I’d make a deal with God and I’d get him to swap our places

Rzecz niespodziewana – polubiłam bieganie.
I nawet udaje mi się w miarę regularnie okrążać dzielnicę kurcgalopkiem. Nie wróżę sobie rychłego startu w Biegu Rzeźnika, ale jak na (kolejny) początek – jest nieźle.
Nieszczęsny paradoks polega na tym, że ja ubóstwiam być zmęczona. Zdarza mi się z tęsknotą myśleć o niegdysiejszych wyczerpujących treningach. Ale przy tym jestem też leniwa i bardzo mi trudno do wysiłku się zmusić. Gdy już się zmuszę, zwykle się nie oszczędzam, niemniej nie opracowałam jeszcze skutecznej metody autoprzymusu. Innymi słowy – dalszy ciąg idzie świetnie, tylko ze startem kłopot.

Biegałam i biegałam, aż zmierzch zapadł, a po zmierzchu przyśniło mi się, że upolowałam cudownie tani bilet do Phenianu.
(Tak, Phenian jest stolicą Korei Północnej).
((Tej samej, o której Andrzej Fidyk nakręcił wstrząsającą „Defiladę” – na jutubie do znalezienia)).
Oczywiście poleciałam, albowiem zarówno na jawie, jak i w snach jestem głęboko przekonana, że każde miejsce na świecie warto odwiedzić.
Phenian wyglądał jak kolosalny PGR i bytowała w nim całkiem spora Polonia.

Karuzela na jawie nie pozwala się nudzić ani też poczuć się zbyt dobrze, za to każe cofnąć się w czasie o trzy lata, trzy długie lata i przypomnieć sobie niegdysiejsze rozmowy z kimś, kto w sprawach damsko-męskich postępował zgoła inaczej niż ja. Ona – do bólu racjonalnie, wszystko zaplanowane, łącznie z zaręczynami. Ja – alleluja i do przodu, jak on ślicznie pluje i co tam, że nic z tego nie będzie. Ona pracowała nad wspólnym kredytem hipotecznym, ja się zastanawiałam, czy wielkim nietaktem będzie zostawienie u kogoś szczoteczki do zębów. Jej przyszłość była pewna – salon mody ślubnej, wybrane imiona dla dzieci, dom pod miastem. Nad moją nie warto było się zastanawiać. Jej umiłowany znakomicie rokował. Mój był chodzącą niespodzianką. Ona stąpała po solidnym betonie, ja po kruchym lodzie. I mimo naiwnej wiary w cuda wiedziałam, że ona ma rację.
Wczoraj spotkałam ją przypadkiem.
Rokujący już nawet nie próbuje ściemniać, że nie zdradza. Niedługo rozprawa.
Dziwne, jak szybko to, co mamy pod stopami, może stać się cienkie i słabe, a to, co wcześniej uginało się i nie dawało żadnej pewności – poza ciągłym niepokojem – może stwardnieć.
– A co u ciebie? – pyta.
– Wszystko dobrze – odpowiadam. Mam nadzieję, że już o nic więcej nie zapyta, ona pewnie ma nadzieję, że niczego więcej nie powiem. Żegnamy się i każda odchodzi w swoją stronę.
Sprawy coraz rzadziej są tym, czym się z początku wydają.

I nie mogę przestać o niej myśleć. Nie próbuję nawet zrozumieć, jak to jest, gdy z najbliższego człowieka wyłazi najgorszy wróg. Nie mogę też pojąć, jak to się stało, że nasze losy potoczyły się tak bardzo inaczej, choć ja robiłam wszystko, żeby sobie życie (a przynajmniej parę jego lat) spieprzyć, a ona – wszystko, by je jak najlepiej ułożyć.

A może ilość miłości na świecie jest stała, nie może być jej więcej ani mniej, jak 36 sprawiedliwych w Kabale, i komuś trzeba odjąć, żeby ktoś otrzymał. Głupia teoria, wiem, ale gdy człowiek próbuje wytłumaczyć sobie coś, czego rozumem nie dosięga, łapie się kurczowo wydumanych hipotez, by wreszcie z ulgą zwalić na siły wyższe.

Reklamy

3 thoughts on “I’d make a deal with God and I’d get him to swap our places

  1. Wiesz co? Tak sobie myślę, że warto spróbować to zrozumieć zawczasu. Zanim będzie za późno.
    Polecam bardzo najnowszą książkę prof. Lwa-Starowicza „O miłości”. I te dwie poprzednie, o kobiecie i mężczyźnie, też.
    Fajnie się je czyta w parze.
    Pozdrawiam. Niech Ci miłość kwitnie i się rozwija 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s