Statek powietrzny

Jestem pod wrażeniem własnej wytrwałości. Co prawda nowy rok ma zaledwie pięć dni, ale godnie i z podniesionym czołem znoszę zastąpienie wina zieloną herbatą, zapadanie w sen przed północą i zdrową, choć okrojoną dietę. Będę jak ten rydz.
Zabawne jest to, że gdy człowiek przywyknie do takiego detoksu (zdarzały mi się znacznie dłuższe), to ani trochę nie tęskni za zimnym piwem i cukrem, nawet go trochę odrzuca na sam widok.
Jeszcze kawę przydałoby się odpuścić.
To nie czkawka po noworocznych postanowieniach – samo się stało, organizm zażądał odpoczynku po ostatnich ekscesach, dopieszczaniu sadełka na sofie i utrzymywaniu stałego stężenia alkoholu we krwi.

Moja siła spokoju znowu wygrała. Zagrana do pewnego stopnia, bo aż tak opanowana nie jestem, ale nauczyłam się pudrować moje nerwy i wkraczać na pole bitwy z wymalowanym na twarzy uśmiechem Buddy.
Unikam konfliktów, jak tylko mogę i wielką dziś odczuwam satysfakcję, że kolejną paskudną sprawę rozwiązałam za pomocą moich delikatnych ruchów, cierpliwego słuchania żali i mozolnego budowania mostu. A można było się pokłócić, obrzucić lepkim świństwem, powarczeć, dowalić w węzły chłonne i patrzeć, jak przeciwnik męczy się w zapaści.

Śnił mi się lot balonem. Marzy mi się od dawna.
Według sennika to oznacza romans.
W porządku, niech będzie i romans, byle z tym samym, co zwykle.

Niezależnie od niedoskonałości – już mi się po prostu nie chce gonić za cudownym księciem, szukać, przechodzić pierwszorandkowych udręk, gapić się na siebie przy stoliku w knajpie, do której zwykle się nie zagląda, śmiać uprzejmie w stosownych momentach, a później zastanawiać się, czy zadzwoni, oddychać z ulgą, że jednak nie i dziwić się sobie samej, jakże to, przecież powinno ci zależeć.

Wiem, nie jest to modelowy układ (zawsze mnie śmieszy kreślenie wyraźnej granicy między związkiem a układem, natomiast nikt jeszcze nie mi nie wytłumaczył przekonująco, gdzie kończy się jedno i zaczyna drugie), który powinien trafić na okładkę psychologicznego pisemka dla kobiet. To, co mam, jest moje, oswojone, na swój sposób bezpieczne i nie czuję potrzeby z tego wychodzić, choć nie odrzucam takiej możliwości – nie wiadomo, jak się nasze losy potoczą. Ale tu i teraz, dziś wieczorem odpowiada mi to, co jest. Te przypływy i odpływy, emocjonująca przygoda, która rozsiadła się w życiu na dobre i spowszedniała jak codziennie mijane ulice; wichura, w której udało się zakotwiczyć. Tym samym jeśli miałabym tym balonem odlecieć niebawem, to jednak w towarzystwie, które znam. Nowy męski trup słać się nie musi.

Advertisements

12 thoughts on “Statek powietrzny

  1. uklad od zwiazku rozni sie tylko jedna rzecza: OFICJALNOSCIA
    w zwiazku jest jasno i wszystkim naokolo tez powiedziane, ze jestesmy razem, jestesmy sparowani, boyfriend, girlfriend, partnerzy, malzenstwo
    i jeszcze jednym sie bardzo rozni: odpowiedzialnoscia (za rozstanie
    bo w ukladzie nie ma deklaracji ani obietnic i bardzo latwo powiedziac: przeciez ci niczego nie obiecywalam/lem, wiedzialas/les od razu jak jest, jasny uklad, czysty uklad
    uklad JEST zwiazkiem, tylko takim gdzie ludzie NIE CHCA z roznych wzgledow tak tego nazywac
    Piekny mial uklad z Maggie( Jego pierwszy uklad tutaj), z Mloda Cycata, teraz ma uklad z Dziewczynka (zapytalam Go wczoraj o status relacji)
    w ukladzie moge byc ( w zaleznosci od ukladu): zuroczenie, opieka, czulosc, szacunek, przyjazn-oprocz obowiazkowego elementu ukladu jakim jest sex 🙂
    dla mnie to jest technika strusia troche-nazywanie takiego niestereotypowego zwiazku ukladem (tutaj sie mowi: I’m seeing someone, albo I’m kissing someone-to typowo donegalskie przy czym kissing oznacza zazwyczaj full on sex :p)
    zamiast powiedziec: jestem z nim/z nia a jak chce sie cos dodac, to napomknac, ze to niekonwencjonalne, to sie uzywa zastepczych okreslen podkreslajacych brak zobowiazania/zaangazowania (commitment, wole ang. w tym wypadku :p)
    ehhh no
    a ja nazywam po imieniu: romans to romans, zwiazek to zwiqazek, milosc to milosc, pozadanie to pozadanie, przyjazn to przyjazn itp, itd.
    lubie klarownosc definicjji i sytuacji 😀

