Sit back, relax and enjoy the flight

Całkiem nieźle trzyma się w moim życiu cudaczna tradycja kładzenia się spać tylko po to, żeby po godzinie wstać i pojechać spać gdzieś indziej.
Tak, można by organizować to znacznie prościej i zapewne dla obu stron wygodniej.
Ale tak jest zabawniej. A nasz dwuosobowy kolektyw niezmiennie woli, żeby było zabawnie niż przewidywalnie. To i mnożymy sobie pierwsze randki z dzieciacką radością.

Przeczytałam ten wywiad i zachodzę w głowę, jakie właściwie mam zdanie w temacie.
No bo tak – z jednej strony podróżować uwielbiam, polować na bilety również, a kliknięcie ‚rezerwuj’ budzi we mnie euforię podobną do tej, jaka rodzi się przy okazji wzmiankowanych pierwszych randek. Z drugiej strony – polowanie dla samego polowania, dla spędzenia gdzieś raptem chwili wydaje mi się troszeczkę, bardzo przepraszam, stratą czasu. Z trzeciej strony jestem święcie przekonana, że lepiej pojechać dokądś na krótko, niż wcale nie ruszać się z domu. Z czwartej strony podróżowanie w tak zawrotnym tempie nie ma dla mnie szczególnego sensu, jeśli człowiek nie musi tego robić. Bardzo lubię latać, ale znaczną częścią składową uczucia, jakie do unoszącego mnie samolotu żywię jest świadomość, że gdzieś tam czeka na mnie wygodne łóżko, gorący prysznic, może drink na mieście, a gdy się wyśpię, to może pójdę do muzeum, a może kupię na bazarze lokalne rarytasy i będę się opalać w parku.
Niby byłabym gotowa polecieć do Japonii na bardzo, bardzo krótko, ale na siedem godzin – za żadne skarby świata. Na Boga, z Włoch to czternaście godzin lotu. Wiem, bo mam to za sobą. Gdyby tego samego dnia ktoś kazał mi wracać do Europy, błagałabym go z płaczem i na kolanach, żeby nie wsadzał mnie nazad do tej puszki. Po cóż tak bezlitośnie żyłować organizm? Bo bilet był tani? Może i tej Japonii odrobinkę człowiek liźnie, ale w moim odczuciu nie różni się to zbytnio od ‚liźnięcia’ – powiedzmy – Mińska Mazowieckiego, gdy pociąg, którym akurat jedziemy, zatrzymuje się na peronie w Mińsku na całe popołudnie, bo lokomotywa się zepsuła. I gapimy się na ten Mińsk przez szybę, może nawet biegniemy do dworcowego kiosku po krzyżówkę, ale tyle z naszego bycia w Mińsku. Mazowieckim zresztą.
Z piątej strony – to nie moja sprawa. Ludzie miewają przedziwne hobby i powinni robić to, co sprawia im radość, mając jednocześnie w głębokim poważaniu mniej lub bardziej serdeczne uwagi pozostałych. Ze strony szóstej – ech, nie wiem, czy jednak nie lepiej dołożyć trochę grosza i rzeczywiście spędzić gdzieś czas bez pośpiechu, zamiast zaliczać, godzina tu, godzina tam, byle taniej, byle więcej za mniej.
Poznałam kiedyś – na lotnisku, jak na ironię – chłopaka, który wyznawał zbliżoną filozofię. Latał bardzo dużo, kimał gdzie popadło. Jego opowieści brzmiały mniej więcej tak:
– Jak ostatnio byłem w Szwecji, a może to była Dania, to w jednym mieście… Czekaj, może to było w Holandii. Mniejsza, w każdym razie na północy, w takim jednym mieście byłem i tam właśnie zrobiłem to zdjęcie. Fajne, co?
– Fajne. A co to za budynek?
– A, w sumie nie wiem. To chyba jednak była Szwecja, tak.
Nie pamiętał, gdzie był. Zresztą może to w ogóle nie było dla niego ważne? Latał, ciągle był w ruchu. Bardzo dobrze tę potrzebę rozumiem, ale taka ogolona z wszystkich smaków i wrażeń, sprowadzona do bujania się na wysokości przelotowej dużo mniej mi się podoba.
Z siódmej strony – niech sobie bezpiecznie śmigają.
(I niech im New Order przygrywa).

Reklamy

15 thoughts on “Sit back, relax and enjoy the flight

  1. Hesu, 14 godzin, ja błogosławiłam nasz podział podróży na 3 przeloty, a i tak po 6 godzinach dostawałam klaustrofobii i wykasływałam sobie płuca od tej przeklętej klimy, matkobosko. No ale jeden lubi ciastka, a drugi jak mu nogi śmierdzą, czy jakoś tak.

