Take it easy on me

Brwi podjeżdżają mi na sam czubek głowy, gdy słyszę argumentację z gatunku:
– Nie jestem feministką, bo lubię, gdy mężczyźni są wobec mnie uprzejmi.
Patrz pani. Ja jestem i też lubię, i są.
Szkoda mi energii na wchodzenie w polemikę, choć pewnie byłoby interesująco. Wzdycham tylko i wkładam usłyszany tekst do szufladki z napisem ‚tylko się nie denerwuj’, razem z tymi w stylu:
– Nie jestem feministką, bo nie chcę sama sobie wnosić mebli na szóste piętro.

Ubawiły mnie ogromnie komentarze pod artykułem streszczającym wywiad z Marią Peszek (a ten w ostatniej „Polityce”). Świynte oburzenie, że miała prawo cierpieć w Bangkoku i że każdy by chciał wychodzić z depresji na gorącej plaży.
Wiadomo. Człowiek ból istnienia odczuwać może li w czterech ścianach, najlepiej wynajmowanych, ciasnych i nieodmalowanych, jedząc czerstwe pieczywo i zapijając tanim winem. Pojęcia nie mam, czemu deprecha przeżywana w Gródku nad Dunajcem, ba, w jakim Gródku, tam za ładnie, raczej w Wałbrzychu, miałaby mieć większy ciężar gatunkowy od tej przeżywanej w Saint Moritz ani czemu kasjerka w Tesco miałaby mieć do niej większe prawo niż celebryta z ładną buzią. Przyczyny tej deprechy mogą być dramatycznie różne, ale umniejszanie czyjegoś Weltschmerzu komentarzem, że w dupie się poprzewracało, jest dla mnie dość paskudne.
Zastanawiam się, kiedy wreszcie przestaniemy cenić fałszywą skromność wyżej niż szczerość i kiedy przestanie być w dziwacznie dobrym tonie nieprzyznawanie się do tego, że owszem, byliśmy w świecie tu i tam, owszem, kupiliśmy sobie mieszkanie z drogim widokiem, owszem, to i owo nam się w życiu udało. Nie lubię przechwałek, rozśmiesza mnie pomiaukiwanie nuworyszy, że skończył im się krem La Prairie i musieli kupić pospolity Shiseido – ale docinków, że łatwo leczyć duszę na hamaku pod palmą, nie lubię jeszcze bardziej. Jeśli kogoś stać, to leczy. Proste.

I tak – dopuszczam możliwość, że to kreacja. Taką ma dziewczyna pracę.

Za oknami filmowa ulewa. Rankiem gotowałam się na miękko w pończochach i marynarce, o zmierzchu pędziłam do domu, trzęsąc się z zimna. Wieczór w deszczu zapadał wyjątkowo malowniczo, cały świat stał się niebieski, pobłyskiwały rozmyte światła. Lubię takie godziny, gdy krople szumią, kieliszek napełnia się cabernet sauvignon, a w odtwarzaczu kręci się znaleziona w kącie płyta.

Reklamy

6 thoughts on “Take it easy on me

  1. Idąc krok dalej tokiem myślenia tych święcie oburzonych, to za kasę można sobie kupić szczęście. Hm, weszłabym na to forum i poprosiła o adres do tego sklepu, ale z zasady nie chodzę po forach, dla dobrostanu. Aaa, Bangkok akurat jest istotnie tańszym miastem do utrzymania się, niż taka Warszawa, a nawet i Wałbrzych.

    W kwestii feminizmu, to chyba jest kwestia definicji, co nim jest, a co nie, bo niektóre wypowiedzi pań określających się jako feministki doprowadzają mnie do bolesnych fejspalmów (chodzi mi o te uznające panów za bezmózgie yeti na hormonach)

    • ja chodzę, bo czerpię z tego dość perwersyjną przyjemność (odkąd dowiedziałam się, że mężczyzna, który nie goni odjeżdżającego autobusu, jest nieudacznikiem, kocham fora).
      i o ile nie śmiem dyskutować z wiadomym faktem, że bazowym warunkiem szczęścia – a przynajmniej dobrego samopoczucia – jest pełny brzuch i ciepły kąt, o tyle stwierdzenie, że jak ktoś może sobie polecieć w tropiki, to niech nie marudzi, że mu smutno, jest dla mnie grubą przesadą.

      ja nie znam za dużo feministek-agresorek. właściwie znam tylko dwie kobiety, które naprawdę nie znoszą mężczyzn, ale powiedziałabym, że to niewiele wspólnego z feminizmem ma – to czysta mizoandria. znam za to dużo kobiet przeświadczonych, że gdyby nie to gupie równouprawnienie, to one by teraz leżały i pachniały, a służba przynosiłaby im rarytasy na srebrnych tacach, a wogle to panowie feministek nie lubią i dlatego one nimi nie zostaną. i tu mi rączki opadają, ale cóż, nie moje małpy…

      • Przeczytałam ten wywiad, egzaltowana ona troszku, ta Peszkowa, ale mój bosz, najlepszym się zdarza :> W każdym razie, Polityka wisi Ci tantiemy za nową prenumeratorkę cyfrową.

        • troszku. niemniej ja zupełnie nie jestem obiektywna w temacie, bo jej płyty bardzo lubię, a jej szanownego ojca i brata to w ogóle uwielbiam. też bym chciała mieć takiego brata, no 🙂

  2. prawda, kto pieniążki ma niech jedzie nad morze, ale cierpienie to cierpienie – nie cieszy nic, bo przecież łeb leci/jedzie z nami :-))))

  3. Ja właśnie uprawiam spam informacyjny – sam też poszedłem w długą, tylko że sam blog dopiero za czas jakiś wróci. Póki co – są tylko focidła do oglądania.

    (po przyjęciu do wiadomości można bezkarnie usunąć; obejdę się bez fochów)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s