Up on the hill

Wielką Brytfannę ponoć znowu sparaliżowało. Zdarzało mi się bywać tam przy takich okazjach i zawsze bardzo byłam ubawiona, jak mój ówczesny miły panikował na widok dwucentymetrowej warstwy śniegu na chodniku przed domem. Mniej mi było do śmiechu, gdy zachrzaniałam przez pół Londynu na piechotę, bo metro wyłączyli w związku z tym kataklizmem.

Miałam spędzić niedzielę w kinie – niewykorzystane wejściówki od tygodni zalegają na kuchennym stole – ale ośmieliłam się tylko wyściubić nosek po grahamki i z uciechą wracałam do domu, owinięta szalikiem tak bardzo, że wystawało mi tylko jedno oko.
Z grahamkami niosłam jeszcze coś.

To się nazywa zaklinanie rzeczywistości.

Mamy ostatnio mistrzostwa w strzępieniu języków, też państwo pewnie zauważyli.
Z rosnącym zdumieniem obserwuję łatwość plecenia, co ślina na język przyniesie, bezrefleksyjnego zupełnie, nieprzefiltrowanego. Przyglądam się z niedowierzaniem, jak ludzie własną intymność wykładają innym na tacy, otwierają się na oścież, jakby zupełnie nie potrzebowali kawałka świata zamkniętego tylko dla siebie, paru myśli pozostawionych w zaciszu rozumu. Czuję się niewygodnie w towarzystwie publicznie przeżywanych orgazmów, porodów, rozstań, chorób i śmierci. Kręci mi się w głowie od słowotoków, niestrawionych emocji wyrzygiwanych innym w twarz, strumieni nieopanowanej świadomości. Bo przecież to, co mówią, jest jedyne, najważniejsze i bezbłędne, i nie mogą przełknąć, gdzieżby.
A mógłby jeden z drugim zwyczajnie pomilczeć czasem. Wiem – trudne.
Skąd w ludziach ta naiwna wiara, że innych naprawdę interesuje wszystko, co mają do powiedzenia, że ktokolwiek chciałby wiedzieć, z kim się bzykają i czy doskwiera im podagra?

Poza tym wreszcie jakieś dobre wiadomości. Po pierwsze będziemy mieli z grajdołka loty do Budapesztu – moje wieloletnie modły zostały wysłuchane. Jak człowieka chandra dopadnie, będzie mógł skoczyć na wino i nie trzeba będzie telepać się pociągiem przez całą noc. Po drugie natomiast – niby nie należy oceniać książki po okładce, ale… Swoją drogą, niesławnego Je t’aime szczerze nie znoszę, działa mi na nerwy (nie wiem, czy wiecie, ale wbrew mitowi ta piosenka wcale nie powstawała w romantycznych okolicznościach przyrody, podobno Birkin i Gainsbourg potwornie się kłócili przy nagrywaniu). Toleruję tylko z tłumaczeniem Fedorowicza. Niemniej książka już w koszyku.

Poeta ma swoje obowiązki wobec kraju i narodu, rzekła dziś parlamentarzystka, bo jej się z polską wierzbą Szymborska nie kojarzy, a ja w odpowiedzi, przepraszam bardzo, mam ochotę odpowiedzieć znów coś brzydkiego. Otóż poeta nie ma żadnych obowiązków wobec nikogo.
Ech. Zanim znowu się popłaczę, macie Lolę.

Reklamy

13 thoughts on “Up on the hill

  1. Wlasnie siedze n lotnisku i probuje dostac sie do ogarnietego kataklizmem miasta… w takich chwilach bardzo tesknie za lotniskiem w Moskwie – nawet przy panujacym tam w tej chwili syberyjskim klimacie 🙂

  2. Dokladnie tak, hihi haha, ogolna panika jest bardzo smieszna, dopoki nie orientujesz sie, ze nie jezdza autbusy, tramwaje, oraz taksowki. Bo nie. Bo snieg spadl.
    Juz o niedzialajacych lotniskach nie wspomne, zeszloroczne oczekiwanie na dzien lotu do domu bylo wystarczajaco stresujace.

    • Metro (o dziwo!) nadal się kula – za to odwołali 50% lotów na Heathrow przez weekend. Dzisiaj rano po śniegu nie było nawet śladu. To był dopiero kataklizm 🙂

  3. Skąd reakcja na opisy trzewi, w sensie, ze ludzie piszą o własnym życiu wewnętrzym a raczej obocznym, bo wewnętrzne smaczne bywa? I oczywiście zastanawiam się czy za dużo nie opisałam u siebie 😉 Ale masz rację, czytałam pewnych egocentryków, którzy koniecznie musieli opisywać „w szczegółach”, mało ciekawie i niezbyt delikatnie.

    Gdy cztam, co ludzie pisiowi mówili i mówią na temat Szymborskiej, to naprawdę nóż mi się w kieszeni otwiera, taki nawet nie ostry, ale z ząbkami, żeby bardziej tumanów bolało.

  4. Gdyby poeta (czy tam poetka) wysławiał zalety „jedynej słusznej partii”, to na pewno by się bardziej im z Polską kojarzył 🙂

  5. Ależ poetka Wisława wysławiała zalety „jedynej słusznej”. I w latach 50tych i nawet nowej „jedynie słusznej” po 1989. Czyniła to z obowiązku czy z przekonania ?
    Chociaż, co śmieszne – Szymborska za ten list z 1953 obrywa najmocniej chociaż podpisali go również Mrożek, Bunsch, Przyboś, Jalu Kurek czy Jan Błoński – to tak pierwsze wyguglane nazwiska. Temu tam wyżej się już nóż otworzył ? Może oczy ? To niech zrobi z tego użytek – jedno albo drugie do wyboru. Ludzie mniej jadu bo jesteście tacy sami po obu stronach tej niby barykady.
    I chyba najsłuszniej wypowiedział się jeden poseł innej najsłusznej partii najsłuszniejszego Jarosława : co innego jest poezja a co innego jest biografia.

    Ale, że Szczeklik ;/ taki młody chyba chłop był.

    • no wysławiała. tajemnicą nigdy to nie było. ale po co to nieustannie wypominać?
      można lubić, można nie lubić, ale nie pojmuję przyjemności czerpanej z onanizowania się niedoskonałościami czyjejś biografii. każdy z nas ma swoje za uszami.

  6. W Belgii 3cm sniegu sparalizowaly caly kraj w zeszly piatek.
    25km przejechalam w 4 (!) godziny. Bylo to bardzo ciekawe wydarzenie, w pewnym sensie, bo zapanowala wielka solidarnosc, radio gralo dla tych, co w korkach i w ogole jakos tak cieplo sie zrobilo na chwile 🙂

  7. nie prawda! a i owszem poeta ma obowiązek i to jak najbardziej go ma… tylko, że zupełnie inny, bo poety obowiązkiem szczerym, sumiennym jest pisać z tym zgodnie co w sercu ma gra!

  8. co ja się nazastanawiałem, dlaczego „je t’aime – moi non plus”, nijak mi to nie pasowało do tego co w książce do francuza było 😉 a tu się okazuje najprostsze możliwe 😉

  9. O, proszę. Zachodniejsze cywilizacje nie radzą z tym sobie, widzę. Francuzi też delikatni i zamarzają. Oni zresztą są w ogóle zimni. Wiosną zdarza się ich spotkać w gruszbych wdziankach, a co delikatniejsze Paryżanki zakładają nawet rękawiczki. Z kolei zachodnia cywilizacja Niemiec kicha na aurę. Jest zima, to musi być zimno i padać śnieg. To oczywiste.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s