Barefoot through hell

Wstyd przyznać, ale od pewnego czasu inwigiluję kogoś w internecie.
Gdybym tego nie robiła, nigdy nie usłyszałabym tej piosenki. A wczoraj z nią zasypiałam. Jest w niej coś rozczulającego, prawda?
Właściwie to zasypiałam dziś – wróciłam z Kazimierza bardzo w nocy. Nie zamierzałam wychodzić do miasta wieczorem, ale towarzystwo zadzwoniło, zaordynowało, potulnie włożyłam sandałki i poszłam.
Sandałki, nowe i różowe, zrobiły mi ze stóp taką jesień średniowiecza, że zabijam je wzrokiem, ilekroć obok nich przechodzę na moich udręczonych, obolałych, do krwi ostatniej otartych nóżętach.
Bawiliśmy się pysznie, śmialiśmy się w głos i zaczepiali przechodniów – ale stężenie lansu w sobotnie wieczory jest już dla mnie zbyt wysokie. Przeoczyłam moment, gdy krzykiem mody stało się okrążanie Placu Nowego kabrioletem. I niewątpliwie wyróżniałam się w moich nieszczęsnych sandałkach, pospolicie płaskich i niezbyt błyszczących, i w porteczkach byle jakich. Nie postarałaś się, kochana.
Poza tym – jak zwykle. Lokalni celebryci, pijaczkowie, turyści przyglądający się z niedowierzaniem wartko płynącej ludzkiej rzece, kolejki po zapiekanki (osobiście uważam, że lepiej pójść do Sami Am Am na falafel – panowie wydają z okienka prawdziwe bliskowschodnie jedzenie), rodziny wielodzietne, pary awanturujące się, pary całujące się, ślubne sesje fotograficzne, pogaduszki z nieznajomymi, opary alkoholu mieszające języki. Targowisko próżności, czyściec, otchłań. Fascynujący spektakl.
Dziś, co łatwo zrozumieć, pokusiłam się jedynie o spacerek do parku Bednarskiego – czy ktoś mógłby kupić mi tę willę z wieżyczką? Podkochuję się w niej od wielu lat.
No dobrze. Czas z wolna żegnać ten przyjemny weekend – wanną, lampką białego wina i porcją krwawych scen na dobranoc. Tym razem moje stopy nie będą brać w nich udziału.

(Duma i uprzedzenie nadal nie daje mi spokoju. Już prawie, prawie udało mi się wmówić sobie, że wcale tego nie chcę, szkoda pieniędzy i w ogóle dorośnij wreszcie, ale później znów odezwała się we mnie ta druga dziewczynka z notki poniżej. Od piątkowego popołudnia ceny biletów samolotowych zdążyłam sprawdzić z czterdzieści razy i wiecie co? Żadna nie spadła! Wot, żyzń parchata).

Dnia następnego
Kupiłam ten cholerny bilet. Jeśli ktoś z państwa miał wątpliwości wobec mojej postępującej choroby umysłowej, może już być całkowicie pewien, że niżej podpisana jest niespełna rozumu. Od dziś do końca roku będę sprawdzać, czy da się wyżyć za 50 groszy dziennie. Powiadam, źle skończę przez to moje zamiłowanie do spontanu…

Reklamy

4 thoughts on “Barefoot through hell

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s