Blog in the fog

Mojego miasta dziś nie ma.
Znikło pod mgłą. Lotnisko zamknięte, ulice puste. Przejeżdżając przez most, zamiast świateł na drugim brzegu i migoczącej w dole wody widzę ciemność tak gęstą, że prawie da się ją złapać. Dachy, okna i szyldy, które mijam codziennie, jakby ktoś wymazał z obrazka.
Wciskam słuchawki (volume up do końca skali) w uszy i przez otchłań – na pamięć – wędruję do domu.
Krakowski spleen co się zowie.

Państwo wiedzą, że ubóstwiam góry. W górach oddycham, restartuję wyżyłowany mózg, czyszczę sobie myśli, szukam odpowiedzi na gryzące mnie pytania, a czasami po prostu idę przed siebie. Pcha mnie w nie potrzeba, którą nie do końca rozumiem. Wielu ludzi chodzi w góry się modlić, rachować ze sobą, Bogiem, światem. W górach jest się bardzo tu i teraz. I jest się wolnym od wszystkiego, co dręczy w codziennym miejskim życiu, od tłoku, biurowego chaosu, mięśni napiętych do bólu z nerwów, przełykanych łez, lęków przed jutrem, awanturujących się po nocy sąsiadów i poszczekujących w radiu polityków. Tak przynajmniej być powinno.
A tutaj proszę, wyznawcy hasła ‚Ziemia dla ziemniaków’ chcieliby sobie obozy w Dolinie Chochołowskiej organizować.
Wiem, że tatrzańskie doliny wiele już widziały, od jesiennych rykowisk po czarne msze, ale mimo wszystko potworny mój niesmak budzi sama idea. Niesmak i sprzeciw. Czuję, że to się nie godzi, nie można.

Skoro już o górach mowa – jeśliby państwo rozważali lekturę tej książki, to lepiej zainwestować w felietony Malczewskiego (nadal zdumiewająco aktualne, a przy tym pysznie napisane), a jeszcze lepiej w legendarną i arcyciekawą serię tatrzańską, którą można na aukcjach za całkiem przyzwoitą cenę znaleźć. A jeśli państwo czytali drugie i trzecie, i do tego często pod Tatrami bywają, to lekturę tym bardziej należy sobie odpuścić, bo skończy się wertowaniem kartek i mruczeniem: wiem… wiem… to też wiem… I do tego jakieś to pobieżne, powierzchowne, takie ślizganie się po tematach – szkoda, bo niektóre są intrygujące. Oczywiście miło, że ktoś podjął się wyzwania odpaskudzenia tego miasta, jestem za. Jestem też pewna, że kogoś te opowiastki zainteresują i bardzo dobrze, ale nie powinien liczyć, że po przeczytaniu będzie mógł zabłysnąć w rozmowie z kolegą skitourowcem, miłośnikiem Witkacego lub amatorem schroniskowych szarlotek.

Czytam dzisiejsze wiadomości i sierść na grzbiecie mi się jeży. Mam bilet do Tel Awiwu na koniec lutego, bardzo chcę go wykorzystać, nie chcę za to świrować ze strachu na miejscu ani też zaczynać piątku od wysłuchania informacji o tym, ile dzieciaków zginęło w ataku rakietowym. I po co komu te wojny, po co.
Po хуй, nie?

Advertisements

7 thoughts on “Blog in the fog

  1. Nigdy się nie nauczyłem słuchać nut przez słuchawki. W ruchu nie potrafię się wyizolować od otoczenia, mam wrażenie, że trochę jestem poza, jakoś tak nieswojo, a w domu znów muzyka nie osacza, tylko gra gdzieś płytko i od środka, zamiast dookoła.

    Ale mgłę też lubię 🙂

  2. nie martw sie na razie sytuacja w Izraelu. koniec lutego to szmat czasu, a tam eskalacje napiecia sa gwaltowne, ale raczej krotkotrwale. pare lat temu tez mialam bilet kupiony i wyjazd wypadl akurat w trakcie trwania „Plynnego olowiu”. znajomi mieszkajacy w TA mowili „przyjezdzaj, my i tak zawsze jestesmy w stanie wojny”. i faktycznir, zycie w I. toczylo sie po prostu. ludzie bawili sie, ulice byly gwarne, tylko turystow bylo mniej, jedyny dyskomfort, jaki sie wtedy ma, to swiadomosc, ze gdzies blisko zle sie dzieje, ale w koncu swiata nie zbawimy.

    • Na ruskom jazykie nada skazac ,,,”na” huj tiebia,,,

      Jesli zas chodzi o muzyke to nie powinno sie jej sluchac.przez sluchawki.
      Przez sluchawki powinno sie sluchac tylko mowy,(audiobooks,wiadomosci itp).
      Dlaczego,,,???
      Poniewarz w sluchawkach nie jestes w stanie uslyszec tego co inzynierowie
      dzwieku pocac sie i tracac czas miesiacami, umiescili.
      To jest mniej wiecej tak jakby 24 letnia szkocka lub cognac
      zalala pepsi i wypila drinka.
      Poniewaz mam naprawde bardzo dobry sprzet i nawet ostatnio
      przezucilem sie na wzmacniacze lampowe,nowa generacje kolumn
      elektrostatycznych plyty vinilowe, nie raz nie dwa lapie sie na tym
      ze wlasciwie nie znalem wielu utwrow pomimo ze slyszalem
      je wielokrotnie.
      To samo odczucie ma wielu ludzi ktorym udalo sie posluchac u mnie muzyki.
      Wielu zadaje pytanie czy to nowe wersje,,(remake).
      Tymczasem to tylko na nowo wydane plyty vinilowe na vinilu nowej generacji 180g.
      Glosniki Martin Logan wzmacniacze lampowe Yaqin,igla Grado,adapter Thorens,
      no i pokuj ok 80 m/kw.
      Czego tobie / wam zycze,,,

  3. kiedy słyszę o wybuchającej gdzieś wojnie automatycznie myślę o małych dzieciach gdzieś tam, w tamtych groźnych okolicznościach przyrody. koszmar.

    • no właśnie.
      parę miesięcy temu czytałam w GW o korespondentce CNN w Syrii, która pokazała umieranie dwuletniego chłopca, rannego w ataku bombowym. przez parę godzin nie mogłam się z tego otrząsnąć. najgorsze, że taka świadomość niewiele zmienia, świat, obejrzawszy takie sceny, nie idzie po rozum do głowy.
      (a korespondentka owa, Marie Colvin, zginęła dzień później).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s