Relaxez-vous

Czasem mi szkoda, że pozbyłam się młodzieńczej skłonności do zachowań neurotycznych, a w autodestrukcji nigdy nie byłam najlepsza – bo są dni w życiu człowieka, gdy miałby ochotę odprawić wielką histerię i popić ją butelką wódki. Ale z histerii już wyrósł, alkoholizowanie się na smutno źle mu się kojarzy i woli kupić sobie nowe szpilki zamiast. Cóż. Gdy ma się miękkie serce, to wiadomo, co trzeba mieć do kompletu – i okazuje się, że dupa twardnieje nieodwracalnie, raz na zawsze. Nie da się wrócić do czasów niegdysiejszej huśtawki emocjonalnej i znów chodzić spać z tabletkami, umieszczać na blogasku tuzinów odpowiednio rozedrganych notek, obnosić z dumą podkrążonych oczu, bo nie, bo takie reagowanie na trudy codzienności wydaje się już zabawne i kosmicznie przesadzone.
Spać chodzę z muzyką (albo z muzykiem), martwię się o niedoczas i jego wpływ na mój obowiązek żywienia się zdrowo, płacę rachunki w miarę nawet regularnie, wieczorami siedzę z nosem w przewodnikach – i naprawdę chciałabym przejmować się bardziej, ale nie umiem. Za bardzo mi zależy na spokojnym śnie.

Czytałam dziś, że randki internetowe to kolosalny biznes, tylko się przebranżowić i rozpocząć karierę w roli pani prezes biura matrymonialnego, a wille na Hawajach można będzie kupować ze zniżką dla hurtowników. Osobiście mam jednak doświadczenia raczej mizerne, owszem, bywałam, ale tylko jedna z tych randek miała dalszy ciąg w postaci drugiej randki, po której już nic więcej się nie wydarzyło. Zapadł mi natomiast w pamięć facet, który przez trzy godziny opowiadał o sobie i swoim fascynującym życiu, nie zadawszy mi ani jednego pytania. Przez trzy godziny słuchałam z niedowierzaniem, na ile sposobów można odmienić zaimek osobowy.
Inny po kwadransie rytualnej pogawędki zaproponował, żebyśmy może poszli do niego, bo mieszka niedaleko, po drugiej stronie ulicy, moglibyśmy napić się czegoś i – dodał z uśmiechem, który przyprawił mnie o nerwowy skurcz pośladków – zrelaksować.
No, jakoś nie miałam szczęścia. Ale znam wielu ludzi, którym udało się trafić na swoją drugą skarpetkę w sieci.

Reklamy

15 thoughts on “Relaxez-vous

  1. och nie, portale randkowe to koszmar. taki supermarket. Mam podobne doświadczenie z jednym takim, który przez godzinę opowiadał o cenach cheesburgerów w Oslo. E-e.

  2. no – ja mam z netu żonę, gitarę, pracę pierwszą, pracę aktualną, parę dobrych książek, parę fajnych znajomych i innych dobroci po drodze…
    … analogicznie ja mógłbym chadzać spać z muzyką lub muzyczką – ładnie brzmi 😉
    no i Ty masz więcej do czynienia z przewodnikami, a ja z izolatorami – taki hermetyczny żarcik na trójczynę.

    • ja miałam chłopaka z IRC-a 😉 i trochę fajnych ludzi poznałam dzięki blogom, ale serwisy randkowe nie służyły mi najlepiej. niemniej to też dla ludzi, niektórym się przydaje, znam takich, którzy tam sobie znaleźli kogoś do kochania. i podejrzewam, że ten biznes będzie rósł aż miło, bo ludzie coraz bardziej żyją w necie, a coraz mniej – poza nim.

  3. a nie, randkowych to ja nie próbowałem… jeszcze 😉 po prostu netowe gawędy jedne i drugie przeszły do reala i przy którychś mleko się rozlało 😉 a IRC był ekscytujący, taki stechnicyzowany nieprzyjazny entourage, a jak z tym przyjemnie kontrastowały wypowiedzi 😉 i pamiętam jak na pierwszym roku studiów były zakładane studentom konta e-mail – najpierw podanie z podpisem, potem przez jakiś miesiąc były pielgrzymki do Admina (który był bardziej wszechmocny niż rektor) z pytaniem czy już mam założone konto. oczywiście bez prawa wyboru nicka, 3 pierwsze litery imienia i nazwiska a jak nie to wypad. No i w końcu miało się to konto, wypas 😉

    • był ekscytujący 🙂 samo piszczenie modemu było ekscytujące… i późniejsze zastanawianie się, czy rodzice wyrzucą pod most za kolosalny rachunek telefoniczny 🙂

  4. mało tego, to były czasy, gdy konta studenckie dostępu do internetu były tylko na wybranych kierunkach i były bosko nieograniczone… przez co…hm… w ślimaczym tępie zamiast słuchać tego co pan/pani asystent tłumaczy i nakazuje otwierać… grasowało się tu i ówdzie (czytaj: IRC, pierwsze czaty, przemycone GG)… tak

    … do tego zgrzyty modemu i strach, że wypadnie połączenie w najmniej oczekiwanym momencie… cóż, pierwszy pracodawca na szczęście nie analizował skrupulatnie ani czasu pracy, ani rachunków za telefon…

    … a internetowe randki, niesmak mi po nich pozostał i kilka spotkań z psychopatami oraz jedna wielka niespełniona emocjonalna huśtawka … chyba tylko tej huśtawki mi nie jest żal, bo bez pozostałych znajomości przeżyłabym na pewno i miała się o wiele lepiej. 😛

  5. Na portalach randkowych, tak, jak wszędzie, przydaje się dogłębna znajomość odpowiedzi na pytanie: „Czego/ kogo szukam?” Jeśli się to wie, to szuka się na jakość, a nie – na ilość. Wbrew pozorom dość łatwo jest ocenić na podstawie wstępnej wymiany maili (a częstokroć nawet samego opisu), czy dana osoba spełnia nasze kryteria… o ile zadaliśmy sobie minimum wysiłku, żeby je zdefiniować.
    Ale co to ma właściwie wspólnego z „życiem w necie”? Co za różnica, czy kogoś poznasz w necie, czy poza nim? Poznaje się kogoś w necie, w tramwaju albo w kolejce po bilet do kina… jedyna różnica: W necie najłatwiej. A potem się z nim żyje w „realu”.
    We mnie niesmak budziłyby przede wszystkim randki z nieodpowiednimi osobami. Zarówno w necie, jak poza nim, to JA decyduję, z kim się umawiam. Umawianie się wyłącznie z osobami, które nie budzą niesmaku, naprawdę nie wymaga jakiejś nieziemskiej inteligencji… tak mi się przynajmniej zdaje.

    • i tak, i nie. parę notek wcześniej pisałam o tym – internet daje nieskończone możliwości kreacji. na przykład pozornie miła blogerka może w rzeczywistości być złośliwą suką, a w ogóle to mężczyzną 😉 napisać można wszystko. pamiętam doskonale przypadki, gdy fantastyczna korespondencja nijak miała się do rzeczywistości, w której nie można było się dogadać – i czar pryskał. można trafić świetnie, można trafić bardzo źle.

  6. Całkowicie się zgadzam z geragato. Jeśli ktoś okazał się mało fajny przy bliższym poznaniu (a swoją drogą, na dziesiątki osób,które poznałam przez sieć może jeden przypadek), zawsze miałam wcześniej sygnały ostrzegawcze. Porta, jakim cudem fantastyczna korespondencja nie przekłada się na porozumienie na żywo? Ktoś ma krzywy nos, nikczemny wzrost, jest nieśmiały i potrzebuje czasu, by zrzucić maskę kompleksów i lęków? Takie tam… Naprawdę wierzę, że wystarczy odrobina uważności, by nie płakać potem publicznie, że sieć jest pełna psychopatów.

  7. Ciekawe, ilu takich naiwnych trafia na istoty, chcące się po kwadransie zrelaksować. Taka sympatia pęka w szwach od sympatycznych dziewcząt szukających wrażeń i rozrywki, ale nawet do nich trzeba mieć odpowiednie podejście przecież. Swój rozum też w końcu mają 😀 Ech.

  8. @ jakim cudem fantastyczna korespondencja nie przekłada się na porozumienie na żywo?

    Poznany osobnik brzydko pachnie. Albo brakuje mu dwóch pierwszych zębów. Albo obgryza paznokcie. Albo ma nieprzyjemny tik. Albo pryszcze. Albo cokolwiek innego, co przeszkadza drugiej stronie. Albo zwyczajnie nie pociąga.
    Nie ma co udawać, że fizyczność nie ma znaczenia.

    • albo mówi piskliwym dyszkancikiem.
      otóż to. wszystko rozbija się o jedną prostą sprawę – chemię. bo to, że przyjaźnie (może za duże słowo) sieciowe można przełożyć na rzeczywiste, to jasna sprawa, sama takie mam. ale jeśli ma się nadzieje matrymonialne, no to troszkę lipa, gdy nadzieje te rozwiewa brak przyciągania. albo drobiazgi, które łatwo przemilczeć, pisząc, a które w rzeczywistości mogą kłuć w oczy/uszy/inne zmysły.

      a krzywe nosy i w ogóle nieregularne rysy to ja bardzo lubię u facetów 🙂

  9. Nie, no, sorry, ale NIE. Nie ma takiej możliwości, żeby osobnik, który w sieci prezentuje wysokie IQ, szeroko pojęte dobre wychowanie, legitymuje się, dajmy na to, wyższym wykształceniem (tak, na to też zwracam uwagę… ja przynajmniej), to nie ma takiej szansy, żeby brzydko pachniał (bo się nie myje). Chyba, że jest chory. Zakładam, że przy prezentowanej inteligencji, wrażliwości itd. itp. zapewne przyzna się do takiej choroby przed spotkaniem. Nie widzę też szansy, żeby mu brakowało 2 przednich zębów… albo choćby jednego… chyba, że je sobie wybił wczoraj i nie zdążył jeszcze nic z tym zrobić – a, to już siła wyższa.
    A że mówi dyszkancikiem? Z reguły zaczynam jednak od rozmowy przez telefon. A czy mi się pi razy oko podoba, czy nie podoba fizycznie – potrafię ocenić na podstawie iluś tam zdjęć. Wiadomo, na żywo chemia może nie zadziałać. Ale to już są niuanse i subtelności. Z kimś, z kim mi po prostu na żywo chemia „nie zagrała”, rozstałabym się po randce bez niesmaku. I nie wykluczam, że chciałabym na stopie koleżeńskiej kontynuować znajomość.

    • ale chodzi właśnie o te niuanse i subtelności 🙂

      poza tym każdy ma oddzielne doświadczenia w tej sprawie, stąd i różnice poglądów. osobiście – przejrzawszy sobie w pamięci znajomych mężczyzn – jestem daleka od wnioskowania, że intelekt pozytywnie wpływa na prezencję. ale to tylko moje spostrzeżenia 🙂

  10. postanowilam sprawdzic sama i zapisalam sie na strone randkowa, ekologiczna zeby jakas selekcje miec na dziendobry :p zatwierdzaja nowych recznie, wiec czekam na razie i przytupuje nozka z ciekawosci :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s