Fabulous freak of nature

Rankiem siedzi przycupnięta na brzegu łóżka w nadziei, że dostanie śniadanie, a dostaje komunikat – śpieszę się, wyjdź. Nie odwiozę cię, nie mam po drodze. Nie, tamtędy też mi nie po drodze. W ogóle mi nie po drodze, zamów sobie taksówkę.
Wracając do domu – jeśli zostało coś w portmonetce, to taryfą, jeśli nie, to pieszo przez pół miasta – obiecuje sobie solennie, że to już ostatni raz. Już nie będzie flirtować z każdym napotkanym testosteronem, już nie będzie po godzinie ocierać się o niego, a po dwóch ciągnąć do łóżka z nadzieją, że ten wreszcie weźmie od niej numer telefonu, że zadzwoni jeszcze kiedyś. A przynajmniej – że będzie ją pamiętał, gdy spotkają się następnym razem. W windzie nie wbije niewidzącego wzroku w lustro. W barze nie przytuli ostentacyjnie innej dziewczyny. W centrum handlowym nie zainteresuje się gwałtownie mijaną akurat wystawą.
Przez parę dni wytrzyma. Później znowu pójdzie szukać czyjejś akceptacji w ostatnim miejscu, gdzie można ją znaleźć. Znów się uśmiechnie, że przecież niczego nie chce, fajna z niej dziewczyna i wyluzowana taka, weź ją do domu na parę godzin pozostałych do rana, niczego nie chce, nie będziesz musiał się starać, tylko ją weź, żeby nie musiała znów sama spać.
Przyglądam się jej z boku, jej opuchniętym powiekom pod mocnym makijażem i czuję zimny dreszcz. Jakby duchy przeszłości dyszały mi w kark. Domyślam się, że to, co tak mnie w niej irytowało, to podobieństwo.
Ciągle popełniamy te same błędy, ciągle. Pamięć o obolałym tyłku nie przenosi się z pokolenia na pokolenie, nie mądrzejemy dzięki udrękom starszych sióstr, zasłyszane historie to zbyt mało, by zachować ostrożność. Może to i dobrze. Może każdy musi sam w swoim bagnie się wytarzać.

Doprawdy – są dni, gdy żałuję, że nie palę. Mogę tylko z paskudną dość, gorzką ulgą ucieszyć się, że pewne historie już mnie nie dotyczą.

Radio świtem naściemniało, że na południu wieczorem przelotnie poprószy. Dreptałam do domu z myślą, że autora tej prognozy chętnie przegnałabym w samych skarpetkach po tym, co jego zdaniem prószyło, a moim – prało w pysk. A że w paczuszce niosłam Werk, którym odpędzać zaraz będę smutki, i jeszcze parę innych płyt (i osiem książek), to nie miałam jak pingli przetrzeć i mi zasypało. Ale teraz, w cieple domu, przyglądam się wirującym płatkom, słucham faceta, za którym przepadam – trochę mniej go lubię za to, że mi czasem tusz popisowo rozmazuje – zapalam świece, piszę do kogoś, śpiewam pod nosem i tęsknota do papierosa coraz bledsza.

Reklamy

2 thoughts on “Fabulous freak of nature

  1. smutne. Mnie tez sie zdarzalo pompowac czyjes ego, szukajac i chcac za bardzo. Jka to dobrze juz miec ten dystans:)

  2. że z pokolenia na pokolenie o cudzym bolącym tyłku nie pamiętamy to pół biedy. gorzej, że mamy cudowną zdolność zapominania powodów, dla których nasz własny bolał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s