In the black of the night I heard ’em shoutin’

Nadzwyczaj często śnią mi się ostatnio wątki kryminalne – porwania, okaleczenia, seryjne morderstwa. Wszystkie bardzo zmyślne, pokrętne, wszystkie krwawe i – strach myśleć, co specjaliści na to – we wszystkich ofiarami są kobiety.
Może powinnam wcześniej chodzić spać albo melisę pijać, sama nie wiem. Dzisiejszy sen, o bandzie wytatuowanych zbójców duszących niewiasty pordzewiałym drutem, naprawdę bardzo mnie zmęczył. Bardzo. Pisk budzika wydał mi się niebywale przyjemny. Jednocześnie żałuję, że nie zapamiętałam szczegółów, niezłe byłoby z tego opowiadanie…

Podobno czasem trzeba zrobić sobie przegląd. Sobie przegląd siebie.
Zajrzeć pod zaśniedziały pancerz, sprawdzić, co nie działa, co się zacięło, co trzeba przedmuchać, co ostrożnie wyczyścić. Zadać sobie kilka pytań i spróbować szczerze odpowiedzieć. Wybaczyć sobie parę błędów, które popełniło się w pijackim widzie, z rozpaczy, z frustracji, niepotrzebne skreślić – zamiast wypominać je sobie w nieskończoność. Masochizm przyjemniejszy jest jednak w wydaniu innym niż to polegające na uporczywym biczowaniu się za grzechy.
Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią przejść do porządku dziennego nad przeszłością – stało się, trudno, trzeba sprzątnąć to, co się wylało i cześć pieśni, nie wracamy do tego. Boleję, ale uwielbiam bić się w piersi, zamiast stanąć przed lustrem i powiedzieć: no dobrze, stara. Spieprzyłaś. Nie rób tego więcej. A teraz uśmiechnij się i nie myśl o tym przez ani minutę dłużej. Czasami przeszłość atakuje mnie bardzo agresywnie. Nie wynaleziono jeszcze pigułki na zapominanie, niestety.
W rozdrapywaniu starych ran niebezpieczne jest to, że człowiek przestaje zwracać uwagę na to, co jest tu i teraz. Szarpie się z duchami, wyrzuca sobie jakieś wpadki, o których nikt poza nim nawet nie wie, zresztą ludzie o tyle gorsze rzeczy robią z podniesionym czołem.
Dość. Czas odpicować tę brykę, odpalić motorek i ruszyć naprzód.

Zaczynam od drobiazgów, od zrobienia porządku wokół siebie – dosłownie. Żadnych tam wielkich obietnic i planów, z których za miesiąc się wykręcę. Mam tylko dwa postanowienia.

(Ach, i tak – lody na Starowiślnej już są).

Reklamy

2 thoughts on “In the black of the night I heard ’em shoutin’

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s