Plus i minus to jedyne, co widzę

Powszechnie wiadomo, że wszelkie problemy z software’em – a przynajmniej lwią ich część – rozwiązuje reinstalacja.
Niestety nie mogę postąpić tak z własnym rozumem.
Dość już o tym.

Pierwotnie miałam do Londynu wylatywać dziś świtem. Bilety były już prawie, prawie klepnięte, ale coś wydarzyło się po drodze, więc przesunęłam – nie bez ciężkich westchnień – całą zabawę o tydzień.
Samolot, którym dziś rano miałam lecieć, zawrócił na lotnisko. Pękła szyba.
Najpewniej tkwiłabym do teraz w hali odlotów, tocząc pianę. Mam nadzieję, że za kilka dni obędzie się bez podobnych rozrywek. Nigdy zresztą nie miałam przygód z samolotami; raz tylko jeden nie zmieścił się na pasie startowym, lądując, i wystartował ponownie. To było nawet ucieszne. Uwielbiam starty. Tylko czekający na mnie ojciec nieomal zemdlał, widząc, jak aeroplan z jego córką na pokładzie przyziemia, po czym gwałtownie podrywa się do lotu na nowo.
Przez długie sekundy sądził, że to porwanie.

Po stronie plusów zapisuję zatem to, że nie poleciałam dziś donikąd.
Po stronie minusów – całą resztę dnia.
Gotowałam się w środku jak smoła w piekielnych kotłach, ale jakimś cudem zachowałam spokój.
Widziałam, że rozmówca liczy na kontrę. Na sprzeczkę. Nawet na ‚odpierdol się’. Wyraźnie miał gotowy plan naszej konwersacji, i plan zawiódł, bo nie podjęłam rękawicy. Jak mawiał sierżant Highway – nie daj baranowi satysfakcji. Jak mawiał mój shihan – masz go położyć jego własną siłą, nie twoją. Oby panowie mieli rację. Oby, bo mnóstwo nerwów kosztował mnie dzisiejszy zen.
Maszerując do domu z głębokim stadium wścieklizny wypisanym na twarzy, obmyśliłam szereg krwawych zemst oraz powzięłam parę ważkich i wywrotnych decyzji życiowych. Powiadam, przechodnie schodzili mi z drogi. Gdzieś w pobliżu mostu przez mój wściek zdołała przebić się jednak myśl typowo krakowska, wypij sobie jeden głębszy zmrożonej wódeczki, nawet wypij sobie dwa, jutro pomyślimy.
Chwilowo uważam tę właśnie myśl za jedynie słuszną, bardzo przepraszam.
L’chaim zatem.

(Człowiek, któremu nabazgrałam numer na skrawku gazety, zadzwonił do mnie wieczorem. Uściślając, zadzwonił do mnie dwanaście razy. Zwykle mam wyciszony dzwonek, więc kolega z imponującą determinacją próbował, aż wreszcie zauważyłam kątem oka pobłyskujący telefon. Wnioski, droga redakcjo?)

Reklamy

8 thoughts on “Plus i minus to jedyne, co widzę

    • w rzeczy samej. nigdy mi się nie zdarzyło coś podobnego, więc jestem nieco podejrzliwa, ale intensywność prób nawiązania ze mną kontaktu zrobiła na mnie duże wrażenie.

      • 😀 Chociaż ja spaczone mam podejście do tego typu zachowań. Zaraz bym sobie lekką labilność emocjonalną u pana zdiagnozowała 😉 Ale w sumie to chyba trochę zazdroszczę 🙂

        • zobaczymy…
          po latach obcowania z gościem, który jest raczej trudny pod względem komunikacyjnym, nienawidzi komórek, czuje się osaczony przy zbyt częstym kontakcie i w ogóle najchętniej wiódłby pustelniczy żywot wysoko w górach (w czym, muszę przyznać, rozumiem go doskonale) to dla mnie duża nowość, by nie rzec – szok. z ciekawości sprawdzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s