Connection reset by peer

Czasami człowiek ma dzień, gdy wiatr mu w oczy, a nawet, brutalnie mówiąc, w pysk.
Człowiek najbardziej wtedy lubi odpalić Amazon i dorzucić do koszyka parę kolejnych płyt. To człowieka relaksuje.
Dziwne jest tylko to, że człowiek od czasu do czasu te płyty i książki istotnie zamawia, a mimo to koszyk niezmiennie wypchany. Żeby go opróżnić, brakuje pięciuset funtów. I człowiek jest dziwnie przekonany, że gdy już wygra w tego totka, co w niego nie gra, to i tak nigdy w życiu nie doprowadzi do sytuacji, w której przywalony wspaniałymi zakupami pomyśli – no, to mam wszystko, czego chciałam.
Człowiek ma podobnie z butami. Zawsze przecież można znaleźć bardziej czerwone szpilki.

Tak. To brzydkie, niskie, puste aż wiatr gwiżdże i niezbyt zen. A ja nie umiem oszczędzać. Każdą sumę umiem za to wydać na ładne rzeczy. Nie potrzebuję ich (no dobra, JJ Grey & Mofro potrzebowałam do bólu; kiedyś nabawiłam się też obsesji na punkcie przecudnych, upiornie drogich sandałków i w końcu wyciągnęłam z konta ostatnie grosze, żeby je kupić, po czym przez tydzień żyłam za miedziaki), ale ich chcę, a nie z każdym moim chceniem mam ochotę dyskutować.

Na twarzoksiążkę od dni paru nie wchodzę, bo niemal wszyscy nawijają o tym samym. A czytali państwo może ten artykuł o wyimaginowanej pannie, co omotała dziennikarza na Facebooku? Linkować nie będę, bo pewnie dość już biedny nasłuchał się wątpliwych komplementów tak o sobie, jak i o spłodzonym tekście, natomiast zastanowiło mnie coś innego – towarzyszące temu, ech, reportażowi instrukcje ‚jak rozpoznać fake‚. I to mnie zatrważa. Czy ludzie nie wiedzą, kogo znają, a kogo nie, że trzeba im podpowiadać, kto jest prawdziwy? Nie bardzo kumam zamiłowanie do tworzenia sztucznych kręgów znajomków, z którymi w życiu się nie rozmawiało.

Miewam wrażenie, że niektórzy zbyt serio traktują internet. Nie dostrzegają różnicy między strumieniem danych przetwarzanych na rozmaite sposoby a rzeczywistym światem. Może z tym drugim mają słabszy kontakt. A sieć daje fantastyczne możliwości manipulacji. Nieograniczone. Można w niej dowolnie przesuwać akcenty. Ba, można sobie w niej stworzyć alternatywną wersję życia. Wystarczy, że autorem bloga neurotycznej nastolatki może być znudzony czterdziestoletni, brzuchaty administrator sieci. Lepiej, myślę, z dystansem podejść do tego, co w internecie czyta się i ogląda i mieć na uwadze, że wszystko to jest do pewnego stopnia kreacją.
Ech, gdyby McLuhan dożył tego tygodnia, wzruszyłby ramionami i mruknął ‚a nie mówiłem?’.

A ja znowu bardziej przejęłam się faktem, że zapomniałam nastawić ogrzewanie przed wyjściem z domu i po powrocie mogłam nacieszyć się oszałamiającą temperaturą 15 stopni Celsjusza. I teraz siedzę taka oziębła.

Reklamy

One thought on “Connection reset by peer

  1. widziałam instrukcje! i pomyślałam o tym samym – po jaką cholerę potwierdzają znajomość z kim, kogo kompletnie nie kojarzą? 🙂
    (bo pochwalą się, że mają więcej „znajomych”, tylko co im to daje w realnym świecie? ano, nic)

    a ja dzisiaj myślałam, że jest minus 1,0 – wymyśliłam sobie ten przecinek, jednak było minus 10…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s