W morzach będzie pływać lemoniada

Lubię obudzić się w nocy i usłyszeć, jak w radiu gra Antony z orkiestrą, sięgnąć po telefon i zobaczyć trzy nieprzeczytane wiadomości.
Nic takiego, doprawdy.
Niby nic takiego.
Nie pamiętam już, ile razy słyszałam, jakie to głupie, żeby cieszyć się z takich rzeczy. Naprawdę?…

To w takie właśnie noce człowiek gapi się w jaśniejące niebo, słucha zniewalającej muzyki, która jednocześnie koi i porusza jakąś cieniutką strunę – i myśli, że nigdy z nikim nie był tak blisko, nie porozumiewał się tak łatwo. Że nikt wcześniej nie odczytywał wysyłanych sygnałów tak sprawnie, nie odpowiadał na niezadane jeszcze pytania, nie ośmielał do mówienia wszystkiego, co tkwi zepchnięte w tyle głowy, ulegania swoim wewnętrznym przymusom, kaprysom, uwalniania się – pod każdym względem.
Zawsze wstydziłam się publicznie śpiewać albo głośno mówić. Gardło mi się zaciskało, wydawałam z siebie jakiś płytki głosik. On przewracał oczami. Przestań, uśmiechał się. Nie ma czego się bać. Mów, śpiewaj. Śmiało. Jeszcze głośniej. Zrób, na co masz ochotę.
I tak robię.

Nigdy nie lubiłam gier damsko-męskich. Nie wierzę, że można być szczęśliwym w jakiejkolwiek bliskiej relacji międzyludzkiej, trzymając pod poduszką notatki z Cialdiniego, Aronsona i poradników każących nie być zbyt miłą. Nie dzwoń pierwsza. Udawaj niedostępną. Tup nogą i trzaskaj drzwiami. Oburzaj się, gdy nie czyta ci w myślach. Pamiętaj – kto pierwszy pokaże, że mu zależy, przegrywa.
Przegrywa.
Jakby to wojna była.
Wolę zachowywać się tak, jak w danej chwili czuję, że powinnam, bez kombinowania, czy coś zyskam, zachowując się inaczej. Znam związki oparte na ciągłej manipulacji i czasami dziwię się, że można nabierać się na tak tanie chwyty. Uwielbiam teatr, ale brnięcie w jakieś monodramy nieustannie odgrywane przed partnerem wydaje mi się obciążone zbyt dużym ryzykiem.
Tom się wymądrzyła.

Jako, że przepisowy ośmiogodzinny sen nie jest moją mocną stroną od pewnego czasu – z gotowaniem obiadu nie poszło mi dziś najlepiej. Dusząc cukinię, sięgnęłam po sól tak nieszczęśnie, że przewróciłam otwartą butelkę z winem (białym, niebiosom dziękować), które ochoczo chlusnęło na całą kuchnię, zwłaszcza na ściany. Tuż po tym, jak wszystko wytarłam, mamrocząc bardzo nieładnie – wywaliłam na podłogę otwartą puszkę siekanych pomidorów.
Może ja lepiej usiądę i wypiję resztkę tego wina, zanim stanie się coś groźnego.
Usiądę i posłucham mojej ulubionej, bardzo prawdziwej piosenki o Krakowie (i Singer w tle, oczywiście). Za miesiąc Opera Nowohucka w Muzeum Lotnictwa, z Maleńczukiem i Świetlickim – jeśli nie zapomnę, to się wybiorę i państwu również polecam. Jest to bowiem znakomita rzecz. W moim mieście nie tylko na Brackiej pada deszcz i wróżki siedzą na Piwnej 7. Mamy też Wu-Hae, na wielkie szczęście.
A w listopadzie Archive, toże w Nowej Hucie. Składam grosiki.

Reklamy

4 thoughts on “W morzach będzie pływać lemoniada

  1. Mnie się bardzo podoba to co napisałaś o niegraniu. Bo mam tym razem podobnie i niezwykle się z tym dobrze czuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s