Czelendż

Radio rano zagrało i powiadam, znieruchomiałam w zachwycie i w łazience, po czym ustami pełnymi miętowej piany wyznałam żarliwie miłość. Przyznam się państwu – przez lata byłam zupełnie odporna na muzykę tego faceta, wzruszałam ramionami. Bardzo mi wstyd.

Uczę się. A właściwie wodzę palcem po diagramach wyglądających jak mapa tokijskiego metra, gapię się w ciężkie bloki tekstu, akapity pełne długich słów, piętrzących się skrótów, z których każdy oznacza coś, bez czego większość ludzkości świetnie się obywa. Obracam w myślach zużyte teksty o wychodzeniu ze strefy komfortu, o tym, że się cofam, gdy nie pracuję nad nieustannym samorozwojem, więc dobrze, popracuję. Wyjdę.
Nie macie wrażenia, że to wychodzenie to jakiś krzyk mody, nowa czerń? Słyszę to zewsząd, widzę w co drugim mailu. Wcześniej trend nakazywał proaktywność, potem trzeba było nieustannie się czelendżować, obecnie należy strefę komfortu porzucać – ciekawam, co będziemy robić w przyszłym sezonie. A może dla odmiany hitem stanie się lenistwo? Albo choć wyluzowane zadowolenie z tego, co się ma i oglądanie zachodów słońca?

Skoro już o tym mowa.
Wracałam wczoraj do domu tramwajem. Rozpięte płaszcze, uśmiechy, nastoletnie pary za rączkę, tulipany i tulipanie, damski szczebiot, wiosna, aż miło patrzeć. Gdzieś w centrum wsiadł jakiś wymięty szczyl. Włosy miał sztywne z brudu, nos chyba niedawno rozkwaszony, ale przynajmniej pepegi lśniące nowością i takoż lśniący kolczyk w brwi. Wsiadł, rozparł się na siedzeniu, roztoczył zapach trawionego piwa, po czym jął głośno komentować powab pasażerek. Głośno i niewybrednie. Ta ma grubą dupę, tamtej cycki nie urosły, te, królewna, do ciebie mówię, czego udajesz, że mnie nie słyszysz? A to się pierdol, królewna.
Jedna odwróciła się i wetknęła w uszy słuchawki, druga odpysknęła bezceremonialnie – koleżka nie stracił rezonu, niestety – a trzecia, wyraźnie zawstydzona, wysiadła na najbliższym przystanku. Szczyl natychmiast wypatrzył sobie inną ofiarę.
W tramwaju było pełno mężczyzn. Część z nich podróżowała na Podgórze razem z dziewczynami, których uczepił się ten małoletni element. I żaden nie odezwał się ani słóweczkiem.
Słabo trochę.
Owszem, czytam gazety i wiem, że w nagrodę za bohaterstwo w naszych smutnych czasach można dostać kosę pod żebra i tyle. Rozumiem. Gdy człowiek się wychyla, często sobie szkodzi. Może naoglądałam się za dużo filmów, książki nie takie czytałam, rozumiem. Mam zmurszałe wyobrażenie rycerzy spieszących na ratunek, rozumiem.
Wróć. Nie rozumiem.

Reklamy

One thought on “Czelendż

  1. dawno, dawno temu, w początkach mojej znajomości z K. wracaliśmy razem podmiejskim prywatnym busem do domu (mieszkaliśmy już razem). za nami siedział taki gnojek, który popijając piwko narzucał się ludziom wokół. oczywiście bus pełen facetów, ale też nikt nie szepnął nawet słówka.
    K. się gotował, gotował, aż się zagotował. odwrócił się i bez słowa dał mu w mordę, po czym kazał mu wysiąść na najbliższym przystanku, skoro nie potrafi się zachować.
    pamiętam reakcję dziewczyny, która była z tym kolesiem i która strasznie K. przepraszała, na co on jej odpowiedział: „nie przepraszaj mnie, raczej wstydź się, że z kimś takim jesteś”.
    towarzystwo wysiadło (dużo wcześniej, niż na swoim przystanku), a ja trzęsłam się po tej akcji jeszcze dłuuuugo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s