Clowns to the left of me, Jokers to the right

Miałaś kupić plecak i traperki. Plecak i traperki. Plecak i traperki.
Kupiłaś szmizjerkę i futerko. Sztuczne, dodaj na obronę. No i przecenione z siedmiuset na sto, więc jakby sześć stów zarobiłaś.
I czerwone platformy, w których dziś wyszłaś do miasta mimo ulewnego deszczu. Maszerowałaś w tych platformach i krótkiej sukience, a przechodnie łypali spode łba, głupia się wystroiła.
A wystroiła. Miała ważne spotkanie.
Na mieście filmowe pejzaże, poeci przy barze, znane dobrze twarze – ot, Kraków w najsmaczniejszym wydaniu. Maleńkie nasze miasteczko. Siedzimy, wyglądamy i paplamy trzy po trzy. Uśmiechamy się do znajomych, co to ich tylko z widzenia znamy, za to od dziesięciu lat. Pod jedną parasolką drepczemy na kolację w ulubionym miejscu. Biesiadujemy, a pod stołem obcasy wytrwale stukają do rytmu.

Po drodze do miasta usłyszałam w radiu Last Christmas.
Ludzie, proszę. Naprawdę trzeba robić news dnia i żałobę z faktu, że z końcem października śnieg w naszym kraju pada? To jakieś niezwykłe? Bolesne jakieś? Z pocałowaniem ręki przyjęłabym skrzące gwiazdki w zamian za krakowską chlapę. I przypomnę, że sto kilometrów od mojej dzielnicy śniegowi zdarza się padać w sierpniu, w Tatrach narty przydają się nawet i przez pół roku z okładem. Dziś i w czasach, gdy istniało schronisko na Pysznej. Może czas przywyknąć, że na tej szerokości geograficznej trudno spodziewać się nieustającego lata.

Tak tu dziś wyglądało, o. Z perspektywy mojego telefonu.

Rankiem
Wysłuchano moich zażaleń w sprawie deszczu i oto za oknem mam taki oto krajobraz.

Świat tak przyjemnie cichnie, gdy pada śnieg.

Reklamy

8 thoughts on “Clowns to the left of me, Jokers to the right

  1. Ja już lepiłam bałwana! A śnieg w naszym kraju zaskakuje zawsze, czy to w październiku czy w styczniu. Taki już nasz urok 🙂

  2. Było mówić, że szukasz futerka. Ja miałem (używane) z norek, ale poszło za grubo ponad trzy takie stówki.

    A propos przecen – na Polach Elizejskich butik i wielki napis przeceny obwieszczający. We Francji jak jest przecena, to jest pewne jak w banku, że się zaoszczędzi i tak trampki od Gucciego były do wzięcie za jedyne 290, a nie 799. Jakby nie patrzeć w kieszeni zostaje prawie 510… euro :] J’adore.

    • do prawdziwego jeszcze nie dorosłam i chyba nie czułabym się w nim zbyt komfortowo, ale może kiedyś…
      trampki natomiast chętnie bym nabyła, ale w sumie to za 300 euro można już bilet do Azji upolować, a to na razie bardziej mnie kręci – no i nie jestem jeszcze na takim szczebelku społecznej drabiny, żebym nie musiała wybierać pomiędzy jednym a drugim takim zakupem 🙂

        • tak, ale tam mój rozmiar – 37 – uchodzi za duży, więc nie nastawiam się na szoping 🙂
          poza tym – ech, kiedyś bardzo ganiałam za modą, teraz wolę płacić za wrażenia, niechby w wytartych dżinsach.

        • Ja Cię rozumiem. Może nie ganiałem za modą, bo zanim ta dotarła tu, to ja już to miałem, ale moje widzimisie słono kosztowało i masz, się po kilku latach człowiekowi odwidziało i z dnia na dzień uznał, że się nie ma w co ubrać 😉 Także to w moim przypadku to jak stąpanie po cieńkim lodzie – niebezpieczne bardzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s