I’ll come running

Wszyscy wiedzą, że przyjaźń męska różni się od damskiej. My gadamy i trzymamy się za rączki w ciemnościach, oni robią różne rzeczy razem. Wódkę piją. Na narty jeżdżą. Oglądają mecze. Boleją, że drużyna, której od lat bezskutecznie kibicują, przegrała i udają się do nocnego celem utopienia smutków. Lutują jakieś kabelki. I to ich spaja. Nas spajają trudne rozmowy, tajemnice i wyznawanie sobie uczuć. Oni raczej nie mówią do siebie per ‚słońce’. Nie płaczą wspólnie nad wypalonymi romansami.
Co nie zmienia faktu, że są to związki ogromnie trwałe, o bardzo silnych fundamentach.
Pan i władca ma tylko jednego przyjaciela. Więcej mu nie trzeba.
Dość to zabawne, bo oni się przez cały czas kłócą. Odnoszą się do siebie bardzo szorstko. Takie stare małżeństwo.
Ale spróbowalibyście tylko powiedzieć jednemu, że z tym drugim coś nie tak. Zaraz później szukalibyście całodobowego pogotowia dentystycznego.
Ja go spotkałam kilkakrotnie, tego przyjaciela, i bardzo się polubiliśmy. Niebywale normalny człowiek. Obiema nogami mocno na ziemi i siła spokoju. Mam wrażenie, że oni nawzajem utrzymują się w równowadze, podobnie jak moje przyjaciółki i ja – każda z nas jest z innej bajki, ale ma cechy, które potrzebne są dwóm pozostałym.
No, zatem oni się kłócą, dogryzają sobie, przewracają oczami, jeden drugiego obsztorcowuje o byle pierdołę i nie sprawiają wrażenia jakichś wielkich przyjaciół. Szczególnie na kimś, kto nie wie, że znają się dłużej, niż ja żyję.
Kiedyś, wśród tego wzajemnego szorowania się papierem ściernym jeden z nich westchnął i udał się na papierosa.
– Ech – powiedział drugi, gdy pierwszy zniknął na balkonie. – Cholera, już mu tak dobrze szło. Już miesiąc nie palił. Niedobrze. Tyle mu mówiłem…
Czułość w tym głosie, jakaś nieśmiała i z trudem skrywana troska, powaliła mnie na łopatki.
Oczywiście żaden z nich nie uderzyłby w takie tony w obecności tego drugiego, chyba że przy okazji łoża śmierci. Ale swoje wiedzą i tak.

A ten Lou Reed z Metallicą – no ja przepraszam bardzo. Przepraszam. Niesłuchalne to jest. Albo też do mnie nie dociera taka głębia. Zresztą nie spotkałam jeszcze nikogo, komu by się ta płyta podobała.
Za w piątkowy poranek idealnie wchodzi mi to.
Balkon otwarty, niebo błękitne, ogarniam mieszkanie przed wieczornym desantem Obersturmführera i już mi nawet nie tęskno do kawy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s