Boss, the lady’s gone

Droga Lufthanso, nie pisz do mnie proszę o promocjach na Wschód, bo już nawet nie mam gdzie się zadłużać w tym miesiącu. Idę dziś wieczorem do teatru, a z niego ani chybi prosto pod most z resztką dobytku w węzełku, albowiem życie, które w ostatnich tygodniach wiodłam, odcisnęło dotkliwe piętno na zawartości mojej portmonetki. Nie żałuję ani trochę, niemniej wolałabym, by aktywność kulturalna nie była zajęciem dla krezusów. Z żelazną regularnością rozbrzmiewa jęczenie, że społeczeństwo w teatrach nie bywa, koncertów nie słucha, książek nie kupuje, tylko jak ma bywać i kupować, skoro zwykle musi to robić kosztem czegoś innego?
Znajomy swego czasu śmiał się gorzko, że klej z książek nieźle zagęszcza zupę.

Pod most zabiorę nowego Boba Dylana (za którym, co stałych czytelników nie zdziwi zapewne, dotychczas nie przepadałam – jeśli tak dalej pójdzie, to w końcu polubię i tartą marchewkę). Wieczorami bowiem mieszkanko moje płynie sobie w noc w rytmie Tin Angel. Piękne to.

Mimo, że weekendowe doły już załatane, pozostaję zamknięta w ciasnej skorupce, moja kieszonkowa Lisbeth Salander trzyma mnie w garści i przechodzę fazę zmęczenia ludźmi. Zmęczenia głównie gadaniem ludzkim, wszechobecnym pokrzykiwaniem, przerostem formy nad treścią, nadużywaniem przymiotników, strojeniem mizernych przekazów w piórka i falbanki. Nie mogę się nadziwić, jak wiele ten i ów ma do powiedzenia w temacie, w którym wystarczyłoby jedno skromne zdanie. Bywają chwile, gdy mam ochotę ciętą ripostą przerwać czyjś strumień świadomości.
I sama gryzę się w język, zastanawiając się, czy naprawdę niezbędne jest mówienie i pisanie wszystkiego, co przyjdzie mi na myśl – czy nie lepiej byłoby jednak ograniczyć się do tych tylko słów, które komuś mogą się przydać. Tylko czasami człowiek – i dobrze to znam – daje się omotać myśleniu, że to, co ciśnie się na usta lub klawiaturę, jest niebywale odkrywcze. A czasami się obawia, że gdy się nie odezwie, to zniknie, nikt go nie zauważy, nikt nie zapamięta.

Reklamy

5 thoughts on “Boss, the lady’s gone

  1. Mam takie jedno marzenie – chcialabym zeby swiat (ludzki), raz na jakis czas zamilkl. To musi byc jakis rodzaj autyzmu ale chcialabym zeby ludzie do mnie nie mowili i mowili mniej w ogole.

    • też bym chciała, ale zdaje mi się to niemożliwe. mam wrażenie, że to znak czasów – żyjemy w ciągłym szumie i jesteśmy tak bombardowani przekazami, że cisza staje się czymś nienaturalnym. a to nie radio przecież, jeśli ktoś chwilę pomilczy, świat się nie zawali.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s