Let’s get stupid, dancing with Cupid

Nic tak nie wzmacnia weny twórczej, jak paląca potrzeba pomnożenia stanu konta. Z jednej mizernej strony wreszcie wyrosły mi trzy. Uważam, że są raczej słabe, ale artykuły, które ostatnimi czasy zdarzyło mi się czytać, każą mi myśleć, że samokrytycyzm w narodzie padł trupem.

Nic nie wywołuje u mnie silniejszego odruchu bitch, please, niż dwupoziomowa konwersacja. Nie lubimy się, nie polubimy się. Osobiście nie widzę najmniejszego sensu w obcowaniu ze sobą, ale druga strona upiera się przy kurtuazji. Dla zachowania pozorów. No to zachowuję. I mówimy: „Ładny dzień, co u ciebie słychać? – „O, wszystko dobrze, dziękuję”, mając w istocie na myśli: „Nie chcę na ciebie patrzeć przez ani sekundę dłużej, nadęty dupku” – „Ja na ciebie też, głupia suko”.
Jestem wielką zwolenniczką jasnych sytuacji, tego typu gierki wprawiają mnie w zakłopotanie. Dużo zdrowsze zdaje mi się obchodzenie się szerokim łukiem niźli ściemnianie, że przepadamy za sobą, tylko akurat mamy gorszy dzień.

Nic tak, nic nie…
Nic nie wiem.
Ale skoro już o interakcjach międzyludzkich mowa – usłyszałam niegdyś, że w pewnym momencie swojego życia przestajemy zyskiwać nowych przyjaciół. I rzeczywiście, moje przyjaźnie pochodzą z czasów, gdy byłam jeszcze nastolatką. Część kompanii wykruszyła się, wyparowała, zbyt słabe były nasze związki i zwyczajnie nie wytrzymały próby czasu. Bywa i tak.
Nie sądziłam, że w moim życiu pojawi się ktoś nowy, kto w bardzo krótkim czasie trafi do grona bliskich znajomych. Jest to grono wielce ciasne, bo jak państwo wiedzą, jestem raczej samotnym wilkiem, który towarzystwa potrzebuje w umiarkowanym stopniu.
A tu nagle zostałam wzięta pod włos. Dzwonimy do siebie, grasujemy po mieście, spożywamy obiady, uczestniczymy w wydarzeniach kulturalnych i w ogóle jest fajnie.
Niemniej po ostatnich przebojach z mężczyznami atakującymi z każdej strony żywię cichą nadzieję, że nie zawędruje to w niepewne rejony.

Tymczasem szekspirowska Julia skończyła wczoraj 430 lat. To jest – skończyłaby, gdyby nie fakt, że przeżyła raptem 14.

Reklamy

9 thoughts on “Let’s get stupid, dancing with Cupid

  1. Jak mi się wydaje, że powinnam wypieprzyć Worda w kosmos, a komputer przez zamknięte okno, to wtedy otwieram sobie NG i myślę, że nie ma co, bo i tak będzie lepsze. A potem otwieram Kontynenty i znowu szlag mnie trafia, więc to chyba tak już musi być. Aaa ja wiem, że Ty Kydryńskiego nie bardzo, ale on naprawdę pięknie pisze, o ło: http://turystyka.wp.pl/kat,,page,2,title,Marcin-Kydrynski-Lizbona-Muzyka-moich-ulic,wid,15766450,wiadomosc.html . A jakie zdjęcia robi…!

    • ale Theroux i Kydryński to taki bentley i wartburg mniej więcej… nie ta klasa pisarska zupełnie.
      i tak czy inaczej – wolę styl bardziej dyskretny, mniej autoreklamowy. przynajmniej w reportażu. tak mnie nauczono, tego będę się trzymać.

      • WARTBURG, hihihi 🙂
        autoreklama fuuu, zgoda. choć w tych fragmentach, które czytał w trójce, ani w tekście w ostatnich Kontynentach jakoś nie rzuciło mi się to w uszy/oczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s