Your body is a wonderland

Kiedyś byłam dzielna, że aż strach. A teraz – parę dni przymusowo nikłego kontaktu robi ze mnie beznadziejną galaretę, gapiącą się smętnie w okno i wzdychającą co trzy minuty. Tęsknię. Ciało mi tęskni. O ile łeb można czymś zająć z lepszym lub gorszym skutkiem, o tyle lędźwie nie dają się zwieść. One chcą i już. Chcą zaraz.
Zda mi się, że cielesne zgranie uzależnia najbardziej ze wszystkiego. Gdy jedne i drugie ramiona, szyje, biodra, uda i stopy dogadują się jakimś przedziwnym językiem, nie całkiem świadomym, dopasowują się, przyklejają do siebie, jakby od zawsze dobrze się znały, jakby miały wspólne połączenia nerwowe – nie chce się robić niczego innego, a już na pewno z nikim innym. Niby to tylko czynność, męcząca i niezbyt estetyczna, niby tylko zaspokajanie naturalnej potrzeby, a jednak nabiera, bardzo państwa przepraszam za egzaltowany słownik, mistycznego wymiaru. To jedyny człowiek, którego nie umiem nie dotykać – natychmiast wyciągają mi się do niego ręce, nie potrafię grzecznie siedzieć obok. Ja, rasowa niedotykalska, kleiłam się od pierwszego ‚cześć’. I gdy trzeba przez jakiś czas osobno pobyć, łatwiej uspokoić myśli niż jakoś uciszyć, zagłuszyć, odsunąć od siebie ten głód, pospolity fizyczny dyskomfort.

Toteż zajmuję sobie wytrwale czas. Jutro na ten przykład idę do teatru na wesołe przedstawienie. Sama w to nie wierzę jako wielka miłośniczka spektakli, po których czuję się, jakby ktoś mną podłogę wytarł – ale gwoli ścisłości, nie jest tak, że ja tylko poważam serbski dramat, Krystiana Lupę, Sarah Kane i sześciogodzinne wiwisekcje; na takim Testosteronie rżałam aż miło, ale rżenie nie dotyczy wersji filmowej, przy której sen mnie morzył. W sobotę planuję wreszcie obejrzeć Za-Mieszkanie. Ugotuję sobie coś dobrego, poukładam bieliznę, dokończę parę niedoczytanych książek, byle do przodu, byle jakoś dociągnąć do godziny zero.

A że życie nie znosi próżni, obudził się wielbiciel.
– Ten dekolt to dla mnie?
Jasne. Dream on, jak śpiewał Aerosmith.
Technika zimnej ryby nie działa, a bardziej obojętna (żeby nie rzec – obcesowa) być już nie mogę. Bliska jestem wejścia na ścieżkę zareklamowania się jako osoba odmiennej orientacji, choć doświadczenia w temacie mam raczej skromne. Obawiam się jednak, że i taki sygnał nie spłoszyłby tego akurat zalotnika. On wszystko bierze za dobrą monetę. Kiedyś wyobraził sobie, że marzę o płomiennym romansie z nim i trwa w tej wierze.

Reklamy

10 thoughts on “Your body is a wonderland

  1. Pewnaś Ty, że to cielesne zgranie, a może… (cholera, nie mogę, bo się narażę, a jałowa filozofia jest pozbawiona wartości dodanej; w razie czego mejla wyślę ;))

    • tak. ale nie tylko. to też sprawa jednakowych, nazwijmy to, zainteresowań 😉 oraz talent i – cóż, czy mi się to podoba, czy nie – lata praktyki…
      no i jeszcze jeden drobiazg, który wszystko zmienia z pospolitego w niepospolite, ale to już inna historia.

  2. o wpływie feromonów na ludzi różne są teorie, więc zachowuję dystans. na pewno nikt mi tak mocno nie pachnie, ale też nikogo z tak bliska nie obwąchuję 😉 poza tym na przykład zgranie w czynności pokrewnej, czyli w tańcu, z kwestią feromonów nie ma nic wspólnego. a tańczy nam się też znakomicie, co o tyle niebagatelne, że zwykle walczę o prowadzenie… tylko dwóm mężczyznom udało się to u mnie wyłączyć.

    • O tańcach to ja z Tobą rozmawiać nie będę, bo jak się wygnę tak zostanę, ale taki c-walk np. w domu pouprawiam, kiedy nie patrzy nikt 😀 Taka tam wariacja na temat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s