Operator, please put me back on the line

Odkładamy telefony nadzwyczaj wcześnie – zwykle opowiada się do pierwszej w nocy, czasami dłużej, powoli osuwa się w sen z słuchawką przyciśniętą do ucha. Ale teraz wielkie zlodowacenie, a świtem trzeba wstać, ratować ludzkość przed upadkiem i prężyć pierś, zachowujemy się zatem wyjątkowo przyzwoicie i odpowiedzialnie.
Szkoda. Nie znoszę tak się zachowywać.

Widzę teraz, jak wyraźnie moje życie podzieliło się na epoki przed i po, choć niby zmieniło się nie tak wiele. Może moje włosy, bo wtedy były ciemne, krótko ostrzyżone, a teraz są blond i mogę już zapleść warkocz. Chwileczkę; może jeszcze to, że wtedy byłam święcie przekonana, że wszystko wiem, wszystko widziałam, wszystko poczułam, w związku z czym mogę moje wypowiedzi oblewać kwaśnym sosikiem przekąsu – niesłusznie, ojjjj, bardzo niesłusznie. Może i to, że wówczas zdarzało mi się błysnąć zachowaniem rasowej neurotyczki, a teraz szkoda mi żołądka. Niby nie tak wiele, a prawie wszystko – i mam wrażenie, że im jestem starsza, tym zmiany we mnie szybsze. Jestem bardzo podejrzliwa wobec opinii, że ludzie się nie zmieniają. Chyba nie chciałabym poznać kogoś, kto dotychczas ani razu nie musiał zweryfikować swoich poglądów, nie zmienił zdania w sprawie ważkiej lub nieważkiej – seksu na pierwszej randce lub polityki społecznej państwa, nie porzucił przyzwyczajeń, nie znudził się zachowaniami, które przez lata uważał za właściwe. Nie różnimy się zbytnio od żywiołów, ciągle przepływamy z jednego stanu w drugi.
I jakoś dopłynęłam do miejsca, w którym jestem dziś. Nie jest to może miejsce szczególnie efektowne. Nie jest również tym, w którym kiedyś myślałam, że będę. Ciągle miewam wątpliwości, ale uczucie przyjemnego spokoju przeważa nad chęcią rwania włosów z głowy, więc – dobra nasza.

Zmieniło się jeszcze to, że przybyły mi dwa siwe włosy, tyleż samo certyfikatów, które ani razu mi się nie przydały, no i moja ogromna niechęć do sportów zimowych znacząco zelżała przez ten czas. Dowodzą tego spodnie narciarskie złożone w kosteczkę obok ręcznika i piżamy. Mimo wszystko boję się, że spadnę z wyciągu albo kończyna ponownie wykręci mi się w kierunku odwrotnym do powszechnie przyjętego. Ale przecież nie pozwolę na to, żeby pospolity cykor ze mną wygrał…
– Baw się dobrze. Ściskam, śpij.
Jeszcze tylko przeciągłe, zalotne ‚paaa’ i ekran telefonu gaśnie. Posłusznie zakopuję się wśród poduszek.
Chciałabym, żeby kiedyś przestał być mi tak potrzebny. Telefon, rzecz jasna.

Reklamy

5 thoughts on “Operator, please put me back on the line

  1. no, bulsit z tym niezmienianiem się. jak tak patrzę na tę panienkę sprzed trzech-czterech lat, tzn siebie, to aż. z drugiej strony, nigdy nie mów nigdy, można się zarzekać, że już nigdy i że już zawsze, a tu bam.

    • a, no bo człowiek niewątpliwie najłatwiej zmienia się w tych obszarach, w których zmienić się wcale nie chce lub mu na tym nie zależy, samo się jakoś dzieje. za to te faktycznie wymagające poprawy są zwykle tymi z cyklu ‚już nigdy…’ – nie będę wysyłać pijanych esemesów, nie zwiążę się z kimś, kto ma nieuporządkowaną przeszłość albo mnie nie kocha, nie wydam pieniędzy na buty przed zapłaceniem rachunku za telefon… tak 🙂 tu gorzej.

  2. ło matko bosko! A wydawalo mie sie, ze przed chwila zaledwie pisalas o swojej nowej chlopiecej fryzurce, a tu juz warkocz plesc mozna… Przerazajace, jak ten czas uciekl!

    • leci 🙂 sama miałam kłopot z przypomnieniem sobie, ile dokładnie czasu minęło. a co dziwniejsze, na razie nie kusi mnie obcinanie włosów, choć dotychczas zaczynały mnie wkurzać, gdy tylko sięgały ramion.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s