Idze idze

Znajoma opowiadała mi ostatnio, że wywołała konsternację w sklepie, prosząc o jeden ziemniak. Pechowego ziemniaka zabrakło podczas gotowania, więc biegusiem poleciała do spożywczego.
Mnie też wczoraj zdarzyły się takie zakupy. Spodziewam się gości, a że lubię myśleć, iż mam świetną pamięć, pogardzam listami sprawunków. Tym samym, dotarłszy wczoraj do domu z siatami, skonstatowałam, że oczywiście zapomniałam o cukrze (nie używam go, toteż wielokrotnie świeciłam oczami, gdy ktoś przyszedł z wizytą i chciał sobie kawę posłodzić). Oraz, hm, o wódeczce. Zazgrzytałam zębami i zlazłam po cukier oraz, hm, po wódeczkę.
Kobieta za ladą otaksowała mnie wzrokiem.
– Pół lytry ma być? – spytała. – Czy więcej?
Pół lytry.
Witamy w Krakowie.
Wróciłam do domu, odpaliłam komputer i kwadrans później poważnie rozważałam wypicie tego pół lytry ze zgryzoty.
Mam otóż trzy konta pocztowe. Jednego używam właściwie tylko do rozsyłania aplikacji i raczej rzadko tam zaglądam. Przed wyjazdem do Izraela w lutym z głupia frant wysłałam jedno CV, po czym zapomniałam o sprawie, spakowałam się i poleciałam objadać się hummusem. Wczoraj tymczasem coś mnie tknęło i zalogowałam się na to konto właśnie. I oczom mym ukazał się mail z działu HR firmy, do której wówczas napisałam – z informacją, że bardzo chcieli się ze mną skontaktować, ale nie mogli się dodzwonić (bo byłam na Bliskim Wschodzie), toteż proszą o odpowiedź.
Domyślam się, że po trzech miesiącach już na tę odpowiedź nie czekają.
Niebawem wyżłobię w ścianie wgłębienie od tłuczenia w nią łbem.

Skoro już mowa o czekaniu – przeoczyłam jakoś fakt, że wczoraj był 13 czerwca, data znacząca. Kilka lat temu tego właśnie dnia rozmyślałam, czy postąpić zgodnie z odwieczną, choć nielubianą zasadą i siedzieć cicho, czy też przejąć sprawy w swoje ręce. Zrobić z siebie rasową desperatkę czy po wsze czasy pluć sobie w brodę. Wreszcie doszłam do wniosku, że do stracenia i tak nic nie mam, a zyskać mogę dziewięćdziesiąt fajnych kilogramów. W podjęciu decyzji pomógł mi pospolity soczek Tymbarku, wypity tamtego pamiętnego dnia zamiast śniadania (pokarmów innych niż soczki wtenczas nie przyjmowałam). Na kapslu było napisane: A NIE ODMÓWIĘ.
No i nie odmówił.
To w ogóle był piątek. Piątek trzynastego.
Dobrze, dość tego strumienia świadomości. Odkurzacz i mop już w blokach startowych.

Aha. Proszę, niech mi ktoś wybije z głowy podróż do Londynu w najbliższych tygodniach, bo kusi mnie paskudnie. Nie to, że jestem jakąś wielką miłośniczką Jane Austen i nie, żebym miała forsę na taki wyskok, ale ten pan Darcy… Och, słodki Boże.

Reklamy

7 thoughts on “Idze idze

  1. Ja na temat kont pocztowych nawet się nie będę wypowiadała. Ostatnio wygrałam fajny konkurs. I co z tego jak o tym nie wiedziałam! Samo życie. Za dużo rzeczy w życiu 😉

    • możliwe, choć nie bardzo wiem, co miałabym im napisać po tych 3 miesiącach – ‚przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, ale ostatni kwartał spędziłam wśród ludów pierwotnych Afryki’?… 🙂 moja wtopa, no. szkoda, bo to była szansa na zawodowy zwrot o 180 stopni, ale po takim czasie chyba pozostaje pluć sobie w brodę.

  2. Napisz, cokolwiek na usprawiedliwienie braku reakcji, niczego nie tracisz – może nadal czekają? Zdarza się 🙂 Najgorsze, co usłyszysz, to „nie”. I jedź do Londynu. Wiem, pewnie nie jestem pomocna, ale może to znowu moment na „A nie odmówię”?

    • ha! i tu się zgadzam, to jest moment na ‚a nie odmówię’ 🙂
      tylko, że słabo mnie na to stać chwilowo. bardzo słabo nawet. chyba, że wygram w totka. ale najpierw muszę zacząć grać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s