Biblioteka liści palmowych

Państwo pozwolą, że nie zająknę się ni słowem o (anty)aborcyjnych propozycjach naszych władz, bo gdybym się zająknęła, poleciałaby tęga lawina moich przemyśleń, a notka nie nadawałaby się do czytania ze względu na nadmiar obelg. Ja kląć umiem bardzo ładnie, ale wolę ten talent pozostawić w ukryciu.
A właściwie nie. Wypowiem się.
Żyłka mi pulsuje, gdy z aborcji robi się łatwą antykoncepcję dla rozbrykanych kobiet, które nie pomyślały, dały dupy temu i owemu, i obudziły się z problemem, więc chcą problem gładko usunąć. To nie jest tak.

Nie denerwuj się, koleżanko sympatyczna, bo to szkodzi na żołądek.

Przyjechały moje zamówione książki. Przy okazji w przedsprzedaży zamówiłam świeżuchnego Kuczoka – w którym się skrycie kocham za to, jak o górach pisze, no i hanys przecież – i Joannę Bator.
Na kuchennym stole leżą grzbiet w grzbiet Georgia Rosena i Toast za przodków Góreckiego, i ten obrazek przypomina mi, że za tydzień będę już w drodze; pamiętać tylko muszę o chustce, żeby do Sweti Cchoweli móc wstąpić. Obok W cieniu świętej księgi, kolejny opasły tom Theroux – bo promocja była – i Patti Smith, i rozmowy z polskimi reporterami, które zmuszają do myślenia, rozgryzania, trawienia. Zwłaszcza tych, co (jak ja) biorą się za pisanie na serio.
Życie jest niesamowicie ciekawe, ciekawsze niż fikcja. I chyba coraz trudniejsze. Świat pędzi jak obłąkany. Musimy sobie jakoś z nim radzić, chcemy rozumieć sytuację, w jakiej się znajdujemy. Być może literatura faktu bardziej pomaga nam w radzeniu sobie z życiem niż fikcja literacka (…). Coraz mniej wokół nas autorytetów. Nie wierzymy politykom, nie wierzymy księżom, zawodzą nas nauczyciele i trenerzy sportowi. Politycy, ideolodzy, menedżerowie mają rozliczne interesy w tym, by interpretować świat po swojemu. Reporter na ogół nie ma powodów, by przekombinowywać świat na swoją stronę (choć i to się zdarza, ale o wiele rzadziej, niż w publicystyce). Może dlatego ludzie szukają reportaży. Potrzebują prawdziwych historii (…). Bo zmyślić można wszystko. Najbardziej nieprawdopodobna zmyślona historia, która udaje prawdziwą, nie ma takiej siły, jak nieprawdopodobna historia prawdziwa. Nie może w niczym pomóc i niczego nauczyć. A nieprawdopodobnych tematów prawdziwych jest taka masa, że nigdy ich nie zabraknie reporterom.
To Małgorzata Szejnert – kto jej książek nie czytał, ten do kąta na grochu klęczeć w te pędy. Zgadzam się z każdym słowem, biorę do serca i przepisane wieszam nad biurkiem.
Męczę się z tą moją fikcją, niby coraz bliżej końca, a jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że na szwach się toto rozłazi, że jakieś mało wiarygodne, mało prawdziwe właśnie i – że marnuję czas na to, zamiast opisywać historie mojej rodziny, sąsiadów, ludzi spotkanych w pociągu.
Czasami myślę, że powinnam na warsztat wziąć moją przygodę miłosną. 300 stron wyszłoby z palcem w nosie. Oczywiście nigdy tego nie zrobię, choć to bez wątpienia wdzięczny temat, scenariusz niebywały. Może inaczej. Bardzo chcę to spisać, dla siebie, gdy będę staruszką z fioletową płukanką na włosach, dla potomnych, jeśli nam się zdarzą. I dla nikogo więcej.
Po lekturze tych rozmów z reporterami – a są bardzo dobre, bardzo mocne, mogłabym tu całą książkę zacytować, bo wielkie nazwiska mówią w niej same mądre słowa – mam irracjonalne, ale bardzo silne poczucie, że powinnam opisywać to, co widzę. Nie to, co sobie wyobrażam, bo to niczemu nie posłuży, poza zaspokojeniem mojej próżności.

(Przypomniano mi dziś ten kawałek, zatem zostawiam państwa z nim na dobranoc w mieście, w którym poranki już pachną śniegiem padającym na ostre granie sto kilometrów stąd).

Advertisements

4 thoughts on “Biblioteka liści palmowych

  1. Już miałam w tym miesiącu nowych książek nie kupować, ale chyba się skuszę na tę pozycję Czarnego, zanim zapomnę. To jest w ogóle ciekawa kwestia, która moją głowę zaprząta od jakichś dwóch lat intensywnie, jak to jest, że fikcja jest ostatnimi czasy w literaturze tak po macoszemu traktowana i ciągle się tylko wciska wszystkimi możliwymi kanałami rzeczywistość, jakby nie dość jej było za oknem, w telewizji, w wirtualnej prasie i w tramwaju. Przecież tak długo jedno z drugim współegzystowalo względnie bezproblemowo, a teraz jakby ludzie czasu nie mają na to, co wyobrażone, zmyślone, sztucznie wykreowane. Zmagam się z własnym do tego stosunkiem i za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że już mam jakąś opinię w sprawie, jednak okazuje się, że nie, że to stanowisko nieostateczne.

  2. Ja tak z doskoku bo milczącam raczej :). Brawo, brawo, brawo!! Lepiej nie dało się tego ująć. No kurczę pod wrażeniem jestem :))) Buziol dla Miłej Pani 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s