    • 14. jak widać po mnie, da się przeżyć, ale wbicie dwóch takich lotów w jedną rozciągniętą zmianami czasu dobę jest dla mnie szaleństwem. rozumiem frajdę z ustrzeliwania tanich biletów, rozumiem podekscytowanie podróżą, ale czymś zgoła innym jest pofrunięcie sobie za parę złotych na jeden dzień do strefy Schengen, gdzie niedługo po wylądowaniu możesz wciągać spaghetti na Piazza Navona, a czymś innym Japonia. Narita to nie Balice, godzinę się z tego wychodzi, drugą godzinę do miasta jedzie, człowiek otępiały po podróży… szkoda zdrowia, tego chyba przede wszystkim, na tak krótki pobyt tak daleko. no i Japonia sama w sobie stanowczo nie zasługuje na takie traktowanie 🙂

  2. Też to czytałam w okolicach południowej kawy i też bardzo miałam mieszane uczucia. To znaczy oni niech sobie robią co chcą, ale ja bym się na to nie pisała. Przez 8 godzin szukają biletu, żeby spędzić 7 godzin w kraju na drugim końcu świata? Przecież dojazd z lotniska do centrum pochłania zwykle koło godziny, a potem jeszcze przed odlotem muszą być wcześniej, żeby się odprawić. Ciekawa jestem, ile rzeczywiście tego czasu im zostanie.
    Poza tym z takich historii później powstają poważne historie o ludziach, którzy przed 40. byli w 30 krajach (numerki zmyślam, artykuł czytałam, historia była podobna). Tylko że ja po prawie 2 tygodniach dajmy na to w Norwegii mam poczucie, że jej nie znam zupełnie, a ktoś po 2 godzinach przejazdem w Wiedniu chwali się, że zna Austrię na wylot.
    O, frustracje małego, ambitnego podróżniczka.

    • mało czasu im zostanie, mało. moim zdaniem pomysł naprawdę słaby.
      a sprawa tego, jak długo gdzieś się było, to już zupełnie inny temat – powiedziałabym, że to bardziej kwestia poziomu zanurzenia niż czasu w lokalnej wodzie spędzonego. można gdzieś siedzieć cały kwartał i nie zauważać nic poza tym, co napisano w przewodniku, a można w trzy dni zebrać mnóstwo wyjątkowych doświadczeń.

      • Nie no, jasne, że można. Ale myślę, że i tak czym innym są wyjątkowe doświadczenia, a czym innym poznanie jakiejś kultury, kraju, ludzi, obyczajów.

        • oczywiście. acz to poznawanie siłą rzeczy jest trudne i dość powierzchowne, biorąc pod uwagę fakt, że większość z nas ma raptem 26 dni urlopu i chce w tym czasie zobaczyć jak najwięcej.

  3. Adrenalinę ponoszą poszukiwania tanich lotów, kliknięcie „kup” i okrzyk „mam, za 28 zł w dwie strony!”. Potem podróż i te kilka godzin (albo i nie) gdzieś tam, to tylko kolejny krzyżyk na mapie, zaliczone miejsce nie ważne jak. Taka trochę długa dobra gra wstępna zakończona kiepskim seksem z osobą, której imienia nie pamiętasz.
    Ale skoro tak lubią 😉

  4. A kij z tam celem, bardziej się człowiek jara samym byciem w drodze. Za maleństwa to człowiekowi to rybka, szedł spać i wstawał przed budzikiem, a jak sam jest sobie sterem i szoferem, to na samą myśl o podróżowaniu zasnąć nie może, jak na złość :>

    • ojeny, bycie w drodze jest fajne teoretycznie oraz przez pierwszą godzinę, w trzeciej godzinie zamknięcia w tej cholernej puszce mam ochotę błagać stewardesę „ZASTRZEL MNIE”. Trochę inaczej w pociągu, to jeszcze znoszę. Ale pociągiem w 14 godzin do Japonii się nie da.

      • W zasadzie to ja myślałem o samochodzie tylko, bo samolot to teoretycznie żadna przyejmność (dla mnie) – zero widoków, nie czuć prędkości, w bezruchu wszystko takie. Już bliższa byłaby moim fiksacjom ciuchcia, ale niekoniecznie TGV, bo to takie przyziemny samolot. Ale już autokar to zło, zwłaszcza te miejsce na samym środku w ostatnie rzędzie :p

        psst
        And now sit back, relax and enj… don’t be afraid: http://youtube.com/watch?v=HoJveRDptDs

  5. a ja tam lubię samo latanie, gdyby nie wzrost byłabym stewardessą 😉 I na taką eskapadę sama bym się pisała dla samego faktu przelecenia się. Pamiętam t e akcję z kupowaniem biletów do Japonii, i gdyby nie to, ze właśnie Bangkok kupiłam to sama bym do Japonii poleciała się przelecieć właśnie. Co kto lubi 🙂 Jak dla mnie lepiej nawet na 2-3 godziny na koniec świata, cóż nosi mnie 🙂

    • ja stanowczo nie. nie na tak mało czasu – w moim odczuciu to marnowanie energii i zdrowia, mimo że latać bardzo lubię, a jeszcze bardziej lubię spontany. w tym akurat przypadku liczba minusów przewyższa dla mnie listę plusów.

      • nie no, praca w Ryanie to jak w supermarkecie, do trochę lepszy linii aspirowałabym 😉 Może i racja, ta Japonia to trochę wariactwo, ale jak ktoś lubi 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s