Once in a blue moon

Pachnie końcem lata, pędzę przez Rynek w gasnącym świetle, tłumy w każdym ogródku, w każdej kolejce do baru. Biegnę, bo nie lubię się spóźniać. W rozkloszowanej spódnicy koloru podrasowanych fotoszopem chabrów biega się łatwo.
W knajpie same dziewczęta w karminowych ustach, koki noszą imponujące, wszystkie w szlachetnych blondach, przepiękne lalki. Ktoś się śmieje zbyt głośno, ktoś niesie w jednej dłoni trzy krwawe Mary, przy stoliku obok lokalny pisarz klepie po ramionach lokalnego celebrytę. Wykopujemy historie sprzed lat i sprzed chwili, czasami nam się mylą. Zdumiewające, ile można mieć sobie do powiedzenia, choć niby wie się już wszystko o człowieku, który siedzi naprzeciwko. Niby tyle razy się kłóciło, godziło, płakało po cichu i śmiało głośno, aż goście przy sąsiednich stolikach spoglądali z dezaprobatą, kultury trochę.
Wychodzimy do ostatniego tramwaju, odprowadzamy się długo, tramwaje uciekają.
A przecież dzień wcześniej też pachniało końcem lata, spódnica powiewała, gdy pędziłam przez Kazimierz, bo ktoś czekał. To był cudowny, zbyt długi wieczór.

Droga redakcjo, kiedy ja się wyśpię? Na stoliku nocnym czeka Nooteboom i ponoć świński Apollinaire, chciałabym chociaż otworzyć i udać, że czytam pierwszą stronę, nim zasnę. Ale dziś też może mi się nie udać.

Właściwie to piszę do państwa w przerwach między sprzątaniem mieszkania, bo w końcu odgruzować je trzeba, żeby pan i władca nie skręcił sobie nogi, potknąwszy się o – no, może jeszcze nie Gerlach, ale Babią Górę z moich torebek, zagrażającą bezpieczeństwu wchodzących do przedpokoju. Sprzątanie idzie opornie, bo szorowanie wanny w piątkowy wieczór to pomysł nieco kontrowersyjny, to i wynajduję sobie usprawiedliwienia dla robienia tego wszystkiego jeszcze wolniej. A przy okazji zastanawiam się, czy fakt, że aferę z marihuaną u wiadomo kogo uważam za śmieszną, już ze mnie uczynił leminga. Nie żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało, ale niepokoi mnie rosnące w narodzie zamiłowanie do dzielenia świata na Nas i Onych.
Mogę sobie wyobrazić większe grzechy, za które stosowniej byłoby trafić na Montelupich. Istnieją substancje zdecydowanie silniej uzależniające; przynajmniej dwie z nich można bez trudu kupić w sklepie za rogiem. Ludzie jointy palili i palić będą; nie potrzebują do tego zachęty celebrytów, dziennikarzy ani nikogo. Kupić nietrudno, poczuć zapach wieczorem w centrum miasta jeszcze prościej. Dajcie spokój. Robiłam to ja, robił ogromny procent moich znajomych – i jak widać, nic szczególnego z tego nie wynikło. Znam jednego, który istotnie nadużywał, ale jeśli pomyślę, ilu znam nadużywających alkoholu…
Zda mi się, że znalazłoby się w tym kraju parę większych problemów niż przesyłka adresowana do pieska.

A to na zdjęciu – bo nie mogłam się oprzeć – to nie słońce, ale księżyc sprzed minuty. Dziś podwójna pełnia. Mój kolosalny taras wychodzi na wschód, co w praktyce oznacza nie tak znów odległą Nową Hutę, stąd kolor nieba.

Reklamy

5 thoughts on “Once in a blue moon

  1. W Łodzi ani grama blue moon… Wszędzie chmury i szum wydobywający się spod kół sunących po mokrej jezdni. Przeklęta jesień już puka do drzwi… 😐 I nastrój robi się jesienny. Jest piątek…zamiast szaleć na mieście, jedyne na co mam ochotę to kąpiel, a potem książka do poduszki.

  2. A w Nowej Hucie niebo zupełnie inne, jakby mocno czarne. Wiem, bo sama mieszkam na obrzeżach 🙂

    Niespieszne wieczory w cieniu ulicznych lamp, tętniące życiem ogródki (niekoniecznie kazimierzowskie), różowe wino… mhm… brakowało mi tego.

  3. przypomnialas mi o pelni, rzucilam czar i czekam na wyniki ;p 😀
    poza tym zdecydowanie jesien, kominek, czerwone wino
    za chwile bedzie zima, wino bedzie grzane i goraca czekolada 🙂
    zeby tak jeszcze kasa na ogrzewanie spadla z nieba…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s