    • domyśliłam się po bohaterach 😉
      dla mnie to ogólnie każda relacja międzyludzka jest jakiegoś rodzaju związkiem, więc upieranie się przy takiej czy owakiej nomenklaturze jest dla mnie trochę wysilone. tym bardziej, że znam ludzi, którzy według osób postronnych pozostają w ‚układach’, ale te ‚układy’ mają 6, 7 i więcej lat – i dawno przestały być całkowicie niezobowiązujące; zresztą moim zdaniem bez zobowiązań to da się dać buziaka parę razy, później siłą rzeczy ludzie się przywiązują, przyzwyczajają, zbliżają do drugiej osoby. ja sama zawsze używam wymijających określeń, jak już ktoś bardzo chce wiedzieć 🙂 ale zauważam u wielu ludzi przemożną potrzebę doklejenia definiującej etykietki.

  2. n owiesz kochana, bo jezeli na fb nie masz statusu w zwiazku to NIE JESTES, koniec kropka ;p hehehehehehe
    ja lubie definicje, DLA SIEBIE lubie
    czyli jezeli sie z kims bzykam i widuje i liczymy na siebie i sie przyjaznimy, ale nie jestesmy w zwiazku, to ja chce wiedziec w czym jestesmy (romans na przyklad albo friendship with benefits)-na wlasne potrzeby i zeby sie facet okreslil tez czego ode mnie chce a czego nie, co inni o tym mysla i jak to nazywaja gila mnie kompletnie, ale DLA SIEBIE potrzebuje, bo dla mnie dookreslenie relacji zmienia jednak moje jej traktowanie
    bo jak mam romans, to nie traktuje tego powaznie, jak mma potencjalny zwiazek, to wcodze glebiej, jak mam zwiazek, to np. staram sie byc wierna :ppppppp
    poza tym ja chce byc z mezczyzna ( jak juz sie zdecyduje na bycie z kims), ktory bedzie jasno i czysto wiedzial i okreslal, ze chce ze mna byc, koniec kropka, nie seeing, nie kissing, nie zostawianie sobie furtek, krotka pilka
    przy czym nie twierdze, ze inne opcje nie sa mozliwe (wlasnie romans na przyklad), ale ja jednk inaczej zupelnie je traktuje niz potencjalny lub faktyczny zwiazek…
    ale ja tez z tych, co potrzebuje uslyszec; KOCHAM CIE w pewnym momencie, bo jak tego nie uslysza jasno czysto i klarownie to wkurw, foch, i spierdalaj :p

    • nie mam, nigdy nie miałam i nawet zamężna mieć nie będę 🙂 niczyja sprawa, a poza tym za dużo miałam do czynienia z facetami, co sobie na twarzoksiążce umieszczali stosowny status i zdjęcia z narzeczoną, a w tym samym czasie próbowali się ze mną umówić.

  3. ja jakis czasm mialam ze it’s complicated (it fucking was) a teraz nie mam wcale i nie zamierzam, wystarczy, ze beda zdjecia huhuhuhu :p

  4. Co za niespodzianka ;D ja też zaplanowałam z noworocznym postanowieniu zdrową dietę. Z wina nie chciałam za bardzo rezygnować, ale przez pierwszy miesiąc z przyczyn innych muszę. Nie jest tak źle, nawet imprezę mi się udało przeżyć w dość dobrym stanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s