Go tell it on the mountain

Zdarzają się poranki, gdy mam wrażenie, że wiosna nigdy nie nadejdzie, że nawet zima nigdy nie nadejdzie i już zawsze będę tkwić w jesiennej wielkiej smucie. W ciągu minionych 48 godzin udało mi się tylko jedno. Osobistymi małymi rączkami naprawiłam sobie prąd w mieszkaniu.
A naprawiłam go, bo wcześniej go zepsułam, spaliwszy czajnik.
Nie mówmy może o tym.

Czy mają państwo nawracające sny?
Ja mam.
Kiedyś bardzo często śniły mi się mosty. Codziennie most. Zwykle taki niezbyt budzący zaufanie, chwiejny i dziurawy.
Później równie namiętnie śnił mi się ten sam człowiek i to w sytuacjach wielce niedwuznacznych.
Miewałam też regularnie sny o przeprowadzce – do niesamowitej, ogromnej kamienicy, przywodzącej na myśl wizje przyszłości ze starych komiksów. W tych snach mieszkałam w pięknym apartamencie z tarasem, a na kolacje wpadała rodzina, również ta nieżyjąca. Właściwie to zwłaszcza ona. Trochę bałam się tych snów, choć wizualnie były zniewalające. Któż by chciał przeprowadzić się do miejsca, w którym mógłby wznosić toasty ze zmarłymi…
A teraz, cięgiem od kilku nocy, śni mi się kopiec Kościuszki.
Dodajmy, że ostatni raz byłam tam siedem lat temu, z Felicjanem Dulskim łączy mnie niewiele i nie mam żadnych traum związanych z tym miejscem, choć na łąkach rozciągających się w pobliżu to i owo się robiło za młodu, nie bacząc na pobzykiwanie pszczół i źdźbła trawy kłujące w gołe zaplecze. Ach, i byłam tam na pierwszej krakowskiej randce, późną nocą – bardzo było romantycznie (owszem, odebrało mi rozum aż tak, że pozwoliłam się po ciemku prowadzić w ustronne miejsce). Nie mam pojęcia, czemu nagle mój mózg uznał za stosowne rozgrywać w tej scenografii wszystkie sny po kolei, nieważne, czego dotyczą. Innymi słowy – nocami na kopcu Kościuszki mieszkam, gonię przestępców lub przed nimi uciekam, romansuję i podziwiam widoki zupełnie niepodobne do tych prawdziwych.
Jakoś mi to przypomina „Bliskie spotkania 3. stopnia”. Doprawdy, do szczęścia brak mi jedynie UFO.
Podobno sen o górze wróży sukces. Tym łatwiej osiągnięty, im góra jest mniejsza. Nie posiadam się ze szczęścia, że śni mi się 34-metrowa kopka, a nie, dajmy na to, Aconcagua.

Piszę o snach, bo wieję w popłochu przed kąsającą rzeczywistością. Pomyślałam, że dobrze byłoby zastanowić się nad planami przyszłorocznych wojaży, sprawić sobie jakiś plan, mieć czego się trzymać w okresie burzy i naporu – i od razu wymazałam tę myśl.
Znam ludzi, którzy są wielkimi fanami planowania. Wszystko mają spisane, dołączony grafik, statystyki w excelowych tabelkach. Ja tak nie potrafię. Planowanie u mnie nie działa, lubi mnie wpędzać we frustrację. Mogłabym za to doktoryzować się w dziedzinie spontanu. Przypuszczam, że nie dotarłabym do Japonii, a potem do Gruzji, gdybym to zaplanowała. Ba – wiem, że nie.
Tego też nie planuję. Ale bardzo chcę. Powinnam chyba bliskim podszepnąć koncept sprezentowania mi weekendu we Wrocławiu…

Reklamy

10 thoughts on “Go tell it on the mountain

  1. mam powracające sny, kilka różnych 🙂
    np. jeden o takim fajnym mieście z tramwajami, w którym w realnym świecie nigdy nie byłam i nie wiem nawet, czy istnieje

    • moje sny zawsze w Krakowie siedzą, ale ten Kraków zgoła inaczej wygląda. zwykle jest cały z białego kamienia i wygląda jak Plac Centralny do potęgi, bardzo monumentalny…

  2. mają
    1. biblioteka
    przeglądam pozycje na półkach, a pani mówi mi: przykro mi pani frotko, przeczytała pani już wszystkie książki
    to koszmar

    2. regularnie ktoś do mnie strzela
    w różnych sytuacjach
    nigdy się nie boję
    to sensacja

    3. latam
    uczucie nie do opisania
    wzbijam się w powietrze i latam nad miastem, nad łąkami,
    latam samolotem
    latam balonem
    latam własnymi rękami

    4. od dwóch w każdym śnie pojawia się jeden chłopak
    w każdym
    nieważne czy to popołudniowa drzemka, pijackie odsypianie imprezy czy zwykła noc
    on się wciąż śni
    i to jest z jednej strony dramat

    chłopak co sen
    biblioteka od czasu do czasu
    latanie i winda oraz strzelanie kilka razy w miesiącu

    • latania zazdroszczę. nie śniło mi się nigdy. może dlatego mam na nie takie parcie na jawie 🙂
      ale żeby co sen ktoś się śnił? rany! a masz z nim później za dnia styczność? bo to takie dziwne uczucie zawsze…

      • zabrakło mi tam wyżej słówka
        od dwóch lat
        w pełni świadoma swoich słów to piszę
        w każdym śnie
        tak, mam z nim styczność za dnia
        niewyobrażalne uczucie
        ja twierdzę, że to już lekko nienormalne
        😉

  3. Latanie Freud bardzo jednoznacznie tłumaczy ;] Niestety mnie też się nie śni. W ogóle mam sny nieliczne, może na szczęście, bo zwykle jak je miewam, to nie są fajne i cieszę się wielce, że nie wracają.
    Co do planów natomiast to, nienauczona doświadczeniem ostatniego roku, który to wszystkie, ale to absolutnie wszystkie uprzednio poczynione projekty kazał mi zmienić, lubię snuć idee umieszczone w bliższej lub dalszej przyszłości. Szczególnie idee podróżnicze, które przybrały raczej formę wodzenia kursorem po google maps niż palcem po mapie. Namiętnie też odwiedzam pewną stronę, która mi mówi, gdzie ludzie sobie tanio latają, jak mają na to pieniądze i czas. Chociaż chyba mi się czasem planowanie z marzeniem miesza. Jakieś zboczenie takie ^^

    • poszłam do wujka googla sprawdzić co miał Freud do powiedzenia
      i aż się zaśmiałam
      no no no
      muszę przeanalizować swoje życie 😉

    • ciekawam, co Freud powiedziałby o snach erotycznych z braćmi obecnych obiektów westchnień w roli głównej… 😉 może dobrze, że zawsze byłam podejrzliwa wobec jego teorii.

      • Ja w ostatnim czasie wolę nawet nie pytać, co by powiedział, bo osoby występujące w moich snach są tam cokolwiek niemile widziane ;]

  4. Ja się na moje szczęście nauczyłem nie pamiętać snów. Lżej od raz człowieki jest na duszy. Ale wiem, że swego czasu (w podstawówce i liceum) często we śnie biegałem, to najgorszy sen, bo masz wrażenie, że nie pokonujesz praktycznie żadnego odcinka drogi i coś/ktoś zawsze Cię dogoni, albo żeby się odstresować od wnerwiającej mnie zabawy lub ludzi unosiłem się ponad ziemię – jak Adaś w Akademii Pana Kleksa, ale nie aż tak wysoko – i to, pamiętam, było zawsze najmilszym snem, do którego chciałem wracać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s