There’s a killer on the road

W niedzielny poranek zaparzyłam kawę i usiadłam na balkonie z Jutro przypłynie królowa Wasielewskiego.
Oderwałam się dopiero po przewróceniu ostatniej strony.
Porażająca lektura. Momentami ma się ochotę cisnąć książkę w kąt i zamiast kawy nalać sobie szklankę wódki, znieczulić się trochę, bo czytanie jest doświadczeniem bolesnym. Dziewczyny z tego reportażu szorowały się do krwi. Sama też miałam ochotę natychmiast się umyć, bo to jedna z tych książek, po przeczytaniu których człowiek czuje się brudny. Czuje się, jakby sam się w tym koszmarze unurzał.
Osobiście uważam, że większość bohaterów należałoby rzeźnickim nożem wykastrować. Szacunek dla autora, że nie pokusił się o ferowanie wyroków. Oddał głos rozmówcom, a sam pozostał przezroczysty. Oni zresztą też nie rzucają ciężkich słów. Nie muszą – historie, które zwięźle opowiadają, jeżą włos na głowie. Na całym ciele.
Mimo, że boli i paraliżuje – przeczytać bez dwóch zdań warto. Choćby po to, żeby sobie uświadomić, że zło ukorzenia się i rozrasta nadzwyczaj szybko. Wystarczy próbować go nie zauważać, a wtedy ono podchodzi pod dom, zagląda do okien, przekracza śmiało próg. Ma twarz sąsiada. Brata. Kobiety z naprzeciwka zapraszającej dzieci na marchewkowe ciasto. I rośnie w siłę dzięki milczeniu.

A dziś mam bardzo fatalny dzień, fatalnie też o sobie myślę.
Usłyszawszy to, co usłyszałam, maszerowałam do domu wściekła i z płaczem na końcu nosa, wciskając ręce w kieszenie i zastanawiając się, jak długo jeszcze będę brała udział w tej farsie; co musiałoby się stać, żebym wreszcie odważyła się na zmiany. Mamałyga cholerna.
I wtem jakby znikąd nadciągnęła burza. Zawsze wiedziałam, że pogoda ma wpływ na moje nastroje, ale iżby ja na pogodę…?
Nie ma co rozpamiętywać; gniew niewiele pomoże. Lada chwila zresztą udaję się na emigrację – wewnętrzną również, ale i taką w przestrzeni. Przypuszczam, że taras z pocztówkowym widokiem zrobi mi dobrze na głowę i ułatwi proces rozwiązywania wszelkich węzłów, które mnie ostatnimi czasy uwierają. Tym samym pozwolą państwo, że zamilknę, bo oczywiście nie spakowałam się jeszcze. Co prawda potrafię zrobić to w dwadzieścia minut, ale uwielbiam odkładać na za chwilę, na za godzinkę, na aż wyschną pomalowane paznokcie – w efekcie czego nierzadko domykam walizkę, gdy taksówka czeka już pod domem.

Reklamy

7 thoughts on “There’s a killer on the road

  1. czytałam o tej książce i już na nią czekam.
    porównywano ją do Władcy much i z Twojego opisu wynika, że chyba nie bez powodu.

    w poprzedniej korpo dojrzałam do zmiany po 13 latach, teraz jest już łatwiej 🙂 Trzymam kciuki, jakąkolwiek decyzję podejmiesz 🙂

  2. właśnie przeczytałam dzięki Twojej rekomendacji ‚Jutro przypłynie królowa’. szklanka wódki faktycznie by się przydała…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s