Szanowna osobo

Cóż to był za tydzień upiorny. Wczoraj wydostałam się z fabryki tuż przed dwudziestą i dziękowałam niebiosom za centra handlowe, w których srogo po dobranocce można kupić płyn do soczewek.
Niestety można też kupić Sanoflore z 40-procentową zniżką. Ucieszyłam się z oszczędności, tylko przy kasie zrobiło mi się troszkę słabo.
O wpół do piątej rano obudziła mnie awantura. Dokładnie pod oknem mojej sypialni para studentów (dużo ich mieszka w okolicy), ani chybi wracających z imprezy, postanowiła się pokłócić. Właściwie to ona kłóciła się z nim. Jękliwym głosikiem, wyraźnie świadczącym o solidnym nadużyciu procentów, perorowała:
– Ja mam być dla ciebie najważniejsza, rozumiesz? Ja! Nie ma niczego ważniejszego ode mnie! Mnie się szanuje! O mnie się stara! A ty się w ogóle nie starasz! Jak ze mną jesteś, to wszystko inne ma się nie liczyć, rozumiesz?! Nie życzę sobie dzielić się facetem z innymi ludźmi, o nie! Ja pierdolę taki związek, rozumiesz, pierdolę…
Chłopiec najpierw próbował ją uciszyć, później chyba się zirytował i poszedł w długą, bo po chwili usłyszałam pośpieszne tuptanie obcasów i cichnące w oddali wycie ‚najważniejszej’, i głosy towarzyszy:
– Ania, zostaw go, niech idzie! Daj mu spokój, Ania.
Nie udało mi się już zasnąć. Nie żywię urazy. Mam tylko nadzieję, że Ania miała film już urwany, bo wspomnienia scen urządzanych po pijaku skutkują kacem dotkliwszym od samego alkoholu.
Pan i władca to ślady stóp moich całować powinien za święty spokój, który ze mną ma. Albo nie. Lepiej niech co innego całuje, bo cóż mi po śladach stóp?…
Wiem, że są kobiety, które myślą tak najzupełniej serio i mimo wszystko udaje im się związki tworzyć, ale dla mnie chęć zajęcia pierwszego i jedynego zarazem miejsca w czyimś życiu jest zjawiskiem z innego wszechświata. Całkowicie mi obcym.

Zakolczykowałam się, sierść umyłam szamponem DLA BLONDYNEK (coraz bardziej mi się to podoba) i poleciałam na miasto.
Ależ było piękne pod tym wrześniowym niebem. W takie dni wszystko mu wybaczam.
Najpierw – wystawa.

Moim zdaniem absolutny mus, nawet gdyby mieli państwo specjalnie w tym celu do Krakowa przyjechać. Wielkiej urody wnętrza, a w nich Malczewski, Wyczółkowski, Wyspiański, Fałat, Witkacy, Boznańska (i jej piękna suknia balowa – ta talia!). Tak to wszystko zmyślnie poukładali, że – zależnie od sali, w której akurat się znajdujecie – bywa zabawnie, lubieżnie, poruszająco, dziwnie jakoś, mistycznie albo dość mieszczańsko i dulsko. Wspaniała podróż wstecz. Jaka szkoda, że moje miasto nie zatrzymało się w młodopolskich czasach, nie zawisło w tym klimacie na zawsze.
Pamiętam muzea z kapciami, gablotkami i straszliwymi babiszonami łypiącymi na człowieka groźnie, gdy tylko zbliżał się do eksponatu. Cieszę się, że to już pieśń przeszłości.
Obok koszulki gustownie obciskającej mój – kompaktowy, jak widać – biust, kupiłam sobie jeszcze urokliwy staromodny kubeczek; pijałam kakao z takich w ośrodku wypoczynkowym „Relaks” w Beskidach, do którego moi rodzice jeździli co zima w latach osiemdziesiątych. Rozważałam opasły katalog wystawy, ale cena troszkę bolesna, wrócę po niego, gdy się finansowo odkuję (wystawa czynna do września przyszłego roku, są zatem pewne nadzieje). A tak naprawdę to chciałabym, żeby kiedyś było mnie stać na pójście na aukcję i kupienie sobie niechby najmniejszego takiego obrazka.
Chciałabym szczególnie ten, bo wyjątkowo do mnie pasuje. Te lecące strzygi, ech. Cóż – będę chodzić na Plac Szczepański i go sobie oglądać.
Zażywszy sztuki, udałam się do pobliskiej Charlotte i myślę, że nie będę miała potrzeby udawać się tam znów w najbliższym czasie. Wszyscy stukali w ajfony, w oczekiwaniu na menu przeczytałam gazetę, a gdy już je dostałam, kelnerka stała nade mną w wyraźnym oczekiwaniu, że zamówienie złożę natychmiast. To ja chyba wolę kanapki na Stolarskiej, u Księdza.
A później już tylko Kleparz, akordeonista w kanarkowej koszuli wyśpiewujący z zapałem biesiadne piosenki, sterty ogromnych dyń, kurki w koszykach, astry – przytaszczyłam dwa bukiety w zębach, bo ręce zajęte siatami z warzywami do ‚ratatuja’. I uprawiam haniebne lenistwo, miałam odkurzać i szorować podłogi, a zdobyłam się tylko na włączenie pralki… Może jeszcze ten odkurzacz odpalę, ale jakoś mi doń nie po drodze. Tylko jakieś usprawiedliwienie muszę wymyślić. Bardzo proszę mi podsunąć.

(Dopisane o zmierzchu)

Już je mam – to usprawiedliwienie. Oto i jesień z mojego balkonu. Państwo przyznają, że w takich warunkach nie da się pracować.

Reklamy

17 thoughts on “Szanowna osobo

    • w Kamienicy Szołayskich na Placu Szczepańskim (idziesz od Rynku ulicą Szczepańską jakąś minutę i ta kamienica jest zaraz po prawej, gdy na rzeczony plac się wejdzie). przy wejściu jest duże logo Muzeum Narodowego, nie da się pobłądzić – wiem, co mówię, bo wszędzie błądzę.
      nie jest to wystawa duża, ale naprawdę fajna.
      a na kawę lepiej idź do Bomby… 😉

        • patrząc spod rzeczonego muzeum to jakoś na godzinie jedenastej. ciągle na tym samym placu.
          wychodzisz i spoglądasz ździebko w lewo, a ździebko naprzód. najpierw będzie Stary Teatr, potem 3 knajpy obok siebie – Le Scandale Royal, następnie ta wspominana tu smutno i zaraz za nią Bomba (czerwone foteliki w środku).

    • nie zauważyłam. było dużo cudzoziemców. i żadnej jako tako znanej mi twarzy, co by znaczyło, że grajdołkowa śmietanka woli bywać w miejscach, w których rozmowy nie toczą się za pośrednictwem tabletów.
      poszłam z ciekawości – i nie, że się jakoś strasznie rozczarowałam, bo kawa była dobra, ale też się nie zachwyciłam. w promieniu 50 metrów są inne fajne miejsca i wolę pójść tam następnym razem.

  1. Charlotte sucks;) błagam, błagam, nie chodźcie do tego lokalu, który nie wiedzieć czemu postanowiło zrobić też skok na moje pierwsze miasto. jest Ksiądz, są Kolory, Mleczarnia i milion innych lokali, zresztą podobny „model biznesowy” ma też choćby Petite France na Tomasza, a mniej w niej zadęcia. serio: myślę że problem z Charlotte jest taki, że to miejsce, do którego idzie się, żeby się pokazać, a nie dlatego, żeby w nim pobyć.

    • ktoś tam zawsze będzie chodził i nie zamierzam tu sugerować bojkotu, bo co kto lubi, ale sądzę, że lokalsi będą się trzymać swoich zakątków. i choćby ten lokal bardzo chciał, ‚krakofskim’ się nie stanie.
      a Ksiądz to kawał mojego życia 🙂

      • 🙂
        jasne, nie chodzi o bojkot, to było z przymrużeniem oka.
        zwłaszcza, że dużym plusem szarloty jest możliwość zakupu świeżego pieczywa po północy, o co w warszawce trudno. pod tym względem w krakowie więcej alternatyw – btw, czy wciąż jeszcze działa piekarnia na meiselsa? 🙂

    • bardzo mnie zdziwiło w tym wywiadzie zdanie: „30-latkowie lubią się przepychać w tłoku”. wielkie nieba, ja w tłoku dostaję napadu zespołu Aspergera i nigdy nie uznam faktu, że muszę stać w kolejce po wino, za nobilitujący – ani dla knajpy, ani tym bardziej dla siebie.
      owszem, są w Kraku miejsca, gdzie tłum i ludzie w nim spotkani są naczelną atrakcją. taki jest na przykład Singer, ale Singer to legenda nie do przeskoczenia.
      i oczywiście, wspólny stół to fajna rzecz, wspólne słoiki z dżemem – spoko. możliwość zeżarcia śniadania na mieście jest super, bardzo to lubię. ale to nie jest miejsce dla mnie. nie mój klimat, ot – tyle. no i ta obsługa, no…

      a kawałek o tym, że odpoczynek to kolejne zadanie i że swój ‚slow’ trzeba sobie mądrze wybrać – o rany, jak bardzo inny mam światopogląd!

  2. Kurki 🙂
    Dojechaly szczesliwie do Pragi i do domu, w ktorym zostaly uduszone i skonsumowane ze smakiem. Ja nie jadlam, bo sie wlasnie obrazilam wtedy 😉

    • skoro smakowały, to się cieszymy 🙂 szkoda, że na rydze było za wcześnie…
      szczęście, że dało się wtedy kurki upolować u tego bucowatego pana, bo bardzo lipnie z grzybami w tym roku w naszym pięknym kraju. niemniej mama – ta od wina 😉 – planuje własną grzyboprodukcję, więc może następną razą i to będę miała…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s