I am that merry wanderer of the night

Siedziałyśmy w kawiarnianym ogródku, gdy wtem zbliżyło się ku nam dwóch przystojnych chłopców z papierową tubą. Zapatrzyli się niemo w ścianę za naszymi plecami.
– Tu by się zmieściło… – powiedział wreszcie jeden z nich. – Ale musielibyśmy przesunąć panie. Nie będziemy przesuwać pań.
– To ja powieszę później, gdy panie wyjdą – zaoferowała się barmanka. – A co to za plakat?
– A, z naszego teatru. Premierę mamy za tydzień.
Przez chwilę chciałam czy za nimi pobiec i spytać, czy by mnie nie przyjęli. Niechby do stania i uśmiechania się. (Do przesuwania, być może?)
Bo państwo wiedzą, że teatr to ja bardzo.
Gdy byłam mała, dla odmiany lubiłam bawić się w film. To znaczy – wyobrażałam sobie, że gram w filmach. Nieprawdziwych; scenariusze sama wymyślałam na bieżąco. Zwykle były do urzygu romantyczne.
Gdybym dziś miała zagrać w filmie – nie przypuszczam, by mi to groziło, wyjąwszy dzieła kręcone telefonem w domu po dwudziestej trzeciej, tych zresztą parę już mam na koncie, ale puśćmy wodze fantazji – i mogła wybrać dla siebie rolę, to niewątpliwie chciałabym zagrać Kopciuszka, który romansuje z gwiazdą. Wróć. Coś podobnego chyba już przerabialiśmy?… Dobrze, zatem chciałabym też zagrać w filmie płaszcza i szpady, żeby były konie i długie suknie.
I dziewczyną Bonda chciałabym być. Ale bardziej samym Bondem.
I, jakkolwiek to o mnie świadczy, chciałabym zagrać płatną morderczynię. Zimną sucz w czarnych rękawiczkach, co dokręca tłumik, załatwia swoje i wychodzi. Bardziej ogarniętą siostrę świętych z Bostonu.
Ja naprawdę jestem łagodna i RACZEJ zrównoważona. Ale chciałabym, co poradzę. Poza tym wiadomo, że czarne charaktery jakimś cudem mają najwięcej fanów.
A w teatrze to bym chciała zagrać Puka w „Śnie nocy letniej”. Zawsze bardzo go lubiłam.
Ciekawam, jak państwo by się obsadzili.

W ramach walki z wyalienowaniem założyłam sobie konto na Twitterze.
Podoba mi się. Będę mogła zamęczać znajomych refleksjami z przystanku autobusowego.

Na noc Kupały zostawiam państwa z kolesiami z Oxfordu, którzy postanowili grać zuluskie kołysanki. Koncepcja, rzekłabym, leciutko dziwna, ale mnie to się obłędnie podoba.

Reklamy

14 thoughts on “I am that merry wanderer of the night

  1. Beatrice w „Duzo halasu o nic”-to teatralnie
    a filmowo chce byc Doktorem Who!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    i Eowina :))))))))
    i film plaszcza i szpady bardzo tez, ale przede wszystkim w jakichs fantasy/action
    i jeszcze jakis francuski klasyk, zeby byly kawiarnie i muzyka i dlugie skoomplikowane rozmowy

  2. btw.wersja „Much Ado About Nothing” z Davidem Tennantem i Catherine Tate REWELACYJNA, rze w glos plus omdlewam na szkocki akcent Benedykta :p

    • może to eks-trauma, ale szkockiego akcentu nie… za to taki klasyczny, rasowy, uniwersytecki British English uwielbiam. szkocki dla mojego ucha zbyt szorstki. ale mają whisky.

  3. w teatrze chciałabym zagrać Papkina
    w filmie – Legs z Fox Fire
    a w serialu mogłabym być Milagros ze Zbuntowanego Anioła
    czy pasuję do tych roli, to już inna sprawa 😉

  4. Na pewno chciałabym zagrać Artura z „Tanga” i Kławdię Chauchat albo Wielkiego Peeperkorna (nie mogę się zdecydować w tym drugim wypadku).

  5. a ja bym chciała zagrać chocby paprotkę u Smarzowskiego (bo on potrafi wyciągnąć z aktorów najlepsze), choć to mocno na wyrost, bo nie uważam, żebym jakikolwiek talent aktorski przejawiała.
    a z grania w teatrze to APAGE, SATANAS! chyba bym umarła, gdybym musiała wystąpic przed publiką na żywo. ale jeśli już, to w jakiejś sztuce Tennessee Williamsa albo Augusta Strindberga.

    ostatnio występowałam kilka lat temu na szkoleniu przed ludźmi, których znałam (wystapienie było nagrywane), a i tak pamiętam tylko mgłę, która mi zasnuła oczy, bo tak mnie zjadł stres – nota bene wystąpienie wyszło bdb (pokazano mi je później i było analizowane przez grupę).

    • a ja uwielbiam. to trochę masochistyczne zamiłowanie, bo jestem raczej nieśmiała i cicha, ale gdy trzeba wyjść przed publikę (co czasami zdarza mi się w robocie), przełączam się w inny tryb i jadę z koksem.
      w ogóle niegdysiejsze doświadczenia teatralne bardzo mi w dorosłym życiu pomagają. bardzo.

      (nagrywać się nienawidzę, też miałam takie szkolenie…)

      • pamiętam, jak na pierwszym roku studiów na geografię polityczną mieliśmy napisać pracę zaliczeniową. nasz profesor (postrach roku) wyłowił mnie i poprosił o prezentację przed całym rokiem (nikogo wtedy jeszcze nie znałam). pamiętam jak dziś, że mówiłam o kwestii głodu na świecie.
        na koniec zapytał: co pani miała w liceum z WOS-u?
        odpowiedziałam, że szóstkę.
        – no, od razu widać i słychać 🙂

        więc może jakieś talęta jednak przejawiam, tylko się boję 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s