Work hard play hard

Nad zgliszczami mego życia towarzyskiego usiadłam i zapłakałam.

Po raz tysięczny odwołałam wizytę u lekarza – już mi się nie chce umawiać kolejnej, mam bowiem wrażenie, że to próżny trud. Bardzo chciałam wczoraj zajrzeć na Sarego, na czytanie sztuki, ale nie zajrzałam, bo o 19:15 nie wiedziałam jeszcze, kiedy uda mi się opuścić zakład. Dziś być może uda mi się dotrzeć do teatru, bilet mam w torebce, niemniej w powodzenie planu uwierzę dopiero, gdy usiądę na widowni.
Will z Był sobie chłopiec Hornby’ego dzielił sobie dobę na odcinki, dzięki temu łatwiej było mu zapełnić sobie czas. Ja ostatnio mam odcinki tylko dwa, oba dwunastogodzinne. Byłoby znakomicie, gdyby jednym z tych odcinków był seks, a drugim sen – i istotnie drugim jest sen, ale pierwszym jest prucie sobie żył. Myśl, że za dwa tygodnie będę 2500 kilometrów stąd, wydaje mi się absurdalna. Ba – myśl o nieodległym weekendzie też jakaś dziwna.
Ta zima musi kiedyś minąć.
Nawet notki publikują się same – WordPress pozwala się zaprogramować jak pralka – a ja żyję tak trochę z playbacku, z taśmy, żeby świat nie pomyślał, że już mnie nie ma.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s