Supercalifragilisticexpialidocious

Lubię czytać horoskopy. Tak już mam, że rano sobie czytam, w celach głównie rozrywkowych.
Zwłaszcza lubię, gdy na dzień przed wyjazdem horoskop twierdzi, że powinnam unikać podróży. Albo gdy w dniu wyczekiwanej randki ostrzega przed konfliktem z osobą spod znaku Ryb, a tak się właśnie składa, że to Ryby. Albo gdy informuje mnie, że w najbliższym tygodniu popadnę w tarapaty finansowe, zdrowie mi się zawali, rodzina mnie wyklnie i w ogóle mogę od razu usiąść i polać łzy.
A dziś mi napisali, że wojna idzie.
Miewam wrażenie, że autor tych horoskopów ma w pobliżu jakiegoś Byka, którego serdecznie nienawidzi. Teściową, byłego męża, koleżankę o prezencji Moniki Bellucci (jeśli jest kobietą), kumpla smalącego cholewki do narzeczonej (jeśli jest facetem).
Ale – kimkolwiek jest, tym razem prawie trafił. Wydarzenia minionych dwóch tygodni zmieniły mnie w przekłuty balonik. Niewydarzenia – to byłoby właściwsze słowo. Wojna to jeszcze nie jest, ale jednak toczę ze sobą nierówną walkę, próbuję znaleźć jakieś krzesiwo, które pozwoli mi uruchomić na nowo przygasłą chęć brania się z życiem za bary. Codziennie ścierają się mój zamordyzm i zniechęcenie, niezłomna wiara w piękną przyszłość i znużenie.
Bywamy upiornie samotni. Może i da się wypłakać przyjaciółce w mankiet, mamie przez telefon nawzdychać, pójść z kimś na drinka albo cztery, ale koniec końców wraca się do własnej sypialni, spogląda w lustro we własnej łazience i tylko we własnych oczach widzi potężne znaki zapytania. Nikt nie pomoże podjąć decyzji, nikt nie podsunie wspaniałego rozwiązania, nie powie – zrób tak i tak, nie pstryknie, żeby znikły kłopoty z zaśnięciem i wyłażące z kątów strachy. Są takie skaliste przełęcze, których nikt za nas nie pokona. Nikt nas nie przeniesie na drugą stronę, trzeba spiąć pośladki i iść. Samotnie.
Osobiście uważam, że dorosłość jest przereklamowana. I czy naprawdę musimy ponosić konsekwencje własnych wyborów? Czemu nie można odwrócić się tyłem i powiedzieć – no dobra, nie wiedziałam, że to tak wyjdzie, weźcie to naprawcie, bo ja nie umiem?
Tom sobie pomarudziła.
Czy u państwa dziś też tak się rozwiośniło? W drodze do domu dwukrotnie zmokłam, a że ten drugi raz był już na ostatniej prostej, zwolniłam, rozpięłam marynarkę i cieszyłam się z tych ogromnych, ciepłych kropli. A jaki wiatr, och. Może naczytałam się w dzieciństwie za dużo Mary Poppins, ale nie mogę pozbyć się niezbyt rozsądnego przekonania, że tak silny wiatr coś przynosi. Coś się od niego zmienia. Parę razy w moim życiu rzeczywiście tak się stało – może przypadek, może się zaprogramowałam, mechanizm samospełniających proroctw znam. Co nie przeszkadza mi wierzyć w takie czary.

Reklamy

11 thoughts on “Supercalifragilisticexpialidocious

    • ja bym chętnie! wiesz, że smagane wiatrem przestrzenie ubóstwiam. i strasznie tęsknię do latania ostatnio.
      ale coś w tych zmianach jest. pewnie to da się zdroworozsądkowo wytłumaczyć zmianami ciśnienia i – co za tym idzie – nastrojów, i tak dalej, niemniej…

        • z ciekawości wyczytałam – najmniej wietrzne miejsce jest gdzieś w Arktyce 🙂 to ja podziękuję.

          zaproponowałabym zamianę lokalową, ale u nas dla odmiany mamy halny, a ten dopiero źle robi na głowy…

  1. Podpisuje sie wszystkimi konczynami. Niektore decyzje trzeba podjac samotnie, chociaz najchetniej czlowiek by zlecil komus, a sam poszedl na piwo. Oooo…jak ja sie zgadzam z ta notka.

  2. Jakie to prawdziwe.
    Mnie nigdy przysłowiowe wypłakiwanie w mankiet nie wychodziło, bo zawsze gdzieś wiedziałam z boku głowy, że sama muszę sobie z czymś poradzić…
    Ech…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s