It is a tale told by an idiot, full of sound and fury

Moim zdaniem przerwa w sezonie kulturalnym powinna następować nie latem, gdy człowiekowi raczej chce się wychodzić z domu, ale zimą, kiedy powietrze zamraża oddech. Tymczasem grudzień jest wyjątkowo bogaty we wrażenia i wygrzebuję się spod ciepłej pierzyny, by nad kolejnym kubkiem parzącej w usta herbaty rozmyślać, co też dziś na siebie włożę. Uprawiam bowiem teatralny bieg maratoński ze względu na Boską Komedię. Nasiąkam teatrem, co wieczór wychodzę z domu poddawać się wiwisekcji, rozgrzebywać w sobie emocje, gryźć palce w ciemnościach, czuć, jak trzewia mi drżą od niskich dźwięków, uciekać myślami gdzieś daleko albo spoglądać dyskretnie na zegarek, bo różnie bywa. Osobne przedstawienia toczą się w foyer. Podsłuchuję rozmowy, westchnienia, że Kraków już nie jest takim Krakowem, jak był kiedyś, szeptane zjadliwe recenzje, ploteczki, wdzięczne literackie żarty, cmoknięcia w upudrowane policzki, nazwiska wymawiane z nabożną czcią. Wszyscy są piękni, niektórzy bardzo znani, pachną niszowymi perfumami. To świat tak inny od tego, w którym przebywam na co dzień, że nie mogę powstrzymać się od patrzenia i słuchania z dziecięcą prawie fascynacją. A jednak istnieje życie poza szklanymi drzwiami i rzędami ciekłokrystalicznych monitorów.
W efekcie tak gwałtownego zanurzenia teatr śni mi się po nocach, śnią mi się przedstawienia, w których biorę udział (choć w rzeczywistości wszelkie interakcje na linii aktor-ja paraliżują mnie, nie znoszę gier i zabaw z publicznością, wbijam wzrok w kolana), dodajmy, że w scenach erotycznych. Biorę w nich udział z wielkim zapałem i bez wstydu. Aż strach wertować senniki.
Dziś Opowieści afrykańskie. Ponad pięć godzin. Ciekawam, z jakich snów jutro się obudzę.

Teatr pozostaje w pierwszej trójce moich największych miłości, obok gór i samolotów unoszących mnie w świat. Przepadam za nim, choć często przez niego czuję się źle, wytrącona z bezpiecznej równowagi, samotna, zmęczona. To dość masochistyczne zamiłowanie.

Chodzi za mną zakup jakiegoś biletu, dawno tego nie robiłam. Powstrzymuje mnie jedynie ogołocone konto. Dokąd ten bilet – nie wiem, mam trzy jednakowo interesujące pomysły, każdy to inny zakątek świata. Zgodnie z daną sobie jakiś czas temu obietnicą nie planuję. Jak się trafi coś fajnego, to kupię. Ale najpierw dokończę napisany do połowy tekst o Gruzji, bo strzela mnie brzydkie słowo, że jeszcze nie udało mi się tego zrobić. Niestety gdy tylko pojawia mi się z tyłu głowy uczucie, że coś zrobić muszę, gwałtownie spada mi poziom samozaparcia. Ale naprawdę muszę? A nie mogę jutro? No dobrze, to jeszcze tylko kawę sobie zrobię.

Reklamy

2 thoughts on “It is a tale told by an idiot, full of sound and fury

  1. Łączę się w bólu, mój bosz, czego ja od wczoraj nie robię, żeby się tylko za klepanie o Azji nie zabrać. Co za paskudna przypadłość i jak się to leczy.

    • ja to leczę wstydem przed chłopem i rodziną, którzy dopytują, jak mi idzie – oraz świadomością, że kilkaset złotych piechotą nie chodzi. co nie zmienia faktu, że od rana zdążyłam zrobić pranie, obiadek, zarzucić odżywkę na włosy i maseczkę na twarz, przeczytać to i owo, dopisać swoje dwa grosze w paru dyskusjach – a za godzinę muszę wychodzić, więc… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s