We’ve come too far to give up who we are

Zazwyczaj kawałki zgrywane w radio do krwi ostatniej lekko mnie wkuropatwiają.
Ale Daft Punk – to inna sprawa. Fenomenalnie to jest zagrane, bas jak w epoce disco. Nie sądziłam, że dożyję dnia, gdy ich numer wyląduje na pierwszym miejscu Trójkowej listy, a wszystkie stacje, niezależnie od formatu, będą łoić Daft Punk od rana do wieczora.
Niby cała płyta nie jest aż tak pyszna, ale kogo to obchodzi.
Ostatnie godziny spędziłam jednak zanurzona w dźwiękach zgoła innych. Ubóstwiam taką smutę.

Tymczasem znów Kazimierz, czeskie piwa i komary w liczbie nieprzebranej.
Po kilku godzinach uciesznego bujania klapeczkiem wracam do domu taksówką z otwartymi wszystkimi oknami. Uderza mnie w twarz gorące powietrze. Jak w Tel Awiwie. W Krakowie latem łatwo poczuć się jak na wakacjach. Nagle nikną uliczne korki, gęstnieje tłum w kawiarnianych ogródkach. Wychodzisz z dobrze, zbyt dobrze zmrożonego biura, wsiadasz w tramwaj lub taksówkę i ot, po dziesięciu minutach jesteś poza wszystkim, co cię tego dnia spotkało.

Ktoś mi wczoraj powiedział, że mam ciekawe i pełne życie. Usłyszałam to po raz drugi w ciągu kilku dni. Zabawne, bo sama zupełnie nie mam takiego poczucia, miewam za to wrażenie, że tkwię w jednym, nieszczęsnym punkcie. Że gnuśnie, leniwie, niezbyt imponująco – zwłaszcza, jak na mój wiek.
Ale gdy zaglądam do mojej skrzynki, która zawiera głównie potwierdzenia rezerwacji biletów wszelkiej maści – lotniczych, do teatru, na koncerty – i gdy uświadamiam sobie, jak łatwo przychodzi mi sięganie po coś, co akurat mi się zamarzyło… Cóż.
Istotnie, ciągle coś robię, ciągle dokądś wyjeżdżam, ciągle mam nowy pomysł na wieczór, weekend, przyszły rok. W gruncie rzeczy jestem nieustannie w drodze dokądś i nieustannie sięgam po coś nowego. Staram się regularnie dostarczać sobie powodów do podskakiwania z radości. Nie jestem tylko pewna, czy na pewno o to chodzi.
Czasami obawiam się, że chcę zbyt wiele. Czasami myślę, że to wszystko namiastki. Błyszczące podróbki. Że może lepiej, zdrowiej byłoby skupić się na obszarach mniej spektakularnych, tych kuchenno-sypialnianych, pospolitych, codziennych – a nie na rozważaniach, czy zapisać się do szkoły fechtunku.
Nie wiem.
Im starsza jestem, tym mniej wiem. I coraz częściej napada mnie myśl, że kiedyś pożałuję swoich wyborów.

Reklamy

One thought on “We’ve come too far to give up who we are

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s