Wytrzymaj

Nad ranem obudziła mnie apokaliptyczna burza. I być może to szalejące pioruny sprawiły, że gdy zasnęłam na nowo, przyśniły mi się wesołe zajęcia gimnastyczne bez ubrań z, eee, bratem pana i władcy.
Sądzą państwo, że powinnam już umówić się na kozetkę?
To nie pierwszy raz, swoją drogą.
Niebywałe, co nam w głowie siedzi. Ale skąd akurat on mi się tam wziął i dlaczego w takim kontekście, tego wolę się nie domyślać.

Jeśliby państwo mieli wolny wieczór i znaleźli się na Kazimierzu – zamiast tradycyjnego wciągania płynów wyskokowych w blasku świec gorąco polecam wizytę w piwnicy Teatru Barakah. Oczywiście płyny też można później wciągać.
Statek dla lalek to jedno z najmocniejszych przedstawień, które widziałam w ogóle, w całej mojej trzydziestodwuletniej historii. Dla mnie to właściwie bardziej doświadczenie niż spektakl, i to doświadczenie bardzo intensywne. Wiwisekcja, jak to określiła moja przyjaciółka. Bohaterce w snuciu opowieści towarzyszą postaci z książeczek dla dzieci, znane nam wszystkim znakomicie, ale tym razem niezbyt poczciwe, owładnięte seksualną manią, wulgarne, czasem odpychające, skłonne do przemocy, rzucające się z łapami do piersi. A ona jest dla nich ciałem, które słyszy – nie kocham cię, kocham się z tobą pieprzyć. Baśnie dzieciństwa zmieniają się w koszmary dojrzewania w świecie, w którym kobieta ma być uległa, ma zaspokajać męskie pragnienia i nie chcieć zbyt wiele dla siebie. Przejmujące to, śmiałe i groteskowe, a efekt wzmacniają piosenki – bywa, że komiczne, częściej przyprawiające o dreszcz.
I to wszystko w tej maleńkiej piwnicy, gdzie ledwo mieści się trzydzieścioro widzów, a aktorzy niemal następują na buty siedzącym w pierwszym rzędzie. Czasami też siadają między nimi. Przytulają się do ich kolan.
Wiem, że nie każdy lubi teatr, którym można się zmęczyć, który w widza włazi i jeszcze następnego dnia nie chce mu dać spokoju. Ja lubię. Z takich wieczorów zwykle wynoszę coś pozytywnego dla siebie, nawet jeśli trochę boli. Ból bywa potrzebny.
Masochistka ze mnie, i owszem, ale nie znoszę letniości w żadnej sferze życia. Wolę czuć się przewiercana na wylot, trawić godzinami to, co usłyszałam i zobaczyłam – niż przez chwilę dobrze się pobawić i od razu zapomnieć.
Brakowało mi takich wrażeń.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s