Idzie na burzę, idzie na deszcz

Nie lubię tego dnia.
Smutki jeszcze nieoswojone chętnie wyłażą z ukrycia w pobliżu tej daty. Próbuję spychać je z powrotem, bez powodzenia. Wygrzebuję się z pościeli, w której wieczorem zasnęłam z telefonem w garści, zaparzam kawę, włączam radio, wzdycham, zmieniam stację w nadziei, że będą grali choć troszkę mniej rzewnie, ale wpadam z deszczu pod rynnę.
Wiem, co zrobię.
Pranie.
Szum pralki mnie uspokaja – podobnie, jak obiecujące powarkiwanie maszynki do kawy, para unosząca się nad garnkami na piecu, taki codzienny domowy ruch.

Żeby nie popadać jeszcze bardziej w nastrój, w którym już i tak siedzę po czubek nosa, taka dygresja lingwistyczna. Wczoraj spędziłam nieco czasu na rozmowach o tym właśnie.
Otóż nie cierpię słowa ‚bzykanie’. Nie chciałabym się bzykać. ‚Bzykanie’ wydaje mi się… no, takim bzykaniem właśnie, niezbyt intensywnym, niewiele znaczącym czymś, niegłośnym i niemęczącym. Nijakim. Takie mam z tym słowem skojarzenie. I chyba nie spodobałby mi się seks, który można nazwać bzykaniem.
Bolą mnie też zęby, gdy ktoś mówi o seksiku. Seksik to takie coś malutkie.
Jestem głęboko przekonana, że język na wpływ na jakość pożycia – dosłownie, ale w przenośni jeszcze bardziej. Wolę określenia dosadne, mięsiste, mocne, nawet wulgarne, choć ogólnie za nadużywaniem kuchennej łaciny nie przepadam i wkurzam się, gdy ktoś nie potrafi wysłowić się w inny sposób. Co poradzić, gdy do tej sfery życia brudne słowa pasują mi jakoś lepiej niż wszelkie zdrobnienia, słodkości i miękkości. Te wolę zostawić na później. Na wtedy, gdy gasną światła, gdy obejmuje się kogoś przed zaśnięciem albo rano, tuż po przebudzeniu, żeby jeszcze chwilkę bliskości ukraść.
I oto wracam do punktu wyjścia, bo to ‚później’ dość by mi się dziś przydało.
Wystarczy już.
Jeśli kogoś jeszcze przygniotły dziś chmury, to bardzo proszę. Nie ma jak zdrowa szczypta makabreski. Pomaga się uśmiechnąć.

Reklamy

21 thoughts on “Idzie na burzę, idzie na deszcz

  1. bzykanie, ciupcianie, seksik-yyyhhh, nie dziekuje, postoje (aczkolwiek czasem oddaja [NIESTETY] istote rzeczy :p)
    zdecydowanie ostrrre slowa bardziej i to za nimi stoi (ekhem)
    u mnie leje jak z cebra na przemian z przeslicznym sloncem-oczywiscie tecze jak z bajki
    ZIMNO cholera
    pralka raduje koty a suszarka jeszcze bardziej
    jade na mopie…
    ot zyzn parchata

  2. Co zrobić? Rozpowszechniać i przyzwyczajać. Jak jest mocno i brzydko, wiadomo że jest dobrze. Ja zwróciłem uwagę na jeszcze jedną ciekawą zależność – to jaką kobieta nosi bieliznę, mówi o niej jaka jest w łóżku. Nie wiem, czy to dotyczy facetów, bo na nich się nie znam, ale w przypadku Was to się sprawdza idealnie i chyba nigdy nie było żadnego wyjątku, o ile mnie nie pamięć nie myli :>

      • o to to, po mojej bieliznie lepiej nie zgadywac :p jest bardzo roznorodna i zazwyczaj przypadkowa a czasem nieobecna 😀 nosze wszystko-od koronek i satyny po barchany, ja bym raczej po tancu i sposobie poruszania sie zgadywala…

      • To ja się w takim razie pcham na całego i wnioskuję śmiało – nie zawodzi 🙂 A o sposobie poruszania się też coś słyszałem, o pośladkach tylko i nie to się akurat nie sprawdzało za każdym razem, raczej tak pół na pół.

        • No ja po pośladkach nie wnioskuję, bo się nie sprawdza, ale bielizna bardzo bardzo, praktyzcnie 100% skuteczności.

          Ale wracając do pupy, to chodzi o to, że im bardziej (i oczywiście naturalnie) kobiecie pośladki się poruszają tak bardzo wyraźnie, tym jest bardziej prawdopodobne, że kobitka lubi dużo i często, ale to niestety nie dowodzi jednak tego, że też dużo potrafi.

        • a czy któryś z panów wierzących w teorię pośladków zauważył, że ona dyskryminuje dziewczyny raczej płaskie? 🙂

          co do bieliźnianej skuteczności – rozwiń, proszę. bo nadal twierdzę, że to słaby wyznacznik. jakiż to stanik trzeba nosić, żeby być dobrą w łóżku?

        • Chodzi o to, że babeczki, które nie dbają o swoją intymną garderobę i wkładają byle co, też bez kompletu, nie angażują się w swoje zabawy w alkowie. I to się akurat sprawdza zawsze, a zwrociła mi na to uwagę moja znajoma, jak raz skomentowałem jej bieliznę i fucktycznie, jak zacząłem tak sobie analizować i przypominać, to wyszło na to, że ma rację.

        • bardzo przepraszam, ale ależ farmazon 🙂 dbanie o bieliznę jest rzeczą bardziej higieniczną niż erotyczną, a to, czy z kompletem, czy bez, nijak się ma do namiętności…

        • Higienie niczego tak naprawdę nie ujm.. no dobra, chciałem Cię bezczelnie łapać za słówko, a wiem, że miałaś tu na myśli kwestie estetyczne 🙂

          W każdym razie jak Ty nie masz do czynienia z kobietami (założenie odgórne :D), tak jak z facetami (fakt), więc piszę Ci a propos „seksiku” moje spostrzeżenia. Wcześniej nigdzie się z mojej strony farmazon nie pojawił w związku ze słownictwem jakiego ktoś używa, bo co to niby zmienia i komu jak bardzo ujmuje? A jednak, może coś tam fucktycznie być na rzeczy i z bielizną – wierz mi, jest :] Bynajmniej nie chodzi o to, kto jakie w łóżku fajerwerki produkuje, a o samo podejście do przyjemności wszelakich od zaangażowanie poprzez doznania po odkrywanie, zdobywanie etc.

          • ok. a co z faktem, że kobiety zazwyczaj, gdy seks mają w planach, wkładają efektowną bieliznę, a gdy wiedzą, że spędzą wieczór samotnie, paradują w majtasach w kaczuszki? 🙂

        • Przecież w pojedynkę to się zachowujemy i wyglądamy inaczej, ja w domu zawsze luźno chodzę, chociaż przyznam, że nie posiadam bielizny przeznaczonej na chwile spędzane z moim cieniem, zwłaszcza, że chadzają mi tu po osiedlu jakieś konsultantki i inne takie naciągaczki, które czasem trzeba ugościć :]

          • no, niby tak, ale bywa, że figli w planach na wieczór nie mamy, a te jednak się zdarzają. i co wtedy winien mężczyzna myśleć, widząc, że partnerka ma majtasy w kaczuszki lub stanik w innym kolorze? czy to już wystarczy, by stwierdzić, że jest słaba w te klocki?

  3. akurat słów „bzykanie” ani „seksik” nie używam, ale nie zamykałbym się do paru wyświechtanych mocnych określeń; lubię otwartość i pomysłowość w nazywaniu rżnięcia i czynności rżnięciopodobnych. jak się kogoś dobrze zna i ma podobnie wybujałą metaforykę okolicznościową, to bywa fajnie 😉

  4. Mnie zawsze rozkłada na łopatki określenie „uprawianie miłości cielesnej”, normalnie jakby para miała wyjść na pole i tą miłość sadzić gdzieś na grządkach a potem pielęgnować, podlewać i pielić.

  5. „Chodzi o to, że babeczki, które nie dbają o swoją intymną garderobę i wkładają byle co, też bez kompletu, nie angażują się w swoje zabawy w alkowie.”
    buahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha
    wiele w zyciu idiotyzmow slyszalam/czytalam, ale musze przyznac, ze ten jest naprawde niezly
    doprawdy czas sie doksztalcic erotycznie (wydac kilka tysiecy na skompletowana i wyrafinowana bielizne) a nie tak paradowac w sportowym staniku i bawelnianych gatkach w krowy, jak jakas niedorozwiniete niedoksztalcone aseksualne stworzenie 😀

    teoria o poruszaniu sie ma o tyle sens, ze w ciele/ruchu (zwlaszcza w tancu) pokazuje sie bardzo duzo z fizycznej „osobowosci”, tego jaki ktos ma stosunek do swojego ciala, i czesto jakie to cialo ma mozliwosci 🙂
    i wlasnie nie chodzi o posladki, tylko o CALE CIALO

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s