Śnieg w bramach, śnieg pod kopcem Kościuszki

Marzę o plackach ziemniaczanych usmażonych wulgarnie w litrach tłuszczu i oblanych śmietaną, a następnie popitych piwem. O smażonym pstrągu, z którego wycieka masełko, i dużej lampce białego wina. O kawie z lukrowanym pączkiem na drugie śniadanie. Dochodzę do wniosku, że mój dół powodowany jest właśnie całkowitym brakiem niezdrowych substancji we krwi. No bo przecież nie tym, że pół nocy znów spędziłam w pozycji embrionalnej.
A drugie pół…

Bo redaktor Chronowski takie piękne piosenki o śniegu grał wczora z wieczora, że aż chciało się wyjść i patrzeć, jak płatki wirują. I sięgać po telefon, chociaż środek tygodnia, ślisko, wypadki, budzik na szóstą, antybiotyk, elektrolit, jutro do roboty, cały świat czeka, nie można się zapominać, wytrzymaj, nie kuś, nie daj się skusić. Napij się wody, połknij magnez, idź spać. Zaraz będzie weekend i zrobimy to wszystko, o czym inni nawet pomyśleć się wstydzą. Obiecujesz? Grozisz? Przyjdź. Bądź grzeczna, doczekaj jakoś poranka. W świetle dnia znacznie słabiej odczuwa się brak zapachu na poduszce, niedźwiedziej łapy na plecach, stu kilogramów pomrukujących przez sen, a czasem nawet podejmujących konwersację, uciesznie absurdalną i nigdy nie pamiętaną o świcie.
Leżę zwinięta w precel, czekając na sen, który nie przychodzi. Wreszcie gasną latarnie za oknami. Ulica za szybą wygląda jak wyblakła, czarno-biała fotografia. Ot.
Pierwszy raz od dawna odliczam, cieszę się z każdej upływającej godziny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s