You gotta sleep on your toes

Nie ma mnie. Uciekam, chowam się, kulę, zamykam w sobie, próbuję być niewidoczna. Bo niesłyszalna i tak zwykle jestem.
Pomaga praca – żadna tam ambitna twórczość, ale zwykła, fizyczna praca. Kopanie w ziemi. Gotowanie. Szorowanie podłóg. Coś, na czym mogę – muszę – całkowicie się skupić. Wtedy jest dobrze.
Pomaga też widok Tatr na horyzoncie, gdy rano jadę do pracy. Czasami widać je stąd tak wyraźnie, jakby rozciągały się tuż za miastem. Złudzenie, ale przyjemne.
(Jak wszystkie najważniejsze sprawy w moim życiu).

Po paru dniach izolacji od znanego otoczenia wrócił nieśmiały pomysł na to, by kiedyś taką zmianę wprowadzić na stałe. Lubię tamte okolice, przestrzeń, sosny, koncertujące ptaki. Kierowców autobusów zwalniających, żeby komuś pomachać, kobietę od stóp do głów w jaskrawej panterce palącą papierosa na progu zakładu pogrzebowego, lokalne królowe piękności z oczami obwiedzionymi wściekle niebieską kredką, papierowe firanki w witrynie cukierni, sąsiadów przyglądających się światu z ławeczki, koty maszerujące po płotach. Taka rzeczywistość jest mi coraz bliższa, w odróżnieniu od mojej, szklano-asfaltowej, zakurzonej, wiecznie niewyspanej, wiecznie gdzieś spóźnionej, z przyklejonym do dłoni telefonem.
Lubię też tamten dom, choć wpatruję się z niepokojem w ciemność, gdy śpiący pod moim łóżkiem pies w środku nocy budzi się, unosi głowę i warczy. Nie wiadomo, na co. Na kogo. A że czytam ostatnimi czasy fantastyczne Ciemno, prawie noc, wyobraźnia szaleje. Wspominałam już kiedyś, że wśród tych starych ścian ani chybi krążą duchy.
Odliczam tym samym dni do kolejnego weekendu, żeby znowu zwiać i przez 48 godzin nie wzdychać, jak bardzo wszystko się skomplikowało. Gdy pozwalam sobie na refleksję, zatrważa mnie mój własny brak wiary w to, że jeszcze będzie przepięknie.
Dlatego idę dziś kupić sobie nowe perfumy. A później – cóż, później już wieczór, trochę lepkich snów i poranek, i jakoś potoczy się dalej.

(A linia lotnicza pisze do mnie: Please confirm that you are human. Doprawdy. Jakbym wcześniej nie zdążyła zwątpić we wszystko).

Reklamy

10 thoughts on “You gotta sleep on your toes

    • no, ja właśnie tak mam, że zwykle bardziej podobają mi się męskie wersje zapachów – bo uwielbiam takie drzewne, mchowe (jest takie słowo?), słono-gorzkie nutki. a z drugiej strony lubię czasem spryskać się czymś bardzo słodkim i dusznym.

      z ciekawości sprawdziłam, istnieje słowo ‚mchowe’, nawet taki grzybek jest, goździolepek mchowy… jego pewnie do perfum nie używają 🙂

      • a zapach przed godziną odebrałam z perfumerii i jest obłędny. to właśnie to, czego przez lata szukałam. bardzo… hm, cielesne, słone, jak skóra rozgrzana słońcem. a trochę kadzidlane zarazem. to właściwie w ogóle nie pachnie jak perfumy 🙂 ale na mój gust jest superzmysłowe.

        • ale wcześniej je wąchałaś, przed zamówieniem? czy tak tylko z nut zapachowych trafiłaś? dopytuję, bo ja się z tą firmą w ogóle nie spotkałam (JESZCZE ;P), więc ciekawa jestem, gdzie można popróbować takich pozamainstreamowych zapachów – zanim się wywali na nie konkretny grosz 😉

          a nuty kadzidlane uwielbiam 🙂

          • nie wąchałam, trafiłam. szukałam bardzo konkretnych nut. gdy pierwszy raz o tym zapachu przeczytałam i pomyślałam, że taki właśnie bym chciała, zaczęłam szukać dalej – wszystkie opisy były podobne, więc uznałam, że zaryzykuję, najwyżej będę cierpiała, że źle zainwestowałam premię 😉
            kupowałam tutaj – wysyłają zresztą za parę złotych próbki, a do zakupów dają ich przyjemnie dużo. w sklepie można niuchać do woli, tylko trzeba przyjechać do Krakowa 🙂 choć pewnie w stolicy są podobne placówki.

  1. Jeśli wyraz został raz użyty i zrozumiany, to i jest. Język to żywe stworzenie namnażające się stale. Teoria formalno-słownikowa języka w odwrocie 😉

  2. wow, to gratuluję wczucia. ja tak kiedyś kupiłam Vanille Patchouli (które okazało się ABSOLUTNĄ klapą, choć uwielbiam paczulę w perfumach) i Etro o zapachu kwiatu goździka (który w naturze uwielbiam, ale w zapachu był niestawny).
    teraz bardzo się pilnuję, żeby nie szaleć i nie kupować zapachów li i jedynie po komentarzach na Fragrantice i Wizażu.pl (KWC), ale różnie mi wychodzi 😉
    Z takich udanych strzałów w ciemno trafiłam kiedyś Perles de Lalique, przedziwny, cudny zapach – o ile ktoś lubi kamforę – ja za nią przepadam od dzieciństwa 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s