Post-orgasmic chill

Uwielbiam facetów na ścigaczach.
Zwłaszcza, gdy mi napierdalają tymi ryczącymi motorami o czwartej nad ranem, bo ulica prosta i pusta. Szczęśliwej drogi, już czas.
Tak mi się po cichu wydaje, że to może mieć pewien związek z teorią o mężczyznach i dużych samochodach. Bo to, że sporty wysokiego ryzyka często uprawia się, by sobie coś udowodnić, wiem z własnego doświadczenia. I o ile podejrzewam, że luzacka, nieśpieszna jazda chromowaną machiną przez Route 66 mogłaby sprawić mi przyjemność, o tyle bycie osiedlowym demonem prędkości to dla mnie nieśmieszny żart.
(Za tyle przymiotników w jednym zdaniu moja ulubiona pani doktor na uczelni kazałaby mi powtarzać semestr – słusznie).

Hałasy generowane przez kolesi z kompleksem były jedyną ciemniejszą chmurką na moim niebie. Bo bardzo ono czyste ostatnio.
Gdzieś po drodze miałam urodziny. Nie przeleciały mi przed oczami z błyskiem i hukiem, jak – dajmy na to – dwudzieste piąte czy trzydzieste. Byłam zbyt zaaferowana tym, co się działo, adrenalina opadała i wyłaziło ze mnie zmęczenie. Może i lepiej.
Odebrałam wczoraj życzenia, rozdałam buziaki, wróciłam do domu i zastanowiłam się, gdzie wsiąkły schyłkowe myśli, które z urodzinowej okazji miewałam przez ostatnie lata.
Na pewno to znacie. Boże, jaka ja jestem stara, nie mam męża, jeszcze nic w życiu nie zrobiłam, zaraz się pomarszczę, a w ogóle teraz to już nie ma sensu się starać, bo i tak wszyscy umrzemy. I dalej w ten deseń, sprawdzając z niepokojem, czy policzki obwisły od wczoraj. Tymczasem przy okazji ostatnich urodzin żadne takie smuty się nie pojawiły.
Teraz jest najlepiej. Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości. Nie miotam się, nie zabiegam o akceptację, nie gonię za miłością. Lubię dziewczynę w lustrze, choć trudno o niej powiedzieć, że chodzący ideał. Inni też mimo wszystko ją lubią, niektórzy pożądają. Mam przy sobie ludzi, którym oddałabym ostatnią koszulę i czuję ich wsparcie. Poszerzanie tego grona nie jest mi potrzebne.
A co najważniejsze – zdecydowanie łatwiej mi dążyć do tego, czego chcę, a świadomość, że osiągnąć wszystkiego pewnie mi się nie uda, już mi nie spędza snu z powiek. Trudno, no. Wyluzuj, stara.
(Ale gdyby jednak na przykład to mi się udało w ramach przyszłych wakacji, to bym się ucieszyła).

Reklamy

10 thoughts on “Post-orgasmic chill

  1. boszszsz, przeczytalam tez wole CHLOPY polyskujace chromami, celibat padl mi na mozg…
    a zycze rzucenia pracy i zarabiania pisaniem o podrozach, amen (zycze tego Tobie-SOBIE bardzo egoistycznie :p)

  2. Odradzam wszystkim Dubaj. Spędziłam tam prawie rok. Nudy na pudy i straszna sztuczność. To miasto nie ma w ogóle charakteru. Jest zaprojektowane i przez to całkowicie przewidywalne. No i piekielnoe drogie. Nie poleciałabym tam za swoją kasę.

    • hm, ja tam uważam, że nie ma miejsc całkowicie niewartych odwiedzenia – zależy tylko, czego się szuka 🙂 i jedne wciągają nas na dłużej, inne podniecają krótko.
      no i podejrzewam, że akurat skydiving tam może być fajniejszy niż w Nowym Targu, choćby dlatego, że pogoda bardziej stabilna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s