King of the hill

Zdarzają się poniedziałki, gdy wracam do domu, obiecując sobie solennie, że po przekroczeniu progu wyjmę plecak, spakuję do niego rzeczy najpotrzebniejsze, zamówię taksówkę na lotnisko i wsiądę w pierwszy samolot dokądkolwiek. Po drodze wyrzucę do Wisły telefon. Resztę życia spędzę jako kelnerka w barze na plaży albo będę obrączkować pingwiny (zależnie od tego, dokąd ten samolot poleci). Tak się odgrażam. Kończy się myciem wanny i ewentualnie dżinem z tonikiem, jeśli akurat jestem w posiadaniu. Częściej nie jestem.
Ech. I pomyśleć, że pierwszą usłyszaną dziś w radiu piosenką był numer Foo Fighters, ucieszyłam się więc, że zapowiada mi się wyśmienity dzień, bo przecież ich uwielbiam. Chyba będę musiała trochę przerobić tę moją wróżbę…

Są dwie cechy – pokrewne dość – które sprawiają, że natychmiast tracę do kogoś sympatię.
Pogarda i brak skromności.
To drugie to, mam wrażenie, znak czasów. Odnoszę ostatnio wrażenie, że totalna sodówa jest bardziej akceptowalna niż pokora, świadomość własnych wad i niechęć do pchania się na świecznik. Skromność jest niemodna jak grzywka na lakier. W pewnych kręgach jest w złym guście, jak chodzenie w dżinsach do opery. Młody, fajny człowiek potrafi w zatrważającym tempie przepoczwarzyć się w Króla Zajebistości, który zjadł wszystkie rozumy, wszędzie był, wszystko widział, jest najpiękniejszy w całej wsi i taki zdolny, że nobliści mogliby mu buty pastować. Powiadam państwu, siedziałam i nie dowierzałam, jak niewiele czasu wystarczy, by stać się pyszałkiem i mądralą. Nie byłabym sobą, gdybym nie zastanawiała się, co tkwi pod spodem. Jestem wierna staroświeckiemu przekonaniu, że ludzie naprawdę pewni siebie nie odstawiają takich festiwali miłości własnej. Zbyt dobrze siebie znają. Albo też są na to zbyt dojrzali, spadli parę razy z konia i wiedzą, że nie ma co wiwatować na swoją cześć przed dotarciem do mety. Bo dupa jeszcze może się potłuc.
Na to wszystko z bólem, ale przymykam oko. Na pogardę nie potrafię. Gdy słyszę, jak ktoś wyciera sobie pysk poprzednikami, którzy utorowali mu drogę do sukcesu, jak kąśliwie mówi o ludziach, którym mniej się poszczęściło albo zwyczajnie mają mniejsze ambicje – w pysk ów walić mam ochotę. Ja jestem niestety spokojna i raczej nie walę, trzeba naprawdę się wysilić, by wytrącić mnie z równowagi, ale słowo daję, niekiedy głęboko żałuję, że nie urodziłam się porywcza.
Wracam do domu i gapię się na kwitnące zdziczałe drzewa za oknem, plując sobie w brodę, że nie odezwałam się ani słowem, nie stanęłam w czyjejś obronie. Dałam prostakowi satysfakcję.

Znowu śni mi się ten cholerny Kopiec Kościuszki. Ciągle na niego włażę, przedzierając się przez las znacznie dzikszy, niż ten prawdziwy, a na górze – zamiast fortu – wyrastają dziwne, szklane budynki, zupełnie puste. Krążę po nich, nie spotykając nikogo. Jeśli dziś rzeczony kopiec przyśni mi się znów, będę chyba musiała zasznurować w sobotę trampki i pójść tam, może wtedy odpuści.
Acz może nie w najbliższą sobotę. Przechodziłam dziś przez dworzec i widziałam wartkie strumienie ludzi wysiadających z pociągów – długi weekend w Krakowie, się wie.

PS. Osobnik wczytujący się w moje archiwa dostanie cukierka, jeśli się niechby mailowo ujawni. Tak, ja wszystko widzę.

Reklamy

10 thoughts on “King of the hill

  1. Przypomniala mi sie jedna Zmora, z ktora mialam nieprzyjemnosc pracowac i ktorej powinnam wyslac rachunek za gastroskopie (albo zafundowac jej takowa, bez znieczulenia). Nieodporna jestem na takich ludzi.

  2. Czasami po 7 latach odgrażania, pomysł pojenia słoni albo zmywaka w LDN sie realizuje 😉 Uważaj czego sobie życzysz, bo marzenia mają tendencję do spełniania się 😉

  3. Znam takiego co wyrwał w inny świat – skończył w cyrku w USA – w stroju błazna zbierał słoniowe pąki z areny, gdy słoniowi się zdarzyło 😉

  4. Nic dodać, nic ująć. Widać ta zaraza już do Krakowa dotarła, bo mam wrażenie na podstawie obserwacji własnych, że jednak to w Warszawie postawa tupeciarza bardziej promowaną była;) A może to ta osławiona „generacja Y” czy jak ją tam zwał dochodzi do głosu?

  5. Nie wiem czy o mnie chodzi, od dawna podczytuje, ale od paru dni,wykorzystujac niemoc chwilowa i polegiwanie w lozku, wczytuje sie, na amen 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s