Is this the real life, is this just fantasy

Piątek, dwudziesta druga. Zamykam za sobą drzwi. Rzucam torbę na podłogę – mama mawia, że nie wolno, bo pieniądze uciekają – rozplątuję szalik, w butach i kurtce wędruję do lodówki. Świetnie. Wczorajszy obiad i cytryna. Może nie będę odgrzewać. A może najpierw się wykąpię. A może postawię sobie lampkę wina?
Lubię mieć co robić, ale nie aż tak.
Po każdym takim dniu – a przybywa ich niepokojąco – czuję się, jakby mnie kto wywirował w pralce. Coraz trudniej mi odreagować. Zdolność spięcia pośladków i wytrwałego zasuwania od tyczki do tyczki jeszcze mnie ratuje, ale nie wiem, czy wytrzymam jeszcze tydzień, czy rok. Bajerancki automat do kawy to trochę za mało, żebym chciała w tym wszystkim siedzieć.
Kilkunastogodzinne szychty mają ten tylko plus, że uruchamiają w człowieku pokłady absurdalnego poczucia humoru, więc zamiast rwać włosy z głowy, parskamy śmiechem co chwila. Mimo wszystko trudno pozbyć się wrażenia, że życie właśnie przecieka przez palce.
Gdy wznosiło się w Zwisie toasty po obronie pracy magisterskiej, miało się nadzieję na nieco inny bieg wydarzeń.
Obiecuję sobie, że przyrastający w postępie geometrycznym burdel ogarnę jutro, wstanę rano i ogarnę, bo nie mam już siły na nic więcej niż pozbycie się garderoby i siad płaski na kanapie. Lampkę, która miała osłodzić mi życie, z trudem przełykam. Przeglądam Facebooka, a tam ludzie zawzięcie dokumentują każdą wypitą herbatę, relacjonują na żywo urlop – godzina po godzinie, jak na pasku w telewizorze – prezentują fotografie swoich butów i dyskutują zapalczywie o tym, czy zima jeszcze wróci. Skąd oni biorą na to czas?…
Są chwile, gdy chciałabym być ‚przy mężu’, utrzymywać się z jego karty kredytowej i marudzić, że kupił mi nie taki samochód, jak chciałam. Ale wiem, że brak zajęcia szkodzi mi na głowę znacznie bardziej, niż jego nadmiar.

Gaszę światło i po omacku, na pamięć wędruję do łóżka. Zasypiam przy dźwięku kapiącego niemrawo deszczu. Wolałabym słyszeć śmiech pięknego, rozbrajający, trochę dzieciacki. Gdy się śmieje, na chwilę przestaje być wojownikiem, bardzo dorosłym, szorstkim i twardym facetem; wygląda jak chłopiec. Cieszy się całym sobą. Nie potrafię wtedy zachować powagi.
Wysyłam tylko zwięzłą wiadomość i naciągam kołdrę na głowę. Sobotę, jak się okaże, w znacznej części prześpię, odreagowując trudy tygodnia. A gdy już się ocknę, zalegnę w wannie i będę dalej zajmować się intensywnym odpoczywaniem, przy tym sączącym się zza przymkniętych drzwi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s