The earth says hello

Bardzo chciałam, żeby dziś było brzydko, mokro i ponuro, albowiem obiecałam sobie dzień pod znakiem czarnego worka – czyli rytualne wypieprzanie nagromadzonych papierzysk, zepsutych gadżetów, starych ręczników i tak dalej.
Tymczasem słońce do mnie zalotnie mruga zza żaluzji. Nie mrugaj do mnie, słońce. Nie spędzę dnia na snuciu się po kawiarnianych ogródkach. Nie.
Ewentualnie może na chwileczkę…

Moja znajoma wymyśliła sobie chłopaka.
Brzmi to cokolwiek niepokojąco, ale tak właśnie jest. Wymyśliła go sobie, bo irytuje ją gadanina otoczenia i to, że mężate koleżanki z pracy zawsze opuszczają biuro punktualnie o siedemnastej, podczas gdy ona trzaska nadgodziny, bo przecież nikt na nią nie czeka. Jej zdaniem wzmianki o wymyślonym chłopaku sprawiają, że łatwiej wyzwolić się z roli biurowego kopciucha.
Gdybym uniosła brwi jeszcze wyżej, wjechałyby mi we włosy.
Dotychczas sądziłam, że wystarczy odrobina asertywności, by ustawić sobie życie po swojemu i nie dać włazić sobie na głowę. Niczyja w końcu sprawa, czy i jakie mamy plany na wieczór. Nie jest to jednak pierwsza znana mi osoba, która uważa, że wystarczy napomknąć raz na jakiś czas o narzeczonym, prawdziwym lub nie, by mieć spokój od niewygodnych pytań i obrywania niewdzięcznymi zajęciami.
Ja tam nie wiem. Nie doświadczyłam niczego podobnego, ale też i moje otoczenie przywykło do tego, że o własnym życiu wieczorno-porannym nie mówię. Po prostu. Względnie na bieżąco są dwie, w porywach trzy osoby, plus oczywiście bezpośrednio zainteresowany. Pozostali nawet nie muszą wiedzieć, czy on istnieje, a mnie guzik obchodzi, czy w ich oczach jestem starą panną, kryptolesbijką, rozwódką lub kimkolwiek innym głęboko nieszczęśliwym.
Wiem, że w naszym kraju kobieta po trzydziestce, która żyje sama, to dla wielu ciągle baba-dziwo, dla której już nie ma nadziei. Mężczyzn z jakiejś przyczyny to nie dotyczy. Pytanie tylko, czy warto dopasowywać się do cudzego światopoglądu i dawać się złapać w tę pułapkę.
Z drugiej strony z takim wymyślonym całkiem wygodnie – żadnych problemów z tym, że nie odpowiedział na SMS, że wyszedł z kumplami na piwo i wrócił na bani, że nosi rozciągnięte gacie, chrapie i bezskutecznie rzuca palenie.
Ja tam nie wiem.
Może jednak skoczę pozwiedzać miasto, pomyślę po drodze.

No i skoczyłam. Dzielnię obeszłam, kawę na drugim brzegu rzeki wypiłam i pozachwycałam się niedzielnym przedpołudniem na ulicach, które coraz bardziej moje.

Przy stoliku obok siedziało gustownie ubrane towarzystwo na oko w wieku Rolling Stonesów, piło z dzbanków schłodzony tokaj – a godzina jedenasta dopiero – wystawiało twarze do słońca i wspaniale się bawiło. Ogromnie lubię takie widoki.
I lubię też, gdy dziennikarze radiowi odpisują słuchaczkom na maile, wcale nie zdawkowo. Takie niedziele to ja mogę codziennie!

Dopisane wieczorem – bravissimi, tanti complimenti, bufonie ty!

Reklamy

2 thoughts on “The earth says hello

  1. mam znajomą, która znosi zdrady faceta, to, że ją czasem zgnoi i ze dwa razy w roku trzaśnie,
    znosi to, bo: ale jak to? mieć trzydzieści lat i nie mieć faceta???
    więc jak dla mnie, to ta Twoja całkiem rozsądnie wybrała 😉
    (choć wcale mi się śmiać nie chce)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s