What I’d be without you

– Ależ pani ma długie zęby! – zakrzyknął z podejrzanym zachwytem dentysta, gapiąc się w moje zdjęcie rentgenowskie. – No, muszę powiedzieć, że takich korzeni to jeszcze nie widziałem.
Po namyśle uznałam to za komplement. Oczywiście mógł powiedzieć, że mam długie nogi, ale to wiem, odkąd je mam, a z zębami to jednak coś nowego, nieprawdaż.
Wróciwszy do domu, uśmiechnęłam się kontrolnie do lustra. Zęby jak zęby. Nie przypominam żadnego rżącego zwierzęcia.

Rodzice zadzwonili z pytaniem, czego chciałabym na Gwiazdkę, bo popadają w obłęd, usiłując kupić mi coś, o czym marzę, a czego raczej nie kupiłabym sobie sama. Marzę oczywiście o wielu sprawach, na przykład domek pod miastem bardzo ładnie wpasowuje się w tę kategorię, wiadomo natomiast, że nie o to tu chodzi. Niewdzięcznym jestem prezentobiorcą. Książki kupuję hurtowo, więc już nikt mi ich nie sprawia w przekonaniu, że pewnie i tak mam. Płyty – podobnie. Torebków mam pół szafy, butów w prezencie się nie daje (tak, jestem zabobonna). Może bym chciała porządny plecak w góry, może foremki do babeczek albo butelkę Anas-cetty? Nie.
W gruncie rzeczy nie chcę niczego. Najzupełniej szczerze. Chcę spokojnie spędzić święta z ludźmi, których uwielbiam. To wszystko. Uważam, że już i tak dostałam od nich zbyt dużo.
Z tej samej przyczyny całkowicie obojętne mi jest, czy piękny podczas swego kawałka urlopu zabierze mnie do lśniącego spa, czy do szałasu, nawet wolałabym ten szałas, ba, zamknięcie się w jednym z naszych przepastnych apartamentów w blokach na parę dni ucieszyłoby mnie bardzo. (Spa akurat jest dla nas średnio interesujące – chyba że trzeba by w drodze doń przebrnąć przez jakieś błota albo wdrapać się na zaśnieżoną przełęcz – więc i tak nie obstawiam). Wszystkie te świecidełka, atrakcje i dowody głębokiego afektu przestają mieć dla mnie znaczenie. Coraz ważniejszy za to staje się czas. Może dlatego, że przez ostatni rok wyszarpywałam go – uczyłam się, że w dwudziestu czterech godzinach doby można zmieścić bardzo dużo, czasami stanąć trzeba na rzęsach, zarwać noc lub zapomnieć, gdzie się mieszka, żeby spędzić z kimś chwilę, ale warto, warto najbardziej ze wszystkiego. Uczyłam się też, że ten właśnie nieszczęsny czas, ta uparta wskazówka sekundnika sunąca bezwzględnie do przodu na moim zegarku, jest w sumie najlepszym, co ja komuś mogę dać. Mój czas. Od pewnego czasu staram się nie odwoływać spotkań. Nie zawsze się udaje, ale bardzo się staram.
Jeśli ktoś z państwa uznał w tym momencie, że autorka zmienia się w sentymentalną starą żopę – nie zaprzeczam.
Układam sobie w myślach podsumowanie mijającego roku, rzeczowo jakoś próbuję podejść do tematu, ograniczyć się do istotnie ważnych spraw, byłam, widziałam, zrobiłam, w ten deseń – ale moja pamięć uważa inaczej i ciągle podsuwa mi te same obrazki. Twarz mojego ojca na lotnisku, gdy wracałam z końca świata – na ten widok wrzuciłam szósty bieg i nie bacząc na upiorne zmęczenie i ciężką walizę ciągniętą za sobą, ruszyłam naprzód. Trochę wyszło jak w Love Actually, bo co tam dalekie kraje, tata po mnie przyjechał! Widzę moich przyjaciół rozkładających mi na podłodze mapy Gruzji i rysujących plan mojej podróży, szepcząc mi przy tym kaukaskie sekrety i dolewając wina. Przyjaciółkę pozującą mi do zdjęć na zalanych deszczem Plantach. Pana i władcę tańczącego ze mną w środku nocy.
Wygląda na to, że wszystkie prezenty gwiazdkowe już dawno rozpakowałam.

Advertisements

5 thoughts on “What I’d be without you

  1. trafilas mi z tym komentarzem

    zapytalam ostatnio:

    co jej dales na urodziny?
    -kwiaty i czekoladki
    -aa jakie czekoladki?
    -czemu pytasz?
    -bo ja kiedys kupilam swojemu dwukilogramowy blok czekolady, takie recznie robionej, bo zawsze jak przyjezdal Pan Czekolada na ryneczek, to kupowalam sobie tabliczke, a On mi wyzeral, to na gwiazdke dostal dwukilogramowa cegle czekolady, nie mogl uwierzyc, zarl ta czekolade przez pare miesiecy
    -a nie, ja takie zwykle pudelko

    i tak sobie pomyslalam po raz kolejny, ze ja bym tak nie chciala, ze moze tej konkretnej to wystarcza, ze skajp i fejsbunio, ze oh ah lovelove, ze spotykamy sie na urlopik tu i tam a ukochany zarzuci megapompatycznym tekstem z dalajlamiczna suestia, ale dla mnie kwiecie czy czekolada to codziennosc, megapompatyczne teksty mnie nie kreca a raczej wrecz przeciwnie, a CZAS wlasnie ten niesamowity wyjatkowy czas DLA MNIE ma zanczenie
    i ze codziennosc zwyczajna tez-umagiczniona, bo jesli nie, to nuda, i ja wychodze

    tak, sie ma standarty, to sie jest singleronem :p
    😉

    ale prezenty UWIELBIAM, racji tego, ze u mnie z kasa CHUJOWO od zawsze
    uwielbiam piekne wloczki, i ksiazki, i perfumy-kocham perfumy (slodkie musza byc, moga byc wrecz ciezkie, zadne hugobossy), i swiece pachnace, i muzyke (specyficzna), i skorzane piekne rzeczy, i bizuterie-bo sama na pewno sobie raczej nie kupie, i vouchery na masaz, na warsztaty, na tai-chi, na fryzjera…

    nie odmawiam prezentow i sama jesli tylko moge-sprawiam, bo to taka radocha -dawac i dostawac 😀

    • kwiaty i czekoladki to jest dla mnie taki trochę prezent dla sekretarki albo widywanej raz w roku ciotki.
      codzienność natomiast – taka zwykła, może i nawet nudna – jest dla mnie wielkim odkryciem tego roku. boleję tylko, że nie mam tego więcej, ale da się przeżyć.

      • codziennosc…wszystko zalezy…moja Mu zawsze mowi, ze tylko nudni ludzie sie nudza, ja dodaje, ze nie nudni bywaja nudzeni przez nudnych
        lubie codziennosc, nie lubie „taking for granted” a kwiaty, czekoladki, karteluszki, pierdolki fajne to dla mnie CODZIENNE prezenty, cos co sie robi bez okazji, jak jest okazja, to prezent musi byc wyjatkowy-najlepiej zrobic cos razem fajnego…

  2. „uczyłam się, że w dwudziestu czterech godzinach doby można zmieścić bardzo dużo, czasami stanąć trzeba na rzęsach, zarwać noc lub zapomnieć, gdzie się mieszka, żeby spędzić z kimś chwilę, ale warto, warto najbardziej ze wszystkiego.” – aż przez chwilę zacząłem myśleć, czy nie podać Ci pewnego adresu mailowego, żebyś na niego wysłała ten fragment swojej notki…

    Dobrze ma ten Twój.

  3. Czas jest doskonalym prezentem, czas, milosc, oraz bilet na samolot. Rowniez uwazam, ze w tym roku dostalam tyle prezentow, ze juz (prawie 😉 niczego mi sie trzeba wiecej.
    Rodzinie uprzejmie zakazalam czegokolwiek mi kupowac, tym bardziej ze zbliza sie czterdziecha i juz sobie wyobrazam, ze mogliby zaczac szalec. poprosilam, zeby za te niewydane pieniadze zabrali mnie na kawe albbo wino, bo ja juz wszystko mam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s