London gives me hot pants

Dziś sytuacja wróciła do normy – spałam trzy godziny. Plan błogiego leżakowania w parku zdaje się tym bardziej sensowny.
Za oknami właśnie budzi się Camden. Szczęśliwie nad warczeniem silników dominują ptasie trele.
Przed wylotem wpadnę na Oxford Street, rozważyć, czy naprawdę potrzebuję spódnicy, pod którą nie sposób włożyć bielizny. Macałam ją wczoraj pożądliwie, acz jakimś cudem zwyciężył rozsądek.

Czuję się tego poranka czysto i po prostu szczęśliwa.
Nie, nie z powodu cholernej spódnicy, ale tego, że tu jestem. Że w ogóle jestem. Pojechałam Coelho, wiem, ale co zrobić, gdy człowieka rozpiera niepopularna ostatnimi czasy radość życia?

Nim popadnę w tony jeszcze bardziej rzewne, pójdę pod prysznic i wciągnę na wychudzony tyłek obiecane w temacie szorty. Lazurowe niebo kusi, zapowiada się wspaniały, leniwy dzień.

Obiecuję również, że kolejna notka będzie raczej żałosna. Jeśli sądzicie, że małoletnie fanki Justina Biebera (kimkolwiek on jest, bo nie jestem właściwie pewna) są nieznośne w swych egzaltowanych westchnieniach – nie wiecie jeszcze, na co mnie stać…

Tymczasem drobny dodatek dla zilustrowania mojego ciężkiego życia w Londynie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s