You know the feeling when you’re in too deep

Rano usłyszałam, że wczora z wieczora w mieście szalała wichura, po Rynku fruwały kawiarniane parasole, a na Śląsku drzewa łamało.
Zdziwiłam się trochę, bowiem cały ten tajfun przespałam błogo – przy otwartym zresztą oknie.
A przespałam, bo gdy dotarłam wczoraj do domu, tuż po przekroczeniu progu uruchomiłam efektowną fontannę. Jakoś trzeba było nadmiar sercowych emocji z siebie spuścić. Z głośników mruczał akurat Nick Cave, to i fontanna tryskała pod sufit. Wychlipała się baba i poszła spać.

Jeśli sieknie mnie jeszcze bardziej, a zapewne tak właśnie będzie, to już nie wiem, co ze się ze mną stanie. Chyba zniknę.

Żeby już państwa nie karmić budyniem.
Czytałam dziś o nauczycielce, której nie odpowiada „Buszujący w zbożu” jako lektura w konkursie polonistycznym, bo to dla nastolatków treści zbyt bulwersujące. Dla nastolatków, państwo sobie przedstawią, w XXI wieku.
Ten sam „Buszujący w zbożu”, którego czytałam jako piętnastolatka – i jak widać, nie zboczyłam na złą drogę. Nie przypominam też sobie, żeby mnie ta książka szczególnie zszokowała. „Zbrodnia i kara” za to owszem.
Bo ja to w ogóle za młodu byłam bardzo przemądrzała i uwielbiałam sięgać po ambitne powieści, i tu przyznać muszę, że na wielu z nich poległam. Do niektórych – na przykład do „Gry w klasy” – wróciłam później i się zachwyciłam, niektóre pozostają na indeksie. W każdym razie siksą będąc, lubowałam się w snobowaniu na intelektualistkę. Później przeprowadziłam się do Krakowa i stwierdziłam, że jednak wolę zostać ćmą barową.
Bywało, że ten snobizm mi pomagał, choć mógł mi też zaszkodzić. Jako paskudnie oczytany dzieciak stałam się bowiem solą w oku mojej polonistki. Polonistki, której nigdy nikt nie powiedział, że się do tej roboty nie nadaje. Horyzont miała bowiem nadzwyczaj płaski. Słowacki wielkim poetą był, nie interpretuj niczego inaczej, niż podręcznik każe, bardzo ładne wypracowanie napisałaś, ale książki, które wymieniasz, nie są lekturami szkolnymi, napiszesz jeszcze raz albo pała.
Robiła też błędy ortograficzne.
I pewnie nadal kogoś gdzieś uczy, komuś grozi paluszkiem za używanie rozumu i ciekawość świata.
Cóż. Jako ciekawa świata w ramach piątkowej rozrywki doniosę państwu jeszcze, że – no, któżby? – amerykańscy naukowcy odkryli, iż łysi mężczyźni są postrzegani jako bardziej męscy i dominujący. Nie wiem, jak panie sądzą, ale moim zdaniem jakieś lewe te badania.

Reklamy

6 thoughts on “You know the feeling when you’re in too deep

  1. ŁYSI 😀

    Dobrze, że się kobiety tak pięknie różnią, bo gdybyśmy tak wszystkie na jednego, to…

    Tymczasem wichura dotarła do centrum, i chyba media będą miały jutro z czego setki robić, bo zaraz mi dach zerwie.

    • no, ja tam obfitą sierść lubię, to tak miło w bark łaskocze w wiadomych okolicznościach 😉 i lubię ją też dlatego, że facet z buzią okoloną kędziorkami wygląda łagodniej. acz z pewnością nie mniej męsko.
      z drugiej strony wolę całkowicie bezwłosych od tych, co usiłują cokolwiek na głowie zachować. bo to dopiero smutek…

  2. Dla własnego dobra, schowaj Nicka Cave’a głęboko pod łóżko. Właściwości głosu tego faceta pozostają niewyjaśnione i może właśnie tym powinni zająć się tylko amerykańscy naukowcy.

    „Gra w klasy”… ajjj już kiedyś poruszałam ten wątek u Ciebie. Wspaniała, chociaż bardzo wymagająca. I szkoda, że nie ma jej w kanonie lektur. Chociaż jak się zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że jeśliby już jakiś minister edukacji miałby ją dopuścić, to musiałby to być najarany Palikot do kwadratu.

    • ale jeśli już, to bliżej końca liceum – osobiście przy pierwszej próbie „Gry…” poległam, dopiero na studiach odleciałam. ale bez dwóch zdań jest to książka, która na jakimś etapie edukacji powinna być jazdą obowiązkową.
      a co więcej – uważam, że zamiast historyjek o paleniu siostry w piecu na liście lektur mogłaby znaleźć się „Mary Poppins”.

  3. nie ma już wśród lektur tej o paleniu siostry 🙂
    Omawiałam kiedyś „Buszującego w zbożu”, była na liście lektur do wyboru n-la, wybierałam więc. Na koniec roku szkolnego urządzam debatę odnośnie lektur szkolnych, uczniowie, gdyby mogli, wyrzuciliby najchętniej z listy właśnie tę książkę, a zostawiliby nieszczęsnego „Alchemika”. Ot, może nieciekawie omówiłam? A może to już inne pokolenie, że nie zachwyca jak nie zachwyca 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s