W schludnej mej izdebce pada sobie deszcz

Co będę gadać. Pranie nie schnie, twarze szarzeją, ulicami od siedmiu dni płynie gęsta struga parasoli i trudno pozbyć się wrażenia, że tak będzie już zawsze. Utoniemy wszyscy, zostaną z nas blade, bagienne zjawy.

Bardzo mi ciemno. I bardzo, bardzo smutno. Jakby z każdego kąta wylazło jakieś dawno zagrzebane, zapomniane nieszczęście, jakby przypomniały się niedoleczone kontuzje, zwichnięta miłość własna i niewłasna.
Chciałabym zapaść w sen w pościeli rozgrzanej czyimś ciałem.
Chciałabym też, żeby – gdy wreszcie zasypiam – nie śnili mi się ludzie, których już nie ma.

Reklamy

4 thoughts on “W schludnej mej izdebce pada sobie deszcz

  1. Leje. Mokre jest wszystko. Droga, liście, moje włosy. Z nieba bez przerwy ktoś wylewa pomyje. Kałuże mają kolor kawy z mlekiem. Piana na obrzeżach jest rdzawa, postrzępiona. Bujność zieleni przywodzi na myśl tropiki Azji, rozbuchane, dzikie, trochę przerażające…

    Siedzę w Beskidzie Niskim i trochę próbuję oswoić pogodę. W sumie, nawet mi dobrze z dzisiejszym mlekiem za oknem.

    • no, w Beskidzie Niskim gdy już leje, to leje w stylu ‚budujcie arkę przed potopem’… ale tam to nawet piękne, nawet to niemiłosierne błoto na szlakach ma swój urok. tu uroku nie ma nic. ot, wszechogarniająca jesienna deprecha w czerwcu. burość i chlapiące autobusy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s