Smugą światła, co biegnie do gwiazd

Kontynuując jeszcze wątek z notki poprzedniej – tak, czasami głupio pobolewa, że nie można zaplanować długiego weekendu, ale gdy tylko takie myśli zabierają się za podgryzanie mnie w tyłek, przypominam sobie, co dostaję w zamian. Może gdybym lepiej poszukała, gdybym uparła się na ideał, ale stało się, jak się stało, piorun strzelił i ani mi w głowie oglądanie się za lepszą partią, z którą być może żyłoby się prościej.
Nie chcę prościej.
Chcę z tym łobuzem, przez którego brzuch mnie boli ze śmiechu.

Żeby nie zboczyć w budyń – zachorzałam. Nie jakoś obłożnie, ale wystarczająco, by z czystym sumieniem spędzać nerwowe dni przedświąteczne na kanapie, z książkami, a tych znów kupiłam wczoraj za dużo. Weszłam do księgarni, bo miałam wolny kwadrans przed spotkaniem. Wolny kwadrans to niestety zbyt długo dla kogoś głęboko uzależnionego. Od progu zostałam brutalnie zaatakowana – i chwilę później, nie wiedząc zupełnie, jak to się stało, tkwiłam w ogonku do kasy z sześcioma tomiszczami pod pachą. Z nowym zbiorem reportaży Małgorzaty Szejnert, która jest moim absolutnym wzorem i chcę tak pisać, gdy dorosnę; z Bargielską, z opowieścią o matce i córce w podróży, książką Gerlinde Kaltenbrunner – ależ to wspaniała kobieta, czternaście ośmiotysięczników bez tlenu!, rewelacyjnym Południem Andrzeja Muszyńskiego (to jedna z tych książek, które wertujecie od niechcenia i wsysa na amen, pysznie napisana rzecz) i biografią Dave’a Grohla. Ubóstwiam Foo Fighters, nie zliczę, w ilu rozmaitych okolicznościach ich kawałki mi towarzyszyły. W łóżku i w kuchni, gdy się kochałam, płakałam, pracowałam po nocach, siekałam warzywa, czekałam na telefon i depilowałam łydki. Pochłonęłam książkę w jeden wieczór. Tylko korekta przysnęła i menago Sex Pistols nazywa się Malcolm McClaren. Niejeden raz się tak nazywa.

Jeśli zaś chodzi o matkę i córkę w podróży, to kupiłam jeszcze jeden bilet.
W drugiej połowie roku będę jadła tynk ze ścian i jeździła na gapę, ale chrzanić. Nie ma na co czekać. Trzeba życie łapać.
Prawda?

Reklamy

10 thoughts on “Smugą światła, co biegnie do gwiazd

  1. Tynk ze ścian (?) – profilaktyka przeciw osteropeozie 🙂
    Fajnie, że masz zajoba globtroterskiego… też bym chciał zrealizować mój tajny plan podróży wkoło globu, ale okoliczności obiektywne ( przeszkodą nie jest brak środków) … jeszcze pare lat i może będę jeszcze chcieć.(?)

  2. Włochy… 🙂 MUSZĘ tam polecieć w tym roku! Chociaż na dzień, dwa, no może troszkę dłużej. Dwa lata mnie tam nie było i wychodzi mi, że to stanowczo za długo. Tymczasem też kupiłam kolejny bilet i tym sposobem w maju dwukrotnie odwiedzę fiordy 🙂 A co tam!

  3. WŁaśnie przyczytałem, że 80-cio latek wdrapał się na szczyt Mont Everestu .. spoko, co tam jakieś 5000 dla panienek? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s