Авось

Zgubiłam telefon.
Ale nie tak normalnie, po bożemu – w knajpie, w przymierzalni. Nic z tych rzeczy.
Zgubiłam go WE WŁASNYM DOMU. Na własnych 37 metrach kwadratowych, a dokładniej w sypialni.
Wszystko przez wczorajsze świńskie dialogi po nocy. Chciałam tylko podzielić się wrażeniami z ostatniej lektury i poszło. Moje najciemniejsze, najbrudniejsze, najgłębiej poukrywane ciągoty zostały ze mnie wywleczone, przedyskutowane od lewa do prawa i przeanalizowane pod kątem możliwości realizacji. Powinnam sobie wyszorować język mydłem, a następnie wypić szklankę soku z cytryny (jeśli znacie brzydki dowcip o zakonnicy…). Rzecz jasna zasnęłam z telefonem w garści, a gdy po czterech – wzdych – godzinach gromko zaryczał budzik, telefonu nie było. Znikł jak one night stand. Przeryłam pościel, zajrzałam pod łóżko, prawie tam wlazłam z narażeniem życia – nie ma.
Nie wiem, zjadłam go przez sen czy jak. Skoro człowiek zjada w ciągu życia ileś kilogramów owadów, śpiąc…
Szukałam, szukałam, a gdy uciekł mi piąty tramwaj – zrezygnowana opuściłam kwaterę bez telefonu. No i znakomicie. Cały świat może do mnie wydzwaniać, banki nie banki, zarządcy domu, ubezpieczalnie, pokaż SMS przy kasie, wystawiono fakturę, przypominamy o wizycie – proszę państwa, mogą mi państwo dziś naskoczyć.

Nastrój mam o, taki.
I oczywiście wyglądam jak sterany życiem buldog.

Znalazłam wczoraj na jutubie Ocean niespokojny i obejrzałam w emocjach. Byłam na tym przedstawieniu, gdy miałam bodaj 15 lat – bardzo szybko zeszło z afisza, a mnie się ogromnie podobało, bo było takie… dziwaczne. W niczym to nie przypomina zachodnich rock-oper; to radzieckie dzieło, zresztą wystawiane grube setki razy. Cała ta pokręcona historia – prawdziwa zresztą – o dwóch okrętach wyruszających na podbój Ameryki, śpiewy jakby cerkiewne, religijne nawiązania, jurodiwy podążający za bohaterem jak szalony cień, oniryczna scena z Matką Boską (proszę się nie przerazić w chwili, gdy ona zaczyna śpiewać, to jest głos trochę nie z tej ziemi) – piękne. Chciałabym, żeby gdzieś to ponownie wystawili.
No chyba, że…
Nie, aż takiej turystyki teatralnej na razie uprawiać nie będę, za dużo zachodu z Rosją (właściwie to wschodu). Póki co będzie musiała wystarczyć wyprawa w śląskim towarzystwie do Bielska – bo afera zrobiła się taka, że nie ma co, trzeba zobaczyć.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s