His voice was cloves and nightingales

Telefon to ostatnio ważne dość narzędzie w moim życiu, choć nigdy takie nie było – czego dowodzi fakt, że uzbierałam sobie 700 zaległych minut do wykorzystania.
Dzwoni, gdy spod prysznica biegnę do łóżka, z nadzieją na długi sen. Jeszcze nie wiem, jak bardzo naiwna to nadzieja.
– No? – słyszę. – To co mi powiesz?…
Siadam tam, gdzie się zatrzymałam, bo od zmysłowej melodii głosu w słuchawce, brzmiącego trochę jak wiolonczela, kręci mi się w głowie. Jakby mi się gorący miód wylewał na skórę.
Dziwi mnie własny śmiech, zupełnie inny niż zwykle, jaśniejszy, wyższy, jakoś go więcej. Ktoś przysłuchujący się z boku orzekłby pewnie, że głupawy ten śmiech.

Zachodzę w głowę, co wydarzy się dalej. Staram się nie myśleć za dużo, zająć czymś, skierować szalejącą energię w innym kierunku, ale to bardzo trudne. Nie potrafię się skupić, niewiele mnie obchodzi. Dostanę pewnie po uszach za to uciekanie w fantazje, ale nie dbam o to.
Odsłonięta, z wszystkimi emocjami na wierzchu i całkowicie rozebrana ze wstydu czuję się zdumiewająco dobrze, jakbym zrzuciła z siebie gorset, który mnie ciasno krępował.

Po trzech dniach czytania, tarmoszenia psów, długich rodzinnych rozmów o korzeniach (a mam ciekawsze, niż sądziłam – muszę ojca wziąć na długie spytki), wystawiania twarzy do słońca, jedzenia, jedzenia oraz jedzenia jestem – nazwijmy rzeczy po imieniu – opasła. Obiecuję sobie solennie, że od teraz jedynie zielona herbata i ewentualnie jeden sucharek. Tygodniowo.
Wiodąc przez tych kilka dni szczęśliwy żywot kanapowca pochłaniającego pięć tysięcy kalorii na dobę, przerobiłam Wielki bazar kolejowy – i muszę przyznać, że jestem zachwycona, takie pisanie o podróży to ja lubię. Bez wyliczanki odwiedzonych miejsc, bez rozwlekłych opisów tego, co za oknem – takie, którego najważniejszym bohaterem jest podróżowanie samo w sobie i ludzie spotkani po drodze. Zabawni, wzruszający, wkurwiający czasem. To jest najlepszy obraz świata.
We Wracając do moich Baranów obok znanych i lubianych nazwisk piwnicznych znalazłam również nazwisko ojca mojego kolegi ze studiów, a parę stron dalej kolejne, tym razem przodka znajomego z poprzedniej pracy. Grajdołek, mówię przecież.
Bez nowego Stasiuka obyć się nie mogło, więc po drodze na dworzec wbiegłam do księgarni, zgarnęłam i wybiegłam. Grochów jest książką cieniutką, ale tak poruszającą, że trudno przeczytać tak sobie, w autobusie, w poczekalni, przy porannej kawie z mlekiem, przekartkować pośpiesznie, żeby dopisać do listy przeczytanych w 2012, po czym zamknąć i pójść dalej. Proste zdania, niedługie, za to trafiają celnie w bolesne wspomnienia.

Reklamy

3 thoughts on “His voice was cloves and nightingales

  1. Jeśli Wielki Bazar, to mocno polecam prawie tę samą trasę i Paula 30 lat później, Pociąg Widmo do Gwiazdy Wschodu 🙂

  2. Nieśmialo zauważe tylko że jest taka strona gdzie opisuje się książki przeczytane w tym roku—52ksiazki.pl–sugerująca przeczytanie jednej książkiw tygodniu , ja staram się w tygodniu czytać około 5 , 6 , polceam cieplutko jest to wspaniałe antidotum na nudne wieczory ( oczywiście jezeli takowe istnieją )—

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s