierpniu), ale jak mi się spodoba, to wrócić mogę przecież…

    Niu Jork jeszcze przede mną, trochę mnie zniechęcają kolejki pod konsulatem i opasły wniosek wizowy 🙂 niemniej racja – najlepiej, jak nas bilet znienacka zaskoczy i sam się kliknie, i nie ma przebacz.

    • o tak, ja mam ochote na 3 raz w Nıu Yorku ale wıza juz mı sıe skonczyla wıec czekam az znıosa.

      (przepraszam za brak polskıch lıterek ı dzıwne „ı” ale klawıatura nıezbyt europejska. pozdrowıenıa z Istanbulu :))

  3. no mi z tych niespenionych wymarzonych miejsc tylko Szkocja zostala ( w niektore chce oczywiscie wrocic, w jednym mieszkam :p) a to rzut beretem teraz 😀
    w tzw. miedzyczasie doszlo jeszcze marzenie o Kanadzie i o Nowej Zelandii i o Hawajach-ale te wszystkie z ostatnich paru lat i na razie troche jednak daleczko…ale dam rade
    wiem :p

    • ba 🙂 a nawet BA!
      jak będziesz chciała do Szkocji jechać, to mnie weź – nawet rozumiem tamtejsze gardłowe charczenie, a też chciałabym w tamtejszą dzicz i góry, i na festiwal teatralny do Edynburga, i w ogóle. kuszące miejsce.

      intencja się spełnia :)…

  4. Fajnie!!!
    Dla mnie osobiście tym fajniej, że mogę bez zazdrości cieszyć się Twoją radością. Bo gdybyś napisała, że w nadchodzącym roku przejdziesz łuk Karpat, to chyba bym sobie głowę odgryzła…

  5. Edynburg it is, nawet wiem gdzie sie zatrzymamy :p Brat Brodaty Pieknego i Jego fajna kobieta prowadza B&B w Edynburgu…muzyk i artystka robiaca bizuterie z guzikow (zobacz Savvy Sailor na moim fb), jakies pytania? :p

  6. Japonia jest przeboska. Moze byc nieco ciezka w nawigacji, bo oni czasem angielskiego e-e, ale poradzisz sobie na pewno. Ja bylam z japonskojezycznymi dwoma lingwistkami, wiec mialam leniwy wyjazd na leminga, ale inni z jeno angielskim byli i dali rade.

    Na ile jedziesz, co masz w planach? (Kioto MIEJ. Ja oprocz tego jestem w Narze zakochana.)

    • Kioto mam 🙂 na razie jeszcze nic więcej, bo to wszystko zbyt szybko się podziało. przewodnik muszę kupić… jadę na 9 dni w sumie, a w ogóle to mi się wszystko pomyliło, bo nie z końcem maja, a z końcem kwietnia już.
      liczę, że bilety da się kupować w automatach i że mają tam opcję dla obcojęzycznych 😉

      • jeśli kupisz sobie bilet międzynarodowy, to może się udać, że nie będziesz już potrzebowała więcej żadnych biletów. a i tak większość napisów jest po angielsku 😉

      • Nie wiem, jak z pociagami, moge sie dopytac, jak chcesz? Na metro tokijskie wciskasz przycisk z cena. Cena zalezy od tego, na jakim przystanku wysiadasz. Przystanki sa wywieszone na wieeeelkiej planszy nad automatami, wszystko w kanji. Ja porownywalam z mapa w przewodniku i bawilam sie w szachy: raz, dwa i w bok.

        Jakbys mala jakies pyania, pisz. Mam pare osob, ktore w JP mieszkaly rok i dluzej. 🙂

        PS. Ja te wygladalam jak Guliwer.

  7. spelnianie marzen podrozniczych (o ile oczywiscie nie jest to cos mocno ekstremalnego) to wlasnie to klikniecie „rezerwuj” na stronie linii lotniczych. zawsze mnie dziwilo mitologizowanie tego tematu. wiem, wiem – nie wszyscy moga i potrafia tak po prostu zerwac sie w podroz, ale wiele osob po prostu nie wie, jakie to wszystko proste i placza potem, ze nigdzie nie wyjezdzaja i wiecznie o czyms marza, traktujac te marzenia w kategorii lotu w kosmos..a ja kocham ten moment, gdy mowie sobie na przyklad „Galapagos” i po 3 miesiacach tam jestem..
    gratuluje zakupu, mam nadzieje, ze bedzie inspiracja do dalszych dalekich podrozy

  8. ha ha nippon mój kierunek też, parę dni temu sprawdzałam i były bardzo tanie w klm, tyle że na luty…. ale mocno rozważam. to na tyle inny świat, że nawet można nie poczuć tej zimy.

    • bym wzięła, ale on nie podziela mojego przekonania, że samoloty są bezpieczne 🙂 a poza tym niestety ma pracę, w której urlop bierze się nie wtedy, gdy się chce, ale wtedy, kiedy można.
      niemniej podejrzewam, że fajnie by w tamtym kraju wyglądał. jak Guliwer.

  9. Ja w tym roku spełniłam moje największe marzenie podróżnicze i już mam odłożone pieniądze na dalszy ciąg zwiedzania rodzinnych stron 🙂 To wspaniałe uczucie, gdy się chce, gdy można, gdy wszystko sprzyja realizacji planów.
    Trzymam mocno kciuki! (i oczywiście życzę pięknych świąt)

  10. Poczułam się wywołana do tablicy, z tymi marzeniami 🙂 Niemniej – chyba pisząc o tym kiedyś, nie podróże miałam na myśli. Gdzieś mi one wpadają półeczkę niżej niż „marzenia”, choć to nadal wysoka półeczka.
    Niech to bedzie 9 absolutnie unikatowych dni 🙂

    • ale to nie musi li o podróże chodzić, do tego zmierzałam, bo zdaję sobie sprawę, że dla niektórych taka fantazja to jak kichnięcie, kupują bilet i już. wydaje mi się, że tak samo może być ze spełnieniem zawodowym, związkiem dającym satysfakcję, przyjaźnią, drewnianym domkiem w górach 😉 jestem przekonana, że wszystko właściwie, o czym się marzy, jest jako tako osiągalne za pomocą własnych rąk i myśli. wyjąwszy oczywiście sprawy, na które wpływu nie mamy.
      no, tak trochę poleciałam Coelho, więc dla otrzeźwienia idę robić śledzie 🙂

  11. Cudownie – uwielbiam takie akcje! Ja cały czas poluję na don’t-cry-for-me Argentyne 😉 Ale w tzw. miedzy czasie mam juz pokupowane bilety na weekendowe wypady w bliższych i dalszych okolicach. Taki spontan 🙂 Ściskam poświątecